Performer zaprasza na wiadomości lokalne
16.09.2011
, aktualizacja: 16.09.2011 18:05
Wyobraźcie sobie taką sytuację, że na plac Teatralny wjeżdża różowy czołg. Załoga najpierw rozdaje dzieciom cukierki, później otwiera ogień. Najpierw znieczulenie, później atak. Taka powinna być sztuka
Grzegorz Giedrys: W Toruniu ocaliłeś szyldy z kilku budynków, które czekało wyburzenie. W swoich działaniach artystycznych wykorzystałeś już znaki z hotelu Kosmos, Uniwersamu, starego stadionu żużlowego, a także neon Elany. Teraz pokażesz je w Tallinnie.
Stefan Kornacki: I to na festiwalu światła, który rozpoczyna się w sobotę. Estończykom widocznie się spodobał pomysł, żeby na tego rodzaju imprezie pokazać niedziałające neony. Kompozycja instalacji oparta jest na grze Scrabble, ale nie trzyma się zupełnie jej zasad. Nie rozbijałem napisów na poszczególne litery, znaki zestawiłem w całości, aby ułożyły się w hasło "elan", co w języku estońskim oznacza "ja żyję".
Akcja z szyldami to mógłby być kolejny projekt artystyczny o pamiątkach przeszłości, ale poprzez te prace postanowiłeś wypowiedzieć się o sytuacji pracowników zlikwidowanej Elany i nieistniejącego Uniwersamu.
- Prowadziłem długie rozmowy z byłymi elanowcami i pracownikami Uniwersamu o miejscach, których nie ma, a z którymi oni związali niekiedy całe swoje życie. Niektórzy mówili, że za komuny było ciężko, ale każdy miał pracę i mieszkanie. Czułem, że nie opowiadają mi tego tylko dlatego, że młodość spędzili w peerelu. Mój najstarszy rozmówca - 81-latek z Elany - tłumaczył mi, że tak naprawdę nie widzi różnic między dawnym systemem a obecnym: polityka nadal rozgrywa się ponad głowami zwykłych ludzi. To przerażające, gdy sobie uzmysłowimy, że żyjemy w świecie, który daje wiele możliwości, ale są obok gdzieś ludzie, którzy z tych szans są zupełnie wykluczeni.
To polityczna inicjatywa.
- Nie da się ukryć. Mówiliśmy dużo o przewrocie 1989 roku. Ci ludzie czują gorycz: byli mocno zespoleni z tamtym systemem, dorastali w nim, a chwilę później powiedziano im, że to, jak żyli, jest teraz zupełnie bez znaczenia. Jakby ich całe życie przestało istnieć w jednej chwili. Proszę pamiętać, że to nie byli członkowie partii ani działacze, tylko prości pracownicy.
Twoja sztuka jest mocno zakorzeniona w Toruniu. Cykl "Local News" komentuje na bieżąco to, co się dzieje w kulturze w naszym mieście. Zabiera głos w jej sprawach tak jak prasa, fora internetowe i blogi.
- Prace z "Local News" powstały w czasie zeszłorocznej turkusowej rewolucji - ożywieniu w kulturze, które pojawiło się w mieście, kiedy zagrożone było istnienie klubu eNeRDe. Dziś po tej rewolucyjnej pasji nic nie zostało. Uderzałem w urzędników zajmujących się kulturą, pisałem o tym, że artyści pracują w Toruniu tylko na umowę o dzieło, że w mieście panuje skostniała atmosfera - zrobiłem na ten temat instalację z kości. Ludzi z początku się śmiali z tych moich pomysłów, dopiero później przyszła do nich poważniejsza refleksja. Generalnie cała moja twórczość najpierw wywołuje śmiech.
Tak samo było też z instalacją o papieżu, którą pokazałeś w czasie spektaklu multimedialnego Instytutu B61?
- Tak. Przygotowałem dość wierne odzwierciedlenie postaci Jana Pawła II i skandowałem jego słowa: "Nie stawiajcie mi pomników". To musiało zadziałać w mieście, w którym papież ma pięć pomników. Zastanawiam się, jakby to zabrzmiało w Krakowie, gdzie jest aż 18 takich miejsc pamięci.
Dzięki Instytutowi wystąpiłeś ze słynnym trębaczem jazzowym Tomaszem Stańko.
