Superbananoowce pokonałyby toruński smutek

Reportaż Macieja Czarneckiego
06.03.2010 , aktualizacja: 05.03.2010 13:54
A A A Drukuj
Idei Europejskiej Stolicy Kultury zbyt często towarzyszy w Toruniu patos. Zacznijmy się nią bawić - jak w Liverpoolu. Angielskie obchody z 2008 r. uważane są za jeden z największych sukcesów w historii ESK
Superbananoowca z Liverpoolu
Fot. internet
Superbananoowca z Liverpoolu
Czerwiec 2008 roku. Ulice i skwery miasta Beatlesów - wówczas Europejskiej Stolicy Kultury - zaczynają nawiedzać dziwne stworzenia. Mają przyjazne, okrągłe łby, sterczące uszy i charakterystyczne, owocowe grzbiety. To superbananoowce. Są wszędzie. Na Lime Street, na przystanku autobusowym, a nawet poza Liverpoolem, na szczycie walijskiej góry. Żółte, czerwone, czarne. Z domalowanymi uśmiechami i bez. We wzory i gładkie. Całe stado, rozrzucone po deszczowym mieście jak na irlandzkim pastwisku.

Pierwszy, duży pomnik superbananoowcy wyrósł w centrum portowego miasta w 1998 r. Jak wskazuje nazwa, było to humorystyczne połączenie owcy (łeb i nogi) z bananem (grzbiet przechodzący w sterczący kuper). Japoński artysta Taro Chiezo, który zaprojektował sympatycznego stwora, nie mógł przewidzieć, że dekadę później jego dziecko zacznie rozmnażać się w zastraszającym tempie.

Liverpoolczycy postanowili bowiem, że mezalians futrzaka z żółtym owocem stanie się okazją do świętowania. W całym mieście pojawiło się 125 miniatur stworzenia, pomalowanych przez profesjonalnych artystów, zwykłych mieszkańców, uczniów. To był strzał w dziesiątkę: do sierpnia bananowe owce podbiły serca rozbawionych Scousers (tak w żargonie określa się mieszkańców Liverpoolu), którzy pielgrzymowali w grupkach od jednej repliki do drugiej i pstrykali fotki. Potem ulubieńcy miasta trafili na aukcję: za jednego zapłacono 20 tys. funtów, za innego połowę tej sumy. 400 tys. funtów uzyskanych podczas licytacji poszło na cele charytatywne, same superbananoowce trafiły zaś do teatrów, kawiarni, centrów handlowych, kolekcjonerów. Dziś są ikoną miasta, wiele z nich pręży się dumnie w witrynach lub na dachach sklepów (np. 08 Place), kafejek (przeszklony lokal na Hope St.), instytucji kultury (Royal Court Theatre), przypominając o zabawie z lata 2008 roku.

Nasza melancholia

Zderzmy te kolorowe stwory z toruńskimi pomysłami. Tak się składa, że parę tygodni przez wyjazdem do Liverpoolu usłyszałem o propozycjach prof. Witolda Chmielewskiego, niedoszłego dyrektora programowego Toruń 2016. Jedne podobały mi bardziej (vide: sieć świetlic artystycznych), inne były do przyjęcia (restauracja pruskich fortyfikacji), niektóre trąciły tandetą (odbudowa zamku krzyżackiego, park replik europejskich pomników). Wszystkie za to poważne jak pogrzeb Kopernika.

Odnoszę wrażenie, że to w naszym mieście smutna reguła. Owszem, od czasu do czasu grupa Samotata śmignie na motorach po CSW, a grupa szalonych naukowców porwie odważnych w labirynty Instytutu B61. Częściej jednak promujemy się szumnie jako Cosmopolis, udajemy, że tak bardzo obchodzą nas kosmologia, urodziny Kopernika i Samuel Linde, drepczemy z noworocznego koncertu uzdolnionej młodzieży na kolejną sztukę Teatru Horzycy.

A gdyby tak wyluzować? Gdyby pobawić się kulturą, pocieszyć naszym miastem, założyć różowe okulary, popuścić wodze fantazji? Więcej szaleństwa, absurdu, Samotatata, mniej - patosu, wzniosłych haseł, kolejnych tablic pamiątkowych i pomników! (chyba, że zatrudnimy Taro Chiezo).

- To bardzo ważne, by utrzymać pewną równowagę - mówił mi Neil Peterson z liverpoolskiego magistratu. - W 2008 roku mieliśmy z jednej strony: wystawę obrazów Klimta, którą obejrzało ćwierć miliona ludzi, wielkie Biennale, koncert Paula McCartneya i premierę dzieła Steve'a Reicha, co razem wykreowało wielką rangę i zainteresowanie mediów; z drugiej całą tę akcję z superbananoowcami czy wielkiego pająka, który chodził po ulicach.

Pająk to dla nas kolejna cenna nauka. Kiedy latem ub.r festiwal Skyway wpisał się znakomicie w urokliwe mury naszej Starówki, malkontenci utyskiwali, że festiwal światła wcześniej był już w Gdańsku. Tymczasem Peterson i spółka nie bali się ściągnąć do Liverpoolu ulicznego show, które podpatrzyli w Londynie.

A było tak: londyńczycy dogadali się z Royal Deluxe, grupą performerów-mechaników z francuskiego Nantes, którzy jeździli po całym świecie z gigantycznymi marionetkami. W 2006 r. artyści przyjechali nad Tamizę z przedstawieniem "The Sultan's Elephant" ("Słoń Sułtana"). Scousers zapragnęli mieć u siebie coś podobnego i zaprosili Francuzów do siebie. We wrześniu 2008 r. na ulice Liverpoolu wypełzł zaprojektowany specjalnie na tę okazję pająk. Wysokie na 17 metrów monstrum, które wchodziło na ściany budynków i paradowało po chodnikach, obejrzało pół miliona ludzi.

- Całe rodziny chodziły za nim godzinkę, dwie, a potem szły na kawę lub na obiad. Moje dzieci miały wtedy 4 i 6 lat i szalały z radości - wspomina Julia Samuels, reżyser z liverpoolskiego teatru 20 Stories High. - Oczywiście to nie była żadna wysoka sztuka. Chodziło o zabawę, o zbudowanie pewnej wspólnoty. I to wypaliło.

Siła kolorowych śmieciarek

Community. Uśmiecham się pod nosem, a Julia nie wie, o co mi chodzi. A chodzi o to, że z kim bym nie rozmawiał, słyszę właśnie to słowo. Wspólnota, wspólnota, wspólnota. To kolejna zagadka sukcesu Liverpoolu: Brytyjczycy postawili nie tylko na tradycyjne projekty z podziałem "artysta-odbiorca", ale i spróbowali wciągnąć do kulturalnej zabawy tych, którzy sztukę omijali dotąd szerokim łukiem.

Przykłady? Można je mnożyć. Od całorocznego programu "Generation 21", w którym 10 tys. dzieci i młodych ludzi ze 160 szkół wcieliło się w rolę urbanistów, projektując swój Liverpool XXI wieku, poprzez sierpniową serię koncertów dla nowych gwiazd Liverpoolskiej muzyki, w których szansę zaprezentowania się przed jury dostało ponad 1,1 tys. osób, aż po program zapobiegania przemocy "It's not OK!" i malowanie superbananoowiec.

W Toruniu potrzebę uczestniczenia pokazał już i Skyway, podczas którego torunianie tłumnie puszczali świeczki w wodnym labiryncie w Ratuszu i wysyłali w niebo świetlne lampiony, i społeczny portal Orbitarium.pl, w którym mieszkańcy podrzucili urzędnikom genialnie proste pomysły na ożywienie miasta: pomalowanie na kolorowo śmieciarek, koło widokowe, obsadzenie całego Tumultu tulipanami. Ciekawe projekty rozkręca też CSW, włączając w tworzenie zwłaszcza dzieci.

Właśnie entuzjazm mieszkańców pomógł Liverpoolowi w zdobyciu tytułu ESK w 2003 roku. Kiedy europejscy jurorzy przyjechali do miasta, wypuścili się na ulice, by zasięgnąć języka. O kandydaturze wiedzieli wszyscy: od taksówkarzy po zagonionych biznesmenów, od sprzedawców po mamy z dziećmi. Większość miała własne pomysły, nadzieje, postulaty.

Co będzie, kiedy oceniający zawitają do Torunia? Może natkną się na kogoś, kto był w CSW. A może na rikszarzy, którzy latem 2008 r. dopraszali się w biurze ESK o darmowe koszulki, by za darmo promować na Starówce naszą kandydaturę, i odeszli z kwitkiem.

Duchy na blokowisku

- Chcesz mojej rady? Właśnie community jest kluczem do sukcesu. Postarajcie się wciągnąć każdego, kogo się da. ESK, cały ten rozgłos, to niepowtarzalna możliwość, by poszerzyć krąg odbiorców sztuki - przekonuje Julia Samuels.

Wie, co mówi: jej teatr skoncentrował się na pracy z młodzieżą. W grudniu 2008 r. grał nawet w blokowisku na przedmieściach miasta. W sztuce "Private Viewing" ("Oglądanie mieszkania") 20 widzów wciela się w rolę nabywców lokum, którzy umawiają się z agentem nieruchomości. Aktor pokazuje im kolejne pokoje, w których pojawiają się duchy dawnych domowników. Prosty chwyt - zdjęcie akcji ze sceny - przypomina mi "Emigrantów" naszego Teatru Wiczy granych w starym kempingowym mercedesie, tyle że Mrożka zastępują tu rozważania o zmianach społecznych, historii dzielnicy i gentryfikacji.

Podziel się

  • 31 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Superbananoowce pokonałyby toruński smutek rogalpa 06.03.10, 18:35

    świetny i mądry artykułniestety przecinanie wstęgi i wkopywanie kamieni węgielnych to ulubione zajęcia decydentów! w Toruniu, jak pokazuje praktyka ciekawe inicjatywy (szczególnie te »