Znów sprzedają towar spod lady. Zobacz gdzie?

Grzegorz Giedrys
2009-07-23 , aktualizacja: 22.07.2009 20:47
A A A Drukuj
W reakcji na oczekiwania ludu pracującego miast i wsi, wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu na deficytowe produkty, toruńscy 30-latkowie założyli sklep spodlady.com, w którym sprzedają kultowe peerelowskie towary
Projekt autorstwa młodych torunian z agencji 3xW przypomina świat socrealistycznych absurdów. - Pomysł narodził się w czasie spotkań towarzyskich. Chyba każdemu po trzydziestce zdarzyło się wspominać swoje dzieciństwo w latach 80. Myśmy postanowili, że warto na nowo posmakować tych czasów, w pewnym sensie je przypomnieć, wrócić do nich - mówi Dorota Uniewska z agencji 3xW.

Autorzy serwisu nie chcą sprzedawać pamiątek po PRL-u, wolą przypominać klientom dawno zapomniane smaki gum Donald, Turbo, napojów w woreczkach foliowych. Jedyny problem - wiele znanych produktów zniknęło z rynku. - Najtrudniej jest z artykułami spożywczymi - opowiada Uniewska. - Nie ma słynnego napoju "Orange" ani donaldówek. Została nam jedynie ostatnia zgrzewka oryginalnej gumy Turbo z Turcji. Firma również przestała ją produkować. Kłopot jest też z kosmetykami "Pani Walewska" - producent twierdzi, że są na rynku, tymczasem hurtownicy mówią, że ich nie ma.

W ofercie sklepu znajdziemy wodę brzozową, starą odzież roboczą, model samolotu IŁ do sklejania, kalejdoskop, koszulki z nadrukami z Myszką Miki i Pszczółką Mają, czerwone chusty, krawaty na tandetnych gumkach, słomianego misia z komedii Stanisława Barei. W serwisie znalazło się miejsce na stare zabawki i gry np. kapsle z flagami państw do "Wyścigu pokoju", pchełki, eurobiznes, szachy, warcaby, a także kultową kolekcję "Salon gier".

Od razu, gdy wejdziemy na stronę, przywita nas długi ogonek oczekujących na dostawę towaru do sklepu. Aby dostać się do systemu, należy stanąć w kolejce. Miejsce przed nami zajmuje weteranka wśród etatowych staczy - pani Gienia. W pobliżu czeka Maniek - typ z flaszką w kieszeni i papierosem spalonym tuż przy filtrze. Zofia - zażywna kobieta z naszyjnikiem z papieru toaletowego i siatkami pełnymi nieświeżej zieleniny - umie załatwić wszystko. Jej credo brzmi swojsko: "Pan tu nie stał, pan nie jest w ciąży". Ponury bestiariusz uzupełnia Rysiu, który przypomina rolnika z dawnego PGR-u i w dłoni krzepko dzierży butelkę mleka na poranną glątwę.

W kolejce spotkamy też plejadę największych gwiazd PRL-u: Hansa Klossa, Niewolnicę Isaurę, inż. Mamonia, Limahla, Kojaka, Bruce'a Lee. Jeśli wspomnień znanych prominentów byłoby nam wciąż za mało, możemy zajrzeć do zakładki "TelewYzja", a także podziwiać walory seksbomby PRL-u Danuty Lato, obdarzonej biustem w rozmiarze 41DDD.

Sklep apeluje do wspomnień i portfeli 30- i 40-latków. - To właśnie oni najpełniej odczuli lata 80., kiedy system był nieco mniej opresyjny i najbardziej absurdalny - tłumaczy Uniewska. - Ci, którzy mają 20 lat, pytają nas, po co w zasadzie mają stać u nas kolejce i czy dostaną za to jakieś nagrody? Zupełnie nie rozumieją tego klimatu.

Można także poczytać wpisy do księgi skarg i zażaleń. Znajdziemy tu oryginalne cytaty: "Pani ekspedientka nie obsługuje w kolejności klienta, gdyż twierdzi, że klient powinien najpierw się wyszumieć". Każdy miłośnik filmów Barei na pewno zajrzy do zakładki "Na gablocie", przedstawiającej tablicę "Tych klientów nie obsługujemy" znanej z komedii "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz". Są na niej Lenin i Breżniew, a także twórcy strony. - Dostaliśmy kilka komentarzy, że fałszujemy historię i że gloryfikujemy komunizm. To oczywiście nieprawda. Trzymamy się z dala od polityki. Bez wątpienia tamten system był zły, my zaś tylko chcemy rozmawiać o swoim dzieciństwie - tłumaczy Uniewska.

Dla Gazety

Dominik Antonowicz, socjolog z UMK

Strona wcale nie mówi o sentymencie za PRL-em wśród 30- i 40-latków i nie ma nic wspólnego z tęsknotą za dawnym systemem. Mówi raczej o chęci powrotu do młodości - z jej kolorową gumą Donald, azylem w Peweksie, staniem za cukrem i wieloma innymi absurdami ówczesnej codzienności. Możemy do nich wrócić nie ideologicznie, ale jedynie w symboliczny sposób. Pokolenie naszych rodziców boleśnie dotknął tamten system, woleliby zapewne jak najszybciej o nim zapomnieć. Tamte czasy miały swoich bohaterów i swoje stereotypy, które chętnie sobie przypominamy - ale tylko za sprawą kultury popularnej. 20-latkowie zupełnie nie znają kontekstu naszego dzieciństwa, nie nasiąkli tym specyficznym klimatem, którego z książek nie da się nauczyć. Mam 32 lata. Świadomość wspólnej przeszłości 30- i 40-latków tworzy między nami nić empatii. Jest dla nas swoistym kodem kulturowym, który nas wyróżnia spośród innych pokoleń.

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów