U Wakarecych pasja jest rzeczą naturalną
09.07.2011
, aktualizacja: 08.07.2011 15:05
Pianino przyjeżdża z ziem odzyskanych w 1963 r. Trzydzieści lat później siada do niego Paweł Wakarecy. Nogami nie sięga pedałów, nie umie czytać nut, bo w ogóle jeszcze nie czyta, ale w klawisze wali z pasją. Po kolejnych dwóch dekadach jego gry słucha w napięciu cała Polska i jury, o którym mówi się dream team wszech czasów
Dla wielu to najtrudniejszy konkurs muzyczny świata. Jedyny, podczas którego nie gra się ani jednej nuty innego kompozytora. Tym razem jest jeszcze trudniej. Nowe przepisy zamieniają konkurs w morderczy maraton. Legenda światowej pianistyki i gwiazda jury Martha Argerich mówi w wywiadzie, że żaden pianista nie zdecydowałby się na zagranie takiego repertuaru, jakiego wymaga się od rywalizujących muzyków.
Pianino
Pianino przyjechało do Torunia z ziem odzyskanych. Był rok 1963, kiedy wokół ciemnego, lśniącego instrumentu przysłanego przez dziadka po raz pierwszy stanęli czterej bracia Wakarecy. Najstarszy Karol ma 14 lat i jest już za stary na naukę w szkole muzycznej. Ma jednak w domu nuty z lekcji śpiewu. Najpierw przyporządkowuje je poszczególnym klawiszom. Potem zaczyna ćwiczyć granie: najpierw prawa ręka, potem lewa. Wreszcie zaczyna pracować nad uniezależnieniem jednej od drugiej. Mijają dni, tygodnie, miesiące. Gra coraz lepiej, na półce przybywa nut. Po latach będzie ich cztery metry bieżące. Najwięcej jest Chopina. Karol Wakarecy jeszcze nie wie, że beztroskie granie na dziadkowym pianinie kiedyś się skończy.
Garnitur
Jest 14 października 2010 r. Paweł Wakarecy skończył tego dnia 23 lata. Ale nie świętuje urodzin. O godz. 19.30 wychodzi na scenę w czarnych spodniach i czarnej koszuli, zasiada do Steinwaya, unosi ręce nad klawiaturą. Za moment rozlegną się pierwsze nuty Preludiów. Trwa trzeci etap XVI Konkursu Chopinowskiego - tego, w którego jury zasiada wspomniana Martha Argerich (obok niej takie sławy jak m.in. Bella Davidovich, Piotr Paleczny, Adam Harasiewicz i Fou Ts'Ong). Torunianin oprócz Preludiów zagra tego dnia też Sonatę b-moll i Poloneza Fantazję - w sumie ponad godzinny recital. Każdy z utworów wywołuje w Polsce prawdziwą burzę. Melomani dzielą się na gorących zwolenników i zażartych przeciwników torunianina. Na forach internetowych, w studiach radiowych i prywatnych rozmowach wrze.
- Jestem nim zafascynowany! Chłopak ma osobowość, gra inaczej niż wszyscy, szuka swojej drogi w muzyce, ma paletę barw, jaką trudno jest znaleźć u innych, ma niesamowita ekspresję i dużo do powiedzenia - mówią i piszą jedni.
- Wykonanie Wakarecego niemuzykalne, technicznie miałkie, bezduszne oraz przede wszystkim nudne, nudne, nudne! Gra bardzo uczniowska, żeby nie powiedzieć prowincjonalna - wytykają drudzy.
Jest jeszcze jeden zarzut, który co jakiś czas się powtarza: ta okropna koszula! Czy on nie ma garnituru? Czy to się godzi, żeby Polak Chopina grał tak jakoś niedoubrany?
- Teraz odchodzi się od restrykcyjnego ubioru u pianistów, Anderszewski występuje w golfie - mówi Paweł Wakarecy. - Mnie garnitur krępuje ruchy, najchętniej grałbym w krótkim rękawku. A w ogóle, to myślę, że najważniejsza jest muzyka, prawda?
Rzeźnik
O rodzinie Wakarecych słyszał każdy w Toruniu na długo przed ubiegłorocznym Konkursem Chopinowskim. Pierwszym znanym członkiem rodu był Karol Wakarecy (Karolów jest w historii rodziny wielu, bo od pięciu pokoleń imię to nadaje pierworodnemu najstarszy z braci), pradziad Pawła. W mieście nazwano go królem rzeźników. Chociaż w masarskim biznesie działali też dwaj bracia Maks i Józef, to Karol zbił prawdziwą fortunę. Na Starówce miał kilka kamienic. W 1937 r. jedną z nich podarował parafii św. Janów. W stojącym przy ul. Łaziennej w cieniu ogromnej gotyckiej katedry domu przez lata mieściła się plebania. Dziś kamienica jest siedzibą toruńskiej kurii. W 1999 r. podczas pielgrzymki zatrzymał się tu Jan Paweł II.
Hojność zresztą uratowała Karola z rąk hitlerowców. W 1939 r. został aresztowany wraz z innymi toruńskimi przedsiębiorcami, nauczycielami, księżmi i politykami. Niemcy przetrzymywali więźniów w pruskich fortach, a potem wywozili do lasu zwanego Barbarką i rozstrzeliwali. Zginęło ponad 600 osób. Wakarecy ocalał dzięki temu, że płacił za studia medyczne syna swojej siostry, która wyszła za Niemca. Młody siostrzeniec z wdzięczności wyciągnął wuja sprzed plutonu egzekucyjnego. - Teraz jesteśmy kwita - rzucił, odstawiwszy wymizerowanego Karola do domu.
Wszystko jednak zaczęło się dużo wcześniej. Marek Wakarecy (brat Karola - pianistycznego samouka i stryj Pawła) od lat bada dzieje rodu. Wszelkie ślady prowadzą do Włoch. Pierwotnie nazwisko prawdopodobnie brzmiało Vaccarecci. Polska gałąź wywodzi się od Michała, który w XVIII w. mieszkał na Pomorzu, gdzie pomagał cystersom budować słynne oliwskie organy. Wiadomo o nim, że był rzeźbiarzem i miał dwa metry wzrostu. Jego syn Maciej został natomiast na początku XIX w. pierwszym burmistrzem Koronowa. Z kolei praprawnuk Leon odziedziczył po Michale smykałkę do dłuta i startował w konkursie na pomnik Mickiewicza w Warszawie.
Największa część rodziny zamieszkała jednak w Toruniu. Wspomniany już Karol, dzięki sukcesom został szefem toruńskiego cechu rzeźnickiego. Zachowało się zdjęcie, do którego pozował wraz z dwoma kolegami po fachu. Jednym z nich jest Bronisław Zawacki, stojący na czele cechu chełmżyńskiego. Patrząc w obiektyw, żaden z nich jeszcze nie wie, że w przyszłości ich rodziny się połączą.
Komunizm
Właśnie skończyła się operacja. 19-letnia Dorota Zawacka sprząta salę operacyjną w Szpitalu Miejskim w Toruniu. Wyniesie tylko amputowaną przed chwilą nogę i wreszcie po całym dniu pracy będzie mogła iść do domu. Dziewczyna marzy o studiach medycznych. Za świadectwo maturalne z samymi piątkami dostała na egzaminie sześć punktów. Za chłopskie lub robotnicze pochodzenie dostałaby dodatkowych 18. Niestety - jest z domu inteligenckiego. Zatrudnia się więc jako salowa na sali operacyjnej, by przy następnym podejściu mieć lepszą sytuację. Powtórny egzamin jednak nic nie da - dostanie co prawda bonusowe punkty za pracę, ale rok po maturze nie liczy się już bardzo dobre świadectwo. Rezygnuje i idzie na chemię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ma doskonałe oceny, ale ku zgrozie wykładowców i kolegów wybiera mało prestiżową specjalizację nauczycielską. Po magisterium zostaje na uczelni. Pracuje w laboratorium, robi doświadczenia.
W Toruniu opozycja rozkręca Radio "Solidarność" - nadajniki puszczane są balonami w niebo. Dzięki temu wtajemniczeni mogą odbierać audycje podziemia. Dorota kradnie wodór do balonów. - Najpierw myśleliśmy o helu, ale szybko byśmy wpadli, bo hel wtedy miał tylko UMK i Elana - opowiada Dorota Zawacka-Wakarecy. - A wodór był powszechny.
W podziemiu poznaje Karola Wakarecego. Młody informatyk odpowiada za druk opozycyjnej "Kontry". Z czasem wchodzi do zarządu regionu "S". - Zawsze mówię, że zawdzięczam Jaruzelskiemu małżeństwo, tfu, tfu - śmieje się Zawacka-Wakarecy, potrząsając gęstą czarną czupryną. - Na naszym ślubie było kilku esbeków. Mieliśmy w domu dwie rewizje. Karol był trzy razy aresztowany.
Dziś mówią, że inaczej postępować nie mogli. - Chodziło o to, żeby móc spojrzeć na siebie w lustro. Co by to było, gdyby potem okazało się, że człowiek mógł pomóc, a nie pomógł? Zresztą obie nasze rodziny dużo wycierpiały przez komunizm - mówi Karol Wakarecy, którego poważnej miny w tym momencie można się tylko domyślać, bo twarz zasłania gęsta broda.
Majątkiem dziadka rzeźnika zainteresowało się po wojnie UB, był wielokrotnie przesłuchiwany. U Zawackich też dramat - brat dziada Bronisława nie chciał służyć w Wojsku Ludowym, uciekł do lasu. Tam jego i kolegów otoczyła milicja i UB. On wyszedł pierwszy. Po wielu latach ojciec pokazywał młodej Dorocie człowieka, który zastrzelił wuja. Chodził wolno po ulicy.
Pianino
Pianino przyjechało do Torunia z ziem odzyskanych. Był rok 1963, kiedy wokół ciemnego, lśniącego instrumentu przysłanego przez dziadka po raz pierwszy stanęli czterej bracia Wakarecy. Najstarszy Karol ma 14 lat i jest już za stary na naukę w szkole muzycznej. Ma jednak w domu nuty z lekcji śpiewu. Najpierw przyporządkowuje je poszczególnym klawiszom. Potem zaczyna ćwiczyć granie: najpierw prawa ręka, potem lewa. Wreszcie zaczyna pracować nad uniezależnieniem jednej od drugiej. Mijają dni, tygodnie, miesiące. Gra coraz lepiej, na półce przybywa nut. Po latach będzie ich cztery metry bieżące. Najwięcej jest Chopina. Karol Wakarecy jeszcze nie wie, że beztroskie granie na dziadkowym pianinie kiedyś się skończy.
Garnitur
Jest 14 października 2010 r. Paweł Wakarecy skończył tego dnia 23 lata. Ale nie świętuje urodzin. O godz. 19.30 wychodzi na scenę w czarnych spodniach i czarnej koszuli, zasiada do Steinwaya, unosi ręce nad klawiaturą. Za moment rozlegną się pierwsze nuty Preludiów. Trwa trzeci etap XVI Konkursu Chopinowskiego - tego, w którego jury zasiada wspomniana Martha Argerich (obok niej takie sławy jak m.in. Bella Davidovich, Piotr Paleczny, Adam Harasiewicz i Fou Ts'Ong). Torunianin oprócz Preludiów zagra tego dnia też Sonatę b-moll i Poloneza Fantazję - w sumie ponad godzinny recital. Każdy z utworów wywołuje w Polsce prawdziwą burzę. Melomani dzielą się na gorących zwolenników i zażartych przeciwników torunianina. Na forach internetowych, w studiach radiowych i prywatnych rozmowach wrze.
- Jestem nim zafascynowany! Chłopak ma osobowość, gra inaczej niż wszyscy, szuka swojej drogi w muzyce, ma paletę barw, jaką trudno jest znaleźć u innych, ma niesamowita ekspresję i dużo do powiedzenia - mówią i piszą jedni.
- Wykonanie Wakarecego niemuzykalne, technicznie miałkie, bezduszne oraz przede wszystkim nudne, nudne, nudne! Gra bardzo uczniowska, żeby nie powiedzieć prowincjonalna - wytykają drudzy.
Jest jeszcze jeden zarzut, który co jakiś czas się powtarza: ta okropna koszula! Czy on nie ma garnituru? Czy to się godzi, żeby Polak Chopina grał tak jakoś niedoubrany?
- Teraz odchodzi się od restrykcyjnego ubioru u pianistów, Anderszewski występuje w golfie - mówi Paweł Wakarecy. - Mnie garnitur krępuje ruchy, najchętniej grałbym w krótkim rękawku. A w ogóle, to myślę, że najważniejsza jest muzyka, prawda?
Rzeźnik
O rodzinie Wakarecych słyszał każdy w Toruniu na długo przed ubiegłorocznym Konkursem Chopinowskim. Pierwszym znanym członkiem rodu był Karol Wakarecy (Karolów jest w historii rodziny wielu, bo od pięciu pokoleń imię to nadaje pierworodnemu najstarszy z braci), pradziad Pawła. W mieście nazwano go królem rzeźników. Chociaż w masarskim biznesie działali też dwaj bracia Maks i Józef, to Karol zbił prawdziwą fortunę. Na Starówce miał kilka kamienic. W 1937 r. jedną z nich podarował parafii św. Janów. W stojącym przy ul. Łaziennej w cieniu ogromnej gotyckiej katedry domu przez lata mieściła się plebania. Dziś kamienica jest siedzibą toruńskiej kurii. W 1999 r. podczas pielgrzymki zatrzymał się tu Jan Paweł II.
Hojność zresztą uratowała Karola z rąk hitlerowców. W 1939 r. został aresztowany wraz z innymi toruńskimi przedsiębiorcami, nauczycielami, księżmi i politykami. Niemcy przetrzymywali więźniów w pruskich fortach, a potem wywozili do lasu zwanego Barbarką i rozstrzeliwali. Zginęło ponad 600 osób. Wakarecy ocalał dzięki temu, że płacił za studia medyczne syna swojej siostry, która wyszła za Niemca. Młody siostrzeniec z wdzięczności wyciągnął wuja sprzed plutonu egzekucyjnego. - Teraz jesteśmy kwita - rzucił, odstawiwszy wymizerowanego Karola do domu.
Wszystko jednak zaczęło się dużo wcześniej. Marek Wakarecy (brat Karola - pianistycznego samouka i stryj Pawła) od lat bada dzieje rodu. Wszelkie ślady prowadzą do Włoch. Pierwotnie nazwisko prawdopodobnie brzmiało Vaccarecci. Polska gałąź wywodzi się od Michała, który w XVIII w. mieszkał na Pomorzu, gdzie pomagał cystersom budować słynne oliwskie organy. Wiadomo o nim, że był rzeźbiarzem i miał dwa metry wzrostu. Jego syn Maciej został natomiast na początku XIX w. pierwszym burmistrzem Koronowa. Z kolei praprawnuk Leon odziedziczył po Michale smykałkę do dłuta i startował w konkursie na pomnik Mickiewicza w Warszawie.
Największa część rodziny zamieszkała jednak w Toruniu. Wspomniany już Karol, dzięki sukcesom został szefem toruńskiego cechu rzeźnickiego. Zachowało się zdjęcie, do którego pozował wraz z dwoma kolegami po fachu. Jednym z nich jest Bronisław Zawacki, stojący na czele cechu chełmżyńskiego. Patrząc w obiektyw, żaden z nich jeszcze nie wie, że w przyszłości ich rodziny się połączą.
Komunizm
Właśnie skończyła się operacja. 19-letnia Dorota Zawacka sprząta salę operacyjną w Szpitalu Miejskim w Toruniu. Wyniesie tylko amputowaną przed chwilą nogę i wreszcie po całym dniu pracy będzie mogła iść do domu. Dziewczyna marzy o studiach medycznych. Za świadectwo maturalne z samymi piątkami dostała na egzaminie sześć punktów. Za chłopskie lub robotnicze pochodzenie dostałaby dodatkowych 18. Niestety - jest z domu inteligenckiego. Zatrudnia się więc jako salowa na sali operacyjnej, by przy następnym podejściu mieć lepszą sytuację. Powtórny egzamin jednak nic nie da - dostanie co prawda bonusowe punkty za pracę, ale rok po maturze nie liczy się już bardzo dobre świadectwo. Rezygnuje i idzie na chemię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ma doskonałe oceny, ale ku zgrozie wykładowców i kolegów wybiera mało prestiżową specjalizację nauczycielską. Po magisterium zostaje na uczelni. Pracuje w laboratorium, robi doświadczenia.
W Toruniu opozycja rozkręca Radio "Solidarność" - nadajniki puszczane są balonami w niebo. Dzięki temu wtajemniczeni mogą odbierać audycje podziemia. Dorota kradnie wodór do balonów. - Najpierw myśleliśmy o helu, ale szybko byśmy wpadli, bo hel wtedy miał tylko UMK i Elana - opowiada Dorota Zawacka-Wakarecy. - A wodór był powszechny.
W podziemiu poznaje Karola Wakarecego. Młody informatyk odpowiada za druk opozycyjnej "Kontry". Z czasem wchodzi do zarządu regionu "S". - Zawsze mówię, że zawdzięczam Jaruzelskiemu małżeństwo, tfu, tfu - śmieje się Zawacka-Wakarecy, potrząsając gęstą czarną czupryną. - Na naszym ślubie było kilku esbeków. Mieliśmy w domu dwie rewizje. Karol był trzy razy aresztowany.
Dziś mówią, że inaczej postępować nie mogli. - Chodziło o to, żeby móc spojrzeć na siebie w lustro. Co by to było, gdyby potem okazało się, że człowiek mógł pomóc, a nie pomógł? Zresztą obie nasze rodziny dużo wycierpiały przez komunizm - mówi Karol Wakarecy, którego poważnej miny w tym momencie można się tylko domyślać, bo twarz zasłania gęsta broda.
Majątkiem dziadka rzeźnika zainteresowało się po wojnie UB, był wielokrotnie przesłuchiwany. U Zawackich też dramat - brat dziada Bronisława nie chciał służyć w Wojsku Ludowym, uciekł do lasu. Tam jego i kolegów otoczyła milicja i UB. On wyszedł pierwszy. Po wielu latach ojciec pokazywał młodej Dorocie człowieka, który zastrzelił wuja. Chodził wolno po ulicy.
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