- Wspaniała sprawa. Podłączyłem mikrofon tak, aby słychać było brzmienie mojego serca, a Stańko do tego grał. Po występie powiedział mi, że zazwyczaj na koncertach on prowadzi, a tutaj musiał mnie gonić. Żartował, że pewnie mam arytmię serca. A ja po prostu bawiłem się: wstrzymywałem oddech, aby uspokoić serce, przyspieszałem, aby gnało. Teraz pracuję nad cyklem "Gdzie jest krzyż?" Fotografuję okna, w których ramy układają się w krzyż. Polskie domy wyglądają jak cmentarze. Za granicą zamierzam pokazać swój performance z wybuchającym kurczakiem. To uniwersalna forma, wszędzie będzie dobrze wyglądała, wszyscy ją zrozumieją.
Widziałem to na widowisku Instytutu B61 w Starym Browarze.
- Publiczność zgromadzę w pustym pomieszczeniu z telewizorem - widzowie będą oglądali, jak przygotowuję się do wysadzenia kurczaka. Usłyszą wybuch w sąsiednim pokoju. I gdy przez niego przejdą, zobaczą kawałki mięsa rozbite po ścianach. To prosty performance: mówi o tym, że telewizja usypia naszą czujność, że nas znieczula. Wyobraź sobie taką sytuację, że na pl. Teatralny przyjeżdża różowy czołg. Załoga najpierw rozdaje dzieciom cukierki, później otwiera ogień. Najpierw znieczulenie, później atak. Taka powinna być sztuka.
Z bratem Mikołajem, gitarzystą Mateuszem Jagielskim i perkusistą Pawłem Możuchem założyłeś zespół rockowy Ser Charles. Dziwna nazwa.
- Okoliczności jej powstania też są dziwne. Gdy pewnego razu wróciłem do domu z imprezy, zauważyłem kawałek płótna zawinięty w folię. Narysowałem na tym swój autoportret i podpisałem "Ser Charles". Nie wiem tak naprawdę, o co mi chodziło.
Twój zespół wywołuje konsternację wszędzie, gdzie się pojawi. Występujecie głównie na imprezach literackich i festiwalach plastycznych. Na scenie jesteś wulgarny, twoje teksty to połączenie przyśpiewek kibolskich, dziecięcych rymowanek i haseł reklamowych. W to wszystko wplatasz jeszcze fragmenty poezji.
- Wiesz, nadal jesteśmy młodym zespołem, ale cieszę się, że wywołujemy żywe reakcje.
Podoba mi się piosenka "Będzie".
- Na ten temat wpadłem w pracy.
A pracujesz...?
- W urzędzie. To miejsce jest dla mnie potężnym kawałkiem inspiracji. W zasadzie nigdy się nie spodziewałem, że tam wyląduję. Urząd to akwarium pełne dziwnych opowieści, całkowicie oddalonych od mojego dawnego świata. Tekst do "Będzie" znalazłem u siebie w pokoju - to była kartka papieru ze szczegółami oficjalnej uroczystości w Przysieku Na tej kartce byli wymienieni goście z adnotacjami: "Będzie", "Nie będzie". "Będzie chyba, ale jest po wypadku, więc może nie przybędzie". Grzechem byłoby tej literatury nie wykorzystać.
Z wykształcenia jesteś grafikiem. Skończyłeś wydział sztuk pięknych UMK. Odnoszę wrażenie, że robisz wszystko, aby od tego uciec.
- Czy ja wiem? Wiedza akademicka bardzo mi się przydaje. W klubie abstynenta Flisak prowadzę zajęcia plastyczne, na które przychodzi kilkanaście pań. Zacząłem z nimi pracę całkowicie od zera - to było dla mnie wielkie wyzwanie, bo te panie mogłyby być moimi mamami albo nawet babciami. Znalazłem z nimi wspólny język i wiele z nich osiągnęło już poziom akademicki - spokojnie mogłoby się dostać na studia artystyczne. Bardzo się przede mną otworzyły - chętnie mówią o barwie i kompozycji, chodzą na wystawy i je komentują. To jedna z niewielu rzeczy, która mnie trzyma w tym mieście.
Często mówisz o wyjeździe, a tak naprawdę wszystko, co robisz, jest związane z Toruniem.
- Mieszkam tutaj całe życie, tu jest zbyt wygodnie i bezpiecznie, tracę powoli czujność, bo wszystko przychodzi mi zbyt łatwo. W takich warunkach, gdy nie poznaje się niczego nowego, traci się instynkt. Nie zrozum mnie źle: w Toruniu fajnie się mieszka i pracuje, ale chyba nadszedł czas na rozstanie.
