Czytelniczka: Play, ale nie zawsze wszystko gra
08.01.2010
, aktualizacja: 08.01.2010 10:03
Nasza czytelniczka przez kilka miesięcy nie mogła ustalić, ile powinna płacić za internet i czy w ogóle ma ważną umowę z operatorem. Pomogła dopiero interwencja "Gazety"
Pani Monika z Torunia (nazwisko do wiadomości redakcji) korzysta z bezprzewodowego internetu oferowanego przez operatora telefonii komórkowej Play. W sierpniu ub.r. zadzwonił do niej pracownik sieci z wiadomością, że kończy się ważność dotychczasowej umowy i zaproponował podpisanie aneksu. Zgodnie z nim pani Monika miała co miesiąc płacić 45 zł za internet. Zgodziła się, a aneks do podpisania miał jej dostarczyć kurier.
Ten zjawił się 19 sierpnia. Torunianka potwierdziła mu odbiór przesyłki i zaczęła czytać aneks. Wtedy zorientowała się, że dotyczy on innego abonamentu. Miesięczne korzystanie z sieci kosztuje w nim nie 45 zł, a 80 zł, z tym że przez pierwsze trzy miesiące internet jest darmowy. - Uznałam, że te warunki są dla mnie mniej korzystne - mówi czytelniczka. - Kurierowi powiedziałam, że zamawiałam inny abonament i chcę złożyć reklamację.
Jeszcze tego samego dnia kurier przyszedł raz jeszcze i spisał protokół szkody. Powiedział też, że nowy aneks będzie przesłany w ciągu trzech tygodni. W tym czasie nikt z Playa z panią Moniką się jednak nie skontaktował. - 17 września poszłam do salonu firmowego operatora - opowiada czytelniczka. - Tam powiedzieli mi, że przecież aneks podpisałam. Jestem pewna, że świadomie tego nie zrobiłam.
Przez kilka miesięcy pani Monika próbowała wyjaśnić sprawę. Zaznacza, że internet jest jej niezbędny i nie może tak po prostu z niego zrezygnować. Korespondencji z operatorem uzbierała się cała teczka. Play przesyłał czytelniczce e-maile oraz pisma tradycyjną pocztą, z tym że raz na adres zamieszkania w Toruniu, a kiedy indziej tam, gdzie jest zameldowana, czyli do Żuromina. W dokumentach przewijają się zdania: "zgłoszenie zostało uznane za niezasadne" i "aneks jest podpisany". Pani Monika postanowiła go obejrzeć, lecz operator zastrzegł, że aby to zrobić, musi dostarczyć m.in. pismo zawierające jej... oryginalny, własnoręczny podpis.
- Wydawało mi się to podejrzane, więc tego nie zrobiłam - mówi czytelniczka.
Ostatecznie dostała tylko kserokopię aneksu. Z jej podpisem.
- Wygląda jak mój, ale nie przypominam sobie, abym taki dokument parafowała - przekonuje. - Zaczęłam podejrzewać, że ktoś mój podpis podrobił.
W którymś z kolei piśmie od operatora do pani Moniki czytamy: "Jest nam niezmiernie przykro z powodu Pani niezadowolenia. Jeśli jednak podejrzewa Pani prawdopodobieństwo oszustwa, prosimy o zgłoszenie się na policję w celu wyjaśnienia całej zaistniałej sprawy".
Wizyta na komendzie nic nie dała. - Oficer dyżurny powiedział mi, abym dobrze się zastanowiła. Jak machina ruszy, wyrok musi być. Przestraszyłam się, że jeśli nie znajdę ewidentnych dowodów na fałszerstwo, sama zostanę oskarżona - wyjaśnia kobieta.
Zamiast złożyć doniesienie udała się do rzecznika konsumentów. - Dowiedziałem się od niego, że w ciągu 10 dni od wizyty kuriera mogłam bez konsekwencji odstąpić od umowy lub aneksu, zamiast składać reklamację. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej - opowiada.
Bezradna z kompletem dokumentów w końcu zgłosiła się do naszej redakcji. A my o sprawę zapytaliśmy rzecznika prasowego Playa Marcina Gruszkę. Zanim otrzymaliśmy odpowiedź, czytelniczka dostała od operatora list z wiadomością, że o jej problemy zapytała "Gazeta", a reklamacja została uwzględniona. Play nie wyjaśnił, skąd wzięło się nieporozumienie, zaproponował jednak pani Monice nowe, korzystniejsze warunki umowy, m.in. miesięczny upust w wysokości 35 zł.
- Prawdopodobnie zaszła zwykła pomyłka - powiedział nam Gruszka.
Dodał, że informacja o możliwości odstąpienia od umowy zawartej za pośrednictwem kuriera widnieje w "Regulaminie o świadczeniu usług".
tomasz.ciechonski@torun.agora.pl
Ten zjawił się 19 sierpnia. Torunianka potwierdziła mu odbiór przesyłki i zaczęła czytać aneks. Wtedy zorientowała się, że dotyczy on innego abonamentu. Miesięczne korzystanie z sieci kosztuje w nim nie 45 zł, a 80 zł, z tym że przez pierwsze trzy miesiące internet jest darmowy. - Uznałam, że te warunki są dla mnie mniej korzystne - mówi czytelniczka. - Kurierowi powiedziałam, że zamawiałam inny abonament i chcę złożyć reklamację.
Jeszcze tego samego dnia kurier przyszedł raz jeszcze i spisał protokół szkody. Powiedział też, że nowy aneks będzie przesłany w ciągu trzech tygodni. W tym czasie nikt z Playa z panią Moniką się jednak nie skontaktował. - 17 września poszłam do salonu firmowego operatora - opowiada czytelniczka. - Tam powiedzieli mi, że przecież aneks podpisałam. Jestem pewna, że świadomie tego nie zrobiłam.
Przez kilka miesięcy pani Monika próbowała wyjaśnić sprawę. Zaznacza, że internet jest jej niezbędny i nie może tak po prostu z niego zrezygnować. Korespondencji z operatorem uzbierała się cała teczka. Play przesyłał czytelniczce e-maile oraz pisma tradycyjną pocztą, z tym że raz na adres zamieszkania w Toruniu, a kiedy indziej tam, gdzie jest zameldowana, czyli do Żuromina. W dokumentach przewijają się zdania: "zgłoszenie zostało uznane za niezasadne" i "aneks jest podpisany". Pani Monika postanowiła go obejrzeć, lecz operator zastrzegł, że aby to zrobić, musi dostarczyć m.in. pismo zawierające jej... oryginalny, własnoręczny podpis.
- Wydawało mi się to podejrzane, więc tego nie zrobiłam - mówi czytelniczka.
Ostatecznie dostała tylko kserokopię aneksu. Z jej podpisem.
- Wygląda jak mój, ale nie przypominam sobie, abym taki dokument parafowała - przekonuje. - Zaczęłam podejrzewać, że ktoś mój podpis podrobił.
W którymś z kolei piśmie od operatora do pani Moniki czytamy: "Jest nam niezmiernie przykro z powodu Pani niezadowolenia. Jeśli jednak podejrzewa Pani prawdopodobieństwo oszustwa, prosimy o zgłoszenie się na policję w celu wyjaśnienia całej zaistniałej sprawy".
Wizyta na komendzie nic nie dała. - Oficer dyżurny powiedział mi, abym dobrze się zastanowiła. Jak machina ruszy, wyrok musi być. Przestraszyłam się, że jeśli nie znajdę ewidentnych dowodów na fałszerstwo, sama zostanę oskarżona - wyjaśnia kobieta.
Zamiast złożyć doniesienie udała się do rzecznika konsumentów. - Dowiedziałem się od niego, że w ciągu 10 dni od wizyty kuriera mogłam bez konsekwencji odstąpić od umowy lub aneksu, zamiast składać reklamację. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej - opowiada.
Bezradna z kompletem dokumentów w końcu zgłosiła się do naszej redakcji. A my o sprawę zapytaliśmy rzecznika prasowego Playa Marcina Gruszkę. Zanim otrzymaliśmy odpowiedź, czytelniczka dostała od operatora list z wiadomością, że o jej problemy zapytała "Gazeta", a reklamacja została uwzględniona. Play nie wyjaśnił, skąd wzięło się nieporozumienie, zaproponował jednak pani Monice nowe, korzystniejsze warunki umowy, m.in. miesięczny upust w wysokości 35 zł.
- Prawdopodobnie zaszła zwykła pomyłka - powiedział nam Gruszka.
Dodał, że informacja o możliwości odstąpienia od umowy zawartej za pośrednictwem kuriera widnieje w "Regulaminie o świadczeniu usług".
tomasz.ciechonski@torun.agora.pl
- 10 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Czytelniczka: Play, ale nie zawsze wszystko gra
usarz
08.01.10, 13:11
Ja uważam, że na dzień dzisiejszy Play ma najlepszą ofertę zarówno na rozmowyjak i na internet. Co do przypadku opisanego w artykule jak zwyklenieznajomość prawa szkodzi.»
-
Czytelniczka: Play, ale nie zawsze wszystko gra
wasa20
08.01.10, 15:31
Haha, Play się dowiedział, że sprawę bada Gazeta i nagle zmienił zdanie. beztej interwencji pewnie inaczej by było. typowa próba "złapania "klienta.Dlatego mają takie umowy, z rabatami na »
Najczęściej czytane24 htydzień




