Rodzić po toruńsku. Pacjentka porodówki: - Nigdy więcej!
06.07.2011
, aktualizacja: 05.07.2011 16:11
- Doktor powiedziała, że badać mnie nie będzie, bo to bez sensu. I że mam jechać do domu, chyba że miałabym "nerwowo nie przetrzymać krwotoku" - wtedy mogę wrócić do szpitala. Ale lepiej nie przed godz. 11, bo dopiero wtedy robią łyżeczkowanie. Nigdy już nie pójdę na toruńską porodówkę - mówi czytelniczka Klara Królak
Dwa i pół roku temu Klara Królak poroniła. Potem zaszła w koleją ciążę, którą donosiła dzięki lekom. 8 czerwca była w 8. tygodniu kolejnej ciąży, kiedy zauważyła plamienie. - Pojechałam na położniczą izbę przyjęć do Szpitala Wojewódzkiego na Bielanach - opowiada kobieta.
- Położna przyjęła mnie niezbyt miło, była niezadowolona, że nie mam przy sobie karty ciąży i brudnej podpaski, dzięki której można by ocenić mój stan. Ostatecznie zbadał mnie bardzo uprzejmy dr Michał Migda. Zrobił usg i zalecił oszczędniejszy tryb życia.
Krwawienie jednak nie minęło, ale przybierało na sile. Klara Królak wzięła więc taksówkę i pojechała - unosząc się w aucie na rękach, żeby nie zabrudzić krwią tapicerki - na Bielany. Na izbie znów witają ją pielęgniarki.
- Położna, niegrzeczna i nieprzyjemna, na powitanie powiedziała mi, że z poważnego miejsca robię sobie poradnię K i że w takiej sytuacji powinnam najpierw udać się do swojego lekarza prowadzącego - relacjonuje kobieta. - Kiedy powiedziałam, że ten jest akurat na urlopie, pani zaleciła mi zmianę doktora.
Rozmowie przysłuchuje się inna położna. Ta jest uprzejma i spokojna. - Wyjaśniła mi, że na izbie jest dużo ludzi i rzeczywiście powinnam była jechać do poradni K - mówi Królak. - Zapytałam, czy mam do swojej przychodni jechać taksówką. Kiedy powiedziałam, gdzie jestem zapisana, odradziła mi to, bo tam nie ma aparatury do usg. Wreszcie zdecydowano się mnie przyjąć na Bielanach.
Czytelniczkę najpierw zbadała położna. Królak wspomniała jej, że w poprzedniej ciąży zażywała na jej podtrzymanie duphaston. - Po wstępnych oględzinach i wywiadzie przyjęła mnie młoda lekarka Małgorzata Ponińska - opowiada kobieta. - Dowiedziałam się od niej, że badać mnie nie będzie, bo to bez sensu skoro dzień wcześniej badał mnie dr Migda. Nie wiedziałam więc czy ciąża jest wciąż żywa. Pani doktor powiedziała, że "dla poprawy nastroju" wypisze mi duphaston. Następnie zaleciła jechać do domu, zaznaczając, że jeśli bym "nerwowo nie mogła przetrzymać krwotoku", to mogę przyjechać znów do szpitala, ale najlepiej dopiero rano, bo zabieg łyżeczkowania wykonuje się dopiero o godz. 11, więc wcześniej nie ma sensu.
Dla wyjaśnienia: łyżeczkowanie to zabieg wykonywany m.in. po poronieniu, polegający na usunięciu z macicy jej zawartości, czyli obumarłego płodu.
- W ten sposób dowiedziałam się, że pani doktor raczej spodziewa się, że stracę ciążę - mówi kobieta. - Była niemiła, nie znalazłam w niej ani śladu empatii. Bez rozmowy, porządnego wywiadu, usg. Z lekceważącym stwierdzeniem, że duphaston mogę brać na psychikę. Nie mówiłabym o tym, gdyby nie fakt, że ta sama lekarka podobnie bezdusznie potraktowała mnie dwa i pół roku temu podczas pierwszego poronienia, więc trudno chyba mówić o przypadku lub złym dniu.
O wyjaśnienie sprawy poprosiliśmy dr. Sławomira Badurka, rzecznika Szpitala Wojewódzkiego. Ten zwrócił się do ordynatora oddziału klinicznego oddziału położnictwa, chorób kobiecych i ginekologii onkologicznej dr. Marka Maleńczyka.