Rozmawiał Grzegorz Giedrys
* Stefan Kornacki - ur. 1983 r. w Toruniu. Grafik, autor instalacji, wideo, działań teatralnych i performance. Jego działania można zobaczyć na wielu międzynarodowych festiwalach, wystawach zbiorowych oraz indywidualnych.
Stefan Kornacki: I to na festiwalu światła, który rozpoczyna się w sobotę. Estończykom widocznie się spodobał pomysł, żeby na tego rodzaju imprezie pokazać niedziałające neony. Kompozycja instalacji oparta jest na grze Scrabble, ale nie trzyma się zupełnie jej zasad. Nie rozbijałem napisów na poszczególne litery, znaki zestawiłem w całości, aby ułożyły się w hasło "elan", co w języku estońskim oznacza "ja żyję".
Akcja z szyldami to mógłby być kolejny projekt artystyczny o pamiątkach przeszłości, ale poprzez te prace postanowiłeś wypowiedzieć się o sytuacji pracowników zlikwidowanej Elany i nieistniejącego Uniwersamu.
- Prowadziłem długie rozmowy z byłymi elanowcami i pracownikami Uniwersamu o miejscach, których nie ma, a z którymi oni związali niekiedy całe swoje życie. Niektórzy mówili, że za komuny było ciężko, ale każdy miał pracę i mieszkanie. Czułem, że nie opowiadają mi tego tylko dlatego, że młodość spędzili w peerelu. Mój najstarszy rozmówca - 81-latek z Elany - tłumaczył mi, że tak naprawdę nie widzi różnic między dawnym systemem a obecnym: polityka nadal rozgrywa się ponad głowami zwykłych ludzi. To przerażające, gdy sobie uzmysłowimy, że żyjemy w świecie, który daje wiele możliwości, ale są obok gdzieś ludzie, którzy z tych szans są zupełnie wykluczeni.
To polityczna inicjatywa.
- Nie da się ukryć. Mówiliśmy dużo o przewrocie 1989 roku. Ci ludzie czują gorycz: byli mocno zespoleni z tamtym systemem, dorastali w nim, a chwilę później powiedziano im, że to, jak żyli, jest teraz zupełnie bez znaczenia. Jakby ich całe życie przestało istnieć w jednej chwili. Proszę pamiętać, że to nie byli członkowie partii ani działacze, tylko prości pracownicy.
Twoja sztuka jest mocno zakorzeniona w Toruniu. Cykl "Local News" komentuje na bieżąco to, co się dzieje w kulturze w naszym mieście. Zabiera głos w jej sprawach tak jak prasa, fora internetowe i blogi.
- Prace z "Local News" powstały w czasie zeszłorocznej turkusowej rewolucji - ożywieniu w kulturze, które pojawiło się w mieście, kiedy zagrożone było istnienie klubu eNeRDe. Dziś po tej rewolucyjnej pasji nic nie zostało. Uderzałem w urzędników zajmujących się kulturą, pisałem o tym, że artyści pracują w Toruniu tylko na umowę o dzieło, że w mieście panuje skostniała atmosfera - zrobiłem na ten temat instalację z kości. Ludzi z początku się śmiali z tych moich pomysłów, dopiero później przyszła do nich poważniejsza refleksja. Generalnie cała moja twórczość najpierw wywołuje śmiech.
Tak samo było też z instalacją o papieżu, którą pokazałeś w czasie spektaklu multimedialnego Instytutu B61?
- Tak. Przygotowałem dość wierne odzwierciedlenie postaci Jana Pawła II i skandowałem jego słowa: "Nie stawiajcie mi pomników". To musiało zadziałać w mieście, w którym papież ma pięć pomników. Zastanawiam się, jakby to zabrzmiało w Krakowie, gdzie jest aż 18 takich miejsc pamięci.
Dzięki Instytutowi wystąpiłeś ze słynnym trębaczem jazzowym Tomaszem Stańko.
- Wspaniała sprawa. Podłączyłem mikrofon tak, aby słychać było brzmienie mojego serca, a Stańko do tego grał. Po występie powiedział mi, że zazwyczaj na koncertach on prowadzi, a tutaj musiał mnie gonić. Żartował, że pewnie mam arytmię serca. A ja po prostu bawiłem się: wstrzymywałem oddech, aby uspokoić serce, przyspieszałem, aby gnało. Teraz pracuję nad cyklem "Gdzie jest krzyż?" Fotografuję okna, w których ramy układają się w krzyż. Polskie domy wyglądają jak cmentarze. Za granicą zamierzam pokazać swój performance z wybuchającym kurczakiem. To uniwersalna forma, wszędzie będzie dobrze wyglądała, wszyscy ją zrozumieją.
Widziałem to na widowisku Instytutu B61 w Starym Browarze.
- Publiczność zgromadzę w pustym pomieszczeniu z telewizorem - widzowie będą oglądali, jak przygotowuję się do wysadzenia kurczaka. Usłyszą wybuch w sąsiednim pokoju. I gdy przez niego przejdą, zobaczą kawałki mięsa rozbite po ścianach. To prosty performance: mówi o tym, że telewizja usypia naszą czujność, że nas znieczula. Wyobraź sobie taką sytuację, że na pl. Teatralny przyjeżdża różowy czołg. Załoga najpierw rozdaje dzieciom cukierki, później otwiera ogień. Najpierw znieczulenie, później atak. Taka powinna być sztuka.
Z bratem Mikołajem, gitarzystą Mateuszem Jagielskim i perkusistą Pawłem Możuchem założyłeś zespół rockowy Ser Charles. Dziwna nazwa.
- Okoliczności jej powstania też są dziwne. Gdy pewnego razu wróciłem do domu z imprezy, zauważyłem kawałek płótna zawinięty w folię. Narysowałem na tym swój autoportret i podpisałem "Ser Charles". Nie wiem tak naprawdę, o co mi chodziło.
Twój zespół wywołuje konsternację wszędzie, gdzie się pojawi. Występujecie głównie na imprezach literackich i festiwalach plastycznych. Na scenie jesteś wulgarny, twoje teksty to połączenie przyśpiewek kibolskich, dziecięcych rymowanek i haseł reklamowych. W to wszystko wplatasz jeszcze fragmenty poezji.
- Wiesz, nadal jesteśmy młodym zespołem, ale cieszę się, że wywołujemy żywe reakcje.
Podoba mi się piosenka "Będzie".
- Na ten temat wpadłem w pracy.
A pracujesz...?
- W urzędzie. To miejsce jest dla mnie potężnym kawałkiem inspiracji. W zasadzie nigdy się nie spodziewałem, że tam wyląduję. Urząd to akwarium pełne dziwnych opowieści, całkowicie oddalonych od mojego dawnego świata. Tekst do "Będzie" znalazłem u siebie w pokoju - to była kartka papieru ze szczegółami oficjalnej uroczystości w Przysieku Na tej kartce byli wymienieni goście z adnotacjami: "Będzie", "Nie będzie". "Będzie chyba, ale jest po wypadku, więc może nie przybędzie". Grzechem byłoby tej literatury nie wykorzystać.
Z wykształcenia jesteś grafikiem. Skończyłeś wydział sztuk pięknych UMK. Odnoszę wrażenie, że robisz wszystko, aby od tego uciec.
- Czy ja wiem? Wiedza akademicka bardzo mi się przydaje. W klubie abstynenta Flisak prowadzę zajęcia plastyczne, na które przychodzi kilkanaście pań. Zacząłem z nimi pracę całkowicie od zera - to było dla mnie wielkie wyzwanie, bo te panie mogłyby być moimi mamami albo nawet babciami. Znalazłem z nimi wspólny język i wiele z nich osiągnęło już poziom akademicki - spokojnie mogłoby się dostać na studia artystyczne. Bardzo się przede mną otworzyły - chętnie mówią o barwie i kompozycji, chodzą na wystawy i je komentują. To jedna z niewielu rzeczy, która mnie trzyma w tym mieście.
Często mówisz o wyjeździe, a tak naprawdę wszystko, co robisz, jest związane z Toruniem.
- Mieszkam tutaj całe życie, tu jest zbyt wygodnie i bezpiecznie, tracę powoli czujność, bo wszystko przychodzi mi zbyt łatwo. W takich warunkach, gdy nie poznaje się niczego nowego, traci się instynkt. Nie zrozum mnie źle: w Toruniu fajnie się mieszka i pracuje, ale chyba nadszedł czas na rozstanie.
Rozmawiał Grzegorz Giedrys
* Stefan Kornacki - ur. 1983 r. w Toruniu. Grafik, autor instalacji, wideo, działań teatralnych i performance. Jego działania można zobaczyć na wielu międzynarodowych festiwalach, wystawach zbiorowych oraz indywidualnych.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć