Miłosz własne gniazdo kala? Tym lepiej dla nas

Rozmowa z dr hab. Aleksandrem Madydą
26.03.2011 , aktualizacja: 25.03.2011 15:33
A A A Drukuj
Charakterystyczną cechą twórczości Czesława Miłosza jest erudycyjność, wymaga ona zatem czytelnika dobrze zorientowanego w tradycji kulturowej. To sprawia, że dzieło noblisty nie może liczyć na powszechne zainteresowanie
Czesław Miłosz w swoim mieszkaniu w Krakowie, 2003 r.
Fot. Micha3 Mutor / AG
Czesław Miłosz w swoim mieszkaniu w Krakowie, 2003 r.
"Gazeta" kontynuuje cykl artykułów, które zapowiadają imprezy Toruńskiego Festiwalu Nauki i Sztuki. Dziś rozmowa Grzegorza Giedrysa z dr hab. Aleksandrem Madydą z Zakładu Polskiej Literatury Współczesnej Instytutu Literatury Polskiej UMK na temat Czesława Miłosza. Właśnie autora "Zniewolonego umysłu" dotyczyć będzie jedna z głównych imprez festiwalowych - debata prof. Wacława Lewandowskiego, prof. Aleksandra Fiuta i prof. Józefa Olejniczaka. Po niej Jan Peszek zinterpretuje kilka fragmentów utworów Miłosza. Dyskusję i występ w Baju Pomorskim zaplanowano na niedzielę (17 kwietnia) na godz. 18.

Festiwal rusza 15 kwietnia. Tegoroczna edycja największej popularnonaukowej imprezy w mieście, z uwagi na Międzynarodowy Rok Chemii i Rok Marii Curie-Skłodowskiej, upłynie pod znakiem chemii. Będą pokazy, eksperymenty, ale i np. dyskusja panelowa z udziałem profesorów z całego kraju. Nie zabraknie jednak imprez poświęconych innym dziedzinom nauki i sztuce. Jedną z głównych atrakcji ma być debata o sztuce interpretacji pianistycznej z udziałem Rafała Blechacza. Ciekawie zapowiada się też widowisko plenerowe Instytut B61. Organizowany przez UMK, toruński magistrat i Towarzystwo Naukowe w Toruniu festiwal potrwa od 15 do 19 kwietnia.

Zainteresowani Czesławem Miłoszem mogą także wziąć udział w warsztatach "Czesław Miłosz w eurytmii". "Eurytmia to z greckiego: piękny harmonijny rytm. Eurytmią w potocznym rozumieniu nazywamy, opracowaną przez Rudolfa Steinera, sztukę poruszania się przy odpowiedniej muzyce i tekstach. Ta sztuka ruchu przypomina taniec i balet" - czytamy w zapowiedzi imprezy, która odbędzie się w Domu Muz 19 kwietnia. Punktem wyjścia warsztatów będzie właśnie poezja Czesława Miłosza.

Grzegorz Giedrys: Dyskusja, w której wezmą udział poloniści na Festiwalu Nauki i Sztuki, nosi tytuł "Miłosz wielkim poetą był". Czy to niezwykle czytelne nawiązanie do Gombrowicza nakaże nam sprowadzić tę postać z pomników? Czy rzeczywiście wychwalamy Miłosza ponad miarę? Czy raczej tej postaci nie doceniamy?

Aleksander Madyda: Czesław Miłosz poprzez fakt zdobycia nagrody Nobla zyskał w powszechnym odbiorze rangę twórcy wybitnego, co jest faktem niezależnym od znajomości jego dorobku. Wiele osób mówi, że Miłosz był wielkim poetą, nie przeczytawszy ani jednej linijki jego wiersza i ani jednej stronicy jego prozy, gdyż wystarcza im werdykt sztokholmskiego jury. Zjawisko to ma swój związek ze stwierdzoną ostatnio przez badania Biblioteki Narodowej niechęcią Polaków do czytania książek. W tej sytuacji stawianie problemu niedocenienia lub przecenienia twórczości Miłosza w Polsce wydaje się przedwczesne. Paradoksalnie, pewna część odbiorców literatury, zainteresowana dorobkiem autora "Zniewolonego umysłu", nie ma możliwości kupienia jego książek, ponieważ nie ma dodruku krakowskiej edycji "Dzieł zebranych", choć wydawcy wiedzą o istniejącym popycie. Tak więc powyższe pytania są skierowane w istocie do wąskiego kręgu znawców i miłośników twórczości noblisty, a ci oczywiście odpowiedzą, że jest to pisarz ciągle jeszcze nienależycie doceniony.

Czy trwający Rok Miłosza pomoże w poznaniu twórczości noblisty, a może ją zbanalizuje - tak jak to uczynił z dziełem wielkiego kompozytora groteskowy w wielu momentach Rok Chopinowski?

- Rok Miłosza być może wywoła krótkotrwałą modę na jego książki, ale nie należy spodziewać się jakiegoś przełomu w tym zakresie - chociażby z powodu wzmiankowanego wyżej faktu nieobecności tych książek w ciągłej sprzedaży. Znamienne jest pod tym względem zjawisko słabej znajomości utworów Miłosza nawet u większości studentów polonistyki. W ogóle literatura piękna, zwłaszcza ta wymagająca większego wysiłku intelektualnego i ogólnej znajomości tradycji literackiej, nie cieszy się w Polsce popularnością. W odróżnieniu od płodów pióra różnych Coelho i Whartonów.

Narodowa prawica za każdym razem protestuje, gdy mówi się o Czesławie Miłoszu. Słusznie?

