Kobieta odkryła go w sieci w połowie czerwca i już po dwóch tygodniach wirtualnych randek zaprosiła go do siebie. Kochanek miał ponoć spędzić u niej tylko dwa-trzy dni, by w tym czasie wynająć sobie mieszkanie w Toruniu. Pobyt przedłużył się jednak do dziewięciu noclegów, a sympatia między obojgiem kwitła. Torunianka oprowadzała gościa po Starówce, ten zabierał ją na urocze wycieczki do okolicznych kurortów wypoczynkowych. Sielanka skończyła się 11 lipca, gdy kobieta wyszła na nocną zmianę do pracy. Kiedy wróciła, kochanka już nie zastała, podobnie jak 1,8 tys. zł swoich oszczędności. Po kilku dniach namysłu, 49-latka zgłosiła sprawę policji. Szanse odnalezienia internetowego uwodziciela są duże, bo pokrzywdzona spisała jego dane - okazało się że mężczyzna był karany za oszustwa, rozesłano za nim listy gończe.
Źródło: Gazeta Wyborcza Toruń