- Ordynator wezwał do siebie położną oraz dr Małgorzatę Ponińską - relacjonuje dr Badurek. - Procedura jest taka, że najpierw to położna ocenia, czy stan pacjentki wymaga interwencji. W przypadku tej pani plamienie było niewielkie. Sama pacjentka była spokojna, ale położna mówi, że towarzyszący jej mąż mówił podniesionym głosem i domagał się pilnych działań. Mimo więc że nie było bezwzględnych wskazań do interwencji, pani została przez dr Ponińską skierowana na usg w trybie ponadplanowym.
- Klara Królak twierdzi, że nie robiono jej tego dnia usg. Rozumiem, że może u państwa zobaczyć wynik tego badania? - pytam.
- Doktor Ponińska powiedziała, że nie ma nagrania akurat z tego badania. Ale ciąża była żywa i dlatego wypisała duphaston. Co do reszty relacji pacjentki, to mamy tu słowo przeciwko słowu i trudno mi ocenić jak przebiegała rozmowa obu pań - mówi dr Badurek.
Królak: - Nie miałam tego dnia usg, czego dowodem jest moja karta wypisowa, w której nie ma o badaniu mowy. Nie było też ze mną mojego męża, który był w pracy i dojechał, kiedy byłam już po wizycie u dr Ponińskiej.
Sama lekarka nie chce komentować sprawy: - Dr Badurek zna moje stanowisko i on mówi w moim imieniu - mówi Ponińska.
Klara Królak poroniła w nocy. Na badania i łyżeczkowanie pojechała do szpitala w Chełmży. - Zajęto się mną z troską i spokojem. Na Bielany już się nie odważyłam pojechać. Nie dość, że przeżywałam dramat utraty kolejnej ciąży, to jeszcze stresowałam się nieuprzejmą obsługą - mówi. - Nigdy już nie pójdę na porodówkę ani ginekologię w Szpitalu Wojewódzkim. Mówię o tym wszystkim, bo może coś wreszcie się tam zmieni i skorzystają na tym inne kobiety.
natalia.waloch@torun.agora.pl
Imię i nazwisko bohaterki zostało zmienione
- Położna przyjęła mnie niezbyt miło, była niezadowolona, że nie mam przy sobie karty ciąży i brudnej podpaski, dzięki której można by ocenić mój stan. Ostatecznie zbadał mnie bardzo uprzejmy dr Michał Migda. Zrobił usg i zalecił oszczędniejszy tryb życia.
Krwawienie jednak nie minęło, ale przybierało na sile. Klara Królak wzięła więc taksówkę i pojechała - unosząc się w aucie na rękach, żeby nie zabrudzić krwią tapicerki - na Bielany. Na izbie znów witają ją pielęgniarki.
- Położna, niegrzeczna i nieprzyjemna, na powitanie powiedziała mi, że z poważnego miejsca robię sobie poradnię K i że w takiej sytuacji powinnam najpierw udać się do swojego lekarza prowadzącego - relacjonuje kobieta. - Kiedy powiedziałam, że ten jest akurat na urlopie, pani zaleciła mi zmianę doktora.
Rozmowie przysłuchuje się inna położna. Ta jest uprzejma i spokojna. - Wyjaśniła mi, że na izbie jest dużo ludzi i rzeczywiście powinnam była jechać do poradni K - mówi Królak. - Zapytałam, czy mam do swojej przychodni jechać taksówką. Kiedy powiedziałam, gdzie jestem zapisana, odradziła mi to, bo tam nie ma aparatury do usg. Wreszcie zdecydowano się mnie przyjąć na Bielanach.
Czytelniczkę najpierw zbadała położna. Królak wspomniała jej, że w poprzedniej ciąży zażywała na jej podtrzymanie duphaston. - Po wstępnych oględzinach i wywiadzie przyjęła mnie młoda lekarka Małgorzata Ponińska - opowiada kobieta. - Dowiedziałam się od niej, że badać mnie nie będzie, bo to bez sensu skoro dzień wcześniej badał mnie dr Migda. Nie wiedziałam więc czy ciąża jest wciąż żywa. Pani doktor powiedziała, że "dla poprawy nastroju" wypisze mi duphaston. Następnie zaleciła jechać do domu, zaznaczając, że jeśli bym "nerwowo nie mogła przetrzymać krwotoku", to mogę przyjechać znów do szpitala, ale najlepiej dopiero rano, bo zabieg łyżeczkowania wykonuje się dopiero o godz. 11, więc wcześniej nie ma sensu.
Dla wyjaśnienia: łyżeczkowanie to zabieg wykonywany m.in. po poronieniu, polegający na usunięciu z macicy jej zawartości, czyli obumarłego płodu.
- W ten sposób dowiedziałam się, że pani doktor raczej spodziewa się, że stracę ciążę - mówi kobieta. - Była niemiła, nie znalazłam w niej ani śladu empatii. Bez rozmowy, porządnego wywiadu, usg. Z lekceważącym stwierdzeniem, że duphaston mogę brać na psychikę. Nie mówiłabym o tym, gdyby nie fakt, że ta sama lekarka podobnie bezdusznie potraktowała mnie dwa i pół roku temu podczas pierwszego poronienia, więc trudno chyba mówić o przypadku lub złym dniu.
O wyjaśnienie sprawy poprosiliśmy dr. Sławomira Badurka, rzecznika Szpitala Wojewódzkiego. Ten zwrócił się do ordynatora oddziału klinicznego oddziału położnictwa, chorób kobiecych i ginekologii onkologicznej dr. Marka Maleńczyka.
- Ordynator wezwał do siebie położną oraz dr Małgorzatę Ponińską - relacjonuje dr Badurek. - Procedura jest taka, że najpierw to położna ocenia, czy stan pacjentki wymaga interwencji. W przypadku tej pani plamienie było niewielkie. Sama pacjentka była spokojna, ale położna mówi, że towarzyszący jej mąż mówił podniesionym głosem i domagał się pilnych działań. Mimo więc że nie było bezwzględnych wskazań do interwencji, pani została przez dr Ponińską skierowana na usg w trybie ponadplanowym.
- Klara Królak twierdzi, że nie robiono jej tego dnia usg. Rozumiem, że może u państwa zobaczyć wynik tego badania? - pytam.
- Doktor Ponińska powiedziała, że nie ma nagrania akurat z tego badania. Ale ciąża była żywa i dlatego wypisała duphaston. Co do reszty relacji pacjentki, to mamy tu słowo przeciwko słowu i trudno mi ocenić jak przebiegała rozmowa obu pań - mówi dr Badurek.
Królak: - Nie miałam tego dnia usg, czego dowodem jest moja karta wypisowa, w której nie ma o badaniu mowy. Nie było też ze mną mojego męża, który był w pracy i dojechał, kiedy byłam już po wizycie u dr Ponińskiej.
Sama lekarka nie chce komentować sprawy: - Dr Badurek zna moje stanowisko i on mówi w moim imieniu - mówi Ponińska.
Klara Królak poroniła w nocy. Na badania i łyżeczkowanie pojechała do szpitala w Chełmży. - Zajęto się mną z troską i spokojem. Na Bielany już się nie odważyłam pojechać. Nie dość, że przeżywałam dramat utraty kolejnej ciąży, to jeszcze stresowałam się nieuprzejmą obsługą - mówi. - Nigdy już nie pójdę na porodówkę ani ginekologię w Szpitalu Wojewódzkim. Mówię o tym wszystkim, bo może coś wreszcie się tam zmieni i skorzystają na tym inne kobiety.
natalia.waloch@torun.agora.pl
Imię i nazwisko bohaterki zostało zmienione
- 44 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
105 głosów
-
Ronić po toruńsku. Pacjentka porodówki: - Nigdy...
bukietowa.pl
06.07.11, 09:52
tez lezalam w tym szpitalu na patologi wypisalam se na wlasne zyczenie nie bede pisac wrazen bo sa niezapomniane .dowodem w sprawie jest USG pacjentki efekt badania tego chyba sie tak szybko»
-
Rodzić po toruńsku. Pacjentka porodówki: - Nigd...
vicctorr
07.07.11, 04:08
Żądam natychmiastowego podania imienia i nazwiska Pani Doktor. Zobowiązuję się do rozesłania jej danych do wszystkich ośrodków medycznych na terenie całej Unii Europejskiej oraz wybranych w »
-
Rodzić po toruńsku. Pacjentka porodówki: - Nigd...
izu7
07.07.11, 11:41
I ja miałam okazję poznać toruńską porodówkę "od podszewki". Leżałam w obydwu ciążach na patologii, na jej podtrzymaniu. Wcześniej zaliczyłam także oddział ginekologiczny, ponieważ pierwszą »
Najczęściej czytane24 htydzień