- Miłosz to pisarz, któremu obce było myślenie o Polsce w kategoriach nacjonalizmu, ksenofobii i martyrologii, nic zatem dziwnego, że narodowa prawica go nie lubi. Ale i w tym wypadku nie należy zakładać pełnej znajomości dzieła Miłosza przez polityków, lecz raczej - lekturę fragmentów, a może nawet pojedynczych zdań, w dodatku wyrwanych z kontekstu. Co zresztą nie powinno dziwić, gdyż politycy zazwyczaj nie mają czasu na czytanie niczego innego poza prasą codzienną i internetem, a już lektura ze zrozumieniem literatury - jak świadczą o tym wypowiedzi większości narodowych prawicowców - przekracza ich możliwości intelektualne, które - nawet jeśli w pojedynczych wypadkach są całkiem spore - skutecznie blokuje wyznawana ideologia polityczna.

W jego pismach i wierszach można znaleźć takie oto fragmenty: "I Polak musi być świnią, ponieważ się Polakiem urodził", "gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten kraj w powietrze", "Zamiast ogłaszać książki po polsku, z równym powodzeniem można by było umieszczać rękopisy w dziuplach drzew". Nie muszę powtarzać, że pozbawione kontekstu brzmią dość jednoznacznie.

- No właśnie: "pozbawione kontekstu". Ale nawet gdyby kontekst potwierdzał jednoznaczność tych zdań, to można zadać pytanie: czy każdy pisarz musi myśleć tak jak wszyscy? Czy artysta nie ma prawa, a może nawet i obowiązku, postępować wbrew powszechnie przyjętym opiniom? Przecież oczekujemy od sztuki - tak samo, jak od filozofii i nauki - oryginalności, czyli nowego widzenia świata, podważania stereotypów, zaskakiwania nowymi perspektywami widzenia, kwestionowania zajmowanych dotychczas stanowisk. Zasadniczo tylko to jest wartościowe pod względem poznawczym, co zmusza do przemyślenia na nowo kwestii traktowanych do tej pory jako oczywistości. W mieście Kopernika nie trzeba chyba nikomu tego tłumaczyć. Można by więc powiedzieć tak: Miłosz kalał swe gniazdo? Tym lepiej dla gniazda.

Jednocześnie Miłosz przyznał, że nigdy nie napisał utworu poetyckiego po angielsku.

- A czego by to miało dowodzić? Że był dobrym Polakiem? Raczej: że był odpowiedzialnym artystą, świadomym, że aby tworzyć wartościową poezję w danym języku, trzeba ów język przyjąć za swój i poświęcić się mu bez reszty. Trudno wskazać poetę, który stworzył dobre teksty, pisząc w języku niemacierzystym. Z drugiej strony, w dziedzinie prozy narracyjnej jest to możliwe. Wielki pisarz, a przy tym niewątpliwy Polak, Józef Konrad Korzeniowski, pisał wyłącznie po angielsku, ale nie przeszkodziło mu to w osiągnięciu rangi klasyka prozy światowej. Podobnie rzecz ma się z autorem "Rękopisu znalezionego w Saragossie" Janem Potockim, który jako literat nie napisał ani słowa po polsku. Ale określać ich obu mianem zdrajców to przecież czysty nonsens.

Polacy lubują się w ocenach, że na Nobla bardziej od Miłosza zasłużył Zbigniew Herbert, że to Tadeusz Różewicz powinien dostać nagrodę, a nie Wisława Szymborska.

- Z pewnością z wymienionej czwórki dorobek Różewicza jest najbardziej wszechstronny i w największym stopniu odmienił powojenną literaturę polską. Świetnym poetą był również Herbert, który bezdyskusyjnie zasłużył na nagrodę Nobla. Niestety, w wypadku mistrzów mowy wiązanej dla jury sztokholmskiego dużą rolę odgrywają przekłady ocenianych utworów na język szwedzki oraz na tzw. języki światowe, w grę wchodzą również pewne bieżące mody ideologiczne. Wydaje się, że Herbert po prostu nie miał szczęścia, Różewicz zaś może jeszcze doczeka tej najważniejszej dla pisarza nagrody.

Jakie wiersze, jaka proza Miłosza przetrwa?

- Trudno powiedzieć. Z literaturą w powszechnym odbiorze jest tak, że najchętniej czytane okazują się te teksty, do których zrozumienia nie trzeba angażować zbyt wielu kontekstów interpretacyjnych: historycznych i kulturowych. Wydaje się zatem, że znacznie większe szanse na zachowanie żywotności u masowego czytelnika ma w wypadku prozy np. "Dolina Issy" niż "Zniewolony umysł", a wypadku poezji np. "Hymn o Perle" i "Kroniki" niż "Traktat poetycki". Trzeba jednak pamiętać, że charakterystyczną cechą całej twórczości Miłosza jest erudycyjność, wymaga ona zatem czytelnika dobrze zorientowanego w tradycji kulturowej, co sprawia, że twórczość ta nie można liczyć na powszechne zainteresowanie.

A może przetrwa jego credo o poezji, która ocala? Bo ta, która tego nie czyni, jest "wspólnictwem urzędowych kłamstw,/ Piosenką pijaków, którym za chwilę ktoś poderżnie gardła,/ Czytanką z panieńskiego pokoju".

- Zwykle powszechna znajomość czyjegoś dorobku literackiego ogranicza się do umiejętności przywołania z pamięci kilku cytatów pełniących funkcję sloganów. U Gombrowicza będzie to np. "Ale mnie nie zachwyca!", a u Miłosza może to być - czemu nie? - "Poezja, która ocala". Gdyby jednak zadać pytanie, dlaczego ocala, pojawi się problem, którego rozwiązanie wymagałoby zaangażowania erudycji i inteligencji. A z tym zawsze jest kłopot, zwłaszcza u tzw. statystycznego Polaka.

Rozmawiał Grzegorz Giedrys

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów