Na własne oczy: Wycofać pięciozłotówki!
19.02.2012
, aktualizacja: 19.02.2012 19:43
Było kilka minut po godz. 22 w tłusty czwartek, gdy w autobusie MZK linii 31 (nr boczny 554, spóźniony ok. 6 minut), na odcinku między przystankami Ślaskiego a Jamontta młoda kobieta poprosiła kierowcę, aby sprzedał jej bilet.
ZOBACZ TAKŻE
- Poranek w mieście: komunikacja bez problemów (22-02-12, 08:33)
Tłumaczyła, że zamontowany w wozie automat biletowy jest niesprawny.
- Gdyby miała pani odliczone pieniądze, to by działał - zabrzmiała replika szofera.
- Ale ja mam całe 5 zł... - westchnęła głęboko pasażerka, wyraźnie intonując trzykropek na końcu zdania, zdradzający tlącą się w niej nadzieję na zrozumienie jej krytycznego położenia.
W tym momencie do obowiązku poczuł się mężczyzna w czerwonej kurtce, oczekujący w kolejce za nią po bilet: - Ja też mam 5 zł - powiedział chropawo, co jednak tylko jeszcze bardziej zdenerwowało kierowcę.
- Cały Toruń wrzuca pięciozłotówki, jak ta maszyna ma działać? - wypalił.
Dalej rozmowa była chaotyczna. Pasażer tłumaczył, że to nie jego wina, że automat jest zapchany monetami o tym nominale. Zaś szofer, sprzedając kobiecie bilet (połówkę za 1,35 zł), odcinał się mu w znanym już tonie. W końcu ten pierwszy nie wytrzymał i fuknął: - Niech pan ze mną nie dyskutuje.
Ale ostatnie słowo i tak należało do pracownika MZK. Wypowiedział magiczne hasło "eksperyment" i najpierw rozmienił mężczyźnie pięciozłotówkę na drobne (ten powie później: "zrobił to złośliwie"), a potem odesłał go po bilet do automatu. - Na pewno zadziała - zapewnił go przed wyruszeniem z zatoczki w dalsza trasę.
I tak też było. Lecz pasażer w czerwonej kurtce wybrzydzał. Podczas rozmowy, jaką nawiązał z ową młodą kobietą, dało się usłyszeć jak twierdził, że kierowca "powinien grzecznie sprzedać mu bilet". Mówił też, że rzadko jeździ komunikacją miejską, bo zwykle porusza się po mieście samochodem. Wyczuwało się w tym sugestię, że teraz zamierza zrezygnować z usług MZK już raz na zawsze.
I dobrze, bo po co przewoźnikowi taki kłopotliwy klient, nie rozumiejący jego codziennych problemów. Gdyby tak jeszcze Narodowy Bank Polski zechciał wycofać z obiegu te cholerne pięciozłotówki...
PS Pisząc ten tekst zajrzałem na stronę MZK. Wygląda na to, że przewoźnik jest świadom kłopotu, bo informuje, że "niewłaściwe działanie automatu nie zawsze jest spowodowane awarią sprzętu, a np. brakiem drobnych monet w zasobnikach, gdy pasażerowie kupujący płacą dużymi nominałami np. 5 zł". I radzi: " W przypadku braku nominału do wydania reszty prosimy o zakup biletu za odliczoną gotówkę bądź u kierowcy lub motorniczego".
- Gdyby miała pani odliczone pieniądze, to by działał - zabrzmiała replika szofera.
- Ale ja mam całe 5 zł... - westchnęła głęboko pasażerka, wyraźnie intonując trzykropek na końcu zdania, zdradzający tlącą się w niej nadzieję na zrozumienie jej krytycznego położenia.
W tym momencie do obowiązku poczuł się mężczyzna w czerwonej kurtce, oczekujący w kolejce za nią po bilet: - Ja też mam 5 zł - powiedział chropawo, co jednak tylko jeszcze bardziej zdenerwowało kierowcę.
- Cały Toruń wrzuca pięciozłotówki, jak ta maszyna ma działać? - wypalił.
Dalej rozmowa była chaotyczna. Pasażer tłumaczył, że to nie jego wina, że automat jest zapchany monetami o tym nominale. Zaś szofer, sprzedając kobiecie bilet (połówkę za 1,35 zł), odcinał się mu w znanym już tonie. W końcu ten pierwszy nie wytrzymał i fuknął: - Niech pan ze mną nie dyskutuje.
Ale ostatnie słowo i tak należało do pracownika MZK. Wypowiedział magiczne hasło "eksperyment" i najpierw rozmienił mężczyźnie pięciozłotówkę na drobne (ten powie później: "zrobił to złośliwie"), a potem odesłał go po bilet do automatu. - Na pewno zadziała - zapewnił go przed wyruszeniem z zatoczki w dalsza trasę.
I tak też było. Lecz pasażer w czerwonej kurtce wybrzydzał. Podczas rozmowy, jaką nawiązał z ową młodą kobietą, dało się usłyszeć jak twierdził, że kierowca "powinien grzecznie sprzedać mu bilet". Mówił też, że rzadko jeździ komunikacją miejską, bo zwykle porusza się po mieście samochodem. Wyczuwało się w tym sugestię, że teraz zamierza zrezygnować z usług MZK już raz na zawsze.
I dobrze, bo po co przewoźnikowi taki kłopotliwy klient, nie rozumiejący jego codziennych problemów. Gdyby tak jeszcze Narodowy Bank Polski zechciał wycofać z obiegu te cholerne pięciozłotówki...
PS Pisząc ten tekst zajrzałem na stronę MZK. Wygląda na to, że przewoźnik jest świadom kłopotu, bo informuje, że "niewłaściwe działanie automatu nie zawsze jest spowodowane awarią sprzętu, a np. brakiem drobnych monet w zasobnikach, gdy pasażerowie kupujący płacą dużymi nominałami np. 5 zł". I radzi: " W przypadku braku nominału do wydania reszty prosimy o zakup biletu za odliczoną gotówkę bądź u kierowcy lub motorniczego".
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
25 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wypadek na Gniewkowskiej. Jedna osoba nie ...
- Apteka Królewska zamknięta po 622 latach
- Utrudnienia na jednej z głównych arterii ...
- TOP-lista ściganych przestępców z Torunia ...
- Fabryka kultowego keczupu Włocławek na ...
- Miasto chce pożyczyć kurii ponad milion zł
- Gwiazda You Can Dance tańczy ku chwale ...
- Tor F1 i Chinatown nad Wisłą. Nasze ...
- Kuria sprzedaje pałac za 8 mln zł, bo ma ...
- TOP-lista ściganych przestępców z Torunia ...
- Rekiny toruńskiego biznesu wysoko w rankingach
- Wypadek na Gniewkowskiej. Jedna osoba nie ...
- Zobacz unikalne, przedwojenne zdjęcia ...
- To dopiero były żużlowe derby! Oto lata ...




