Działo się przy toruńskim moście. Oj, działo
2010-01-11
, aktualizacja: 10.01.2010 18:59
Choć za zaniedbania w przygotowaniach do budowy mostu przy ul. Wschodniej przed sądem odpowiedzą urzędnicy Wiktor K. i Andrzej J., głównym - dodajmy negatywnym - bohaterem uzasadnienia aktu oskarżenia, do którego dotarła "Gazeta", jest Bernard Kwiatkowski
ZOBACZ TAKŻE
- Miasto ogłosiło przetarg na most, skąd pieniądze? (30-12-09, 10:00)
- Most w prokuraturze - za dużo dla Kabo (17-12-09, 11:00)
- Czy most drogowy utrzyma zarzuty prokuratorskie? (12-12-09, 12:00)
- Są zarzuty w sprawie nowego mostu (11-12-09, 13:44)
Śledztwo gdańskiej prokuratury, która po doniesieniu posła Antoniego Mężydły (PO) wzięła pod lupę największą, najbardziej potrzebną, ale i budzącą najwięcej emocji toruńską inwestycję, zakończyło się oskarżeniem o niedopełnienie obowiązków dyrektora magistrackiego wydziału gospodarki nieruchomościami Wiktora K. oraz byłego wiceprezydenta miasta Andrzeja J. (obecnie kieruje miejską spółką Biogaz). Sprawdzając przez 21 miesięcy wszelkie działania dotyczące przygotowań do budowy drugiego mostu drogowego, prokuratura stwierdziła, że nie zablokowali oni w 2005 r. sprzedaży gruntu przy ul. Lipnowskiej, gdzie pobiec ma trasa dojazdowa do przeprawy. Kupiła go właścicielka firmy Kabo Bożena Cz., która dotąd miała go w wieczystym użytkowaniu. Miasto musi teraz ten teren odkupić, lecz - jak obliczyli śledczy - przez zaniechanie obu urzędników zapłaci za niego o 119,5 tys. zł więcej, niż gdyby odbierało go Bożenie Cz. w poprzednim stanie prawnym. Prokuratura twierdzi też, że właścicielka Kabo korzyść tę zawdzięcza celowym działaniom Wiktora K., dlatego w sądzie grozić mu będzie surowsza - do 10 lat więzienia - kara niż Andrzejowi J. (do 3 lat).
Trzej byli przemówili
Co do tego ma Bernard Kwiatkowski - były członek rady prezydenckiej, a później szef magistrackiego wydziału inwestycji strategicznych (w marcu ub.r. odszedł na emeryturę)? W czasie śledztwa oskarżyciele znaleźli dowody na to, że to on poinformował Bożenę Cz., że droga do mostu zostanie wytyczona przez teren Kabo lub w bezpośrednim sąsiedztwie firmy. To skłoniło ją natomiast do złożenia w listopadzie 2004 r. wniosku o wykupienie tego gruntu. Podczas przesłuchania Bożena Cz. zaprzeczyła, ale prokuratura uznała jej oświadczenie za "absolutnie niemożliwe do pogodzenia z pozostałym materiałem dowodowym". Do przecieku nie przyznał się też Kwiatkowski. "Niemniej jednak [jego] kategoryczne zapewnienia, iż z Bożeną Cz. jego i Wiktora K. łączyły jedynie kontakty służbowe, nadto w najmniejszym stopniu niedotyczące kwestii przebiegu nowej przeprawy mostowej, nie wytrzymują krytyki w kontekście okoliczności ujawnionych przez świadków Roberta G., Tomasza Cz. i Jakuba L." - czytamy w uzasadnieniu aktu oskarżenia.
Ci trzej świadkowie to - odpowiednio - byli: radca prawny, mąż oraz konkubent Bożeny Cz. Ten ostatni zeznał m.in., że na początku 2005 r. uczestniczył w kilku jej spotkaniach z Kwiatkowskim - jedno odbyło się w restauracji - podczas których omawiana była kwestia budowy mostu. - Odniosłem wrażenie, że temat był już przez nich poruszany wcześniej - powiedział do protokołu.
Potwierdził to były mąż Bożeny Cz., według którego przyznała się mu ona, że to Kwiatkowski zdradził jej, którędy pobiegnie droga do mostu. - Była z tego bardzo zadowolona - zeznał.
Jakub L. spontanicznie stwierdził też, że sam wiosną 2005 r. namawiał swoją ówczesną partnerkę i jednocześnie pracodawczynię - do września 2006 r. był bowiem szefem marketingu w Kabo - do wykupienia od miasta gruntu pod firmą. Zdębiał, gdy prokurator pokazał mu jej wniosek w tej sprawie z jesieni 2004 r. - Jestem niezmiernie zdziwiony. Byłem przekonany, że Bożena zainteresowała się wykupem (...) w wyniku mojej sugestii. Nigdy wcześniej nie zdradziła się, że realizuje tego typu działania - powiedział.
Mężczyzna ujawnił ponadto, że na przełomie lat 2005/06 na polecenie Bożeny Cz. spotkał się w magistracie z Wiktorem K., który przekazał mu wycenę dotyczącą wykupu nieruchomości przez miasto. - Wszystko było już wcześniej załatwione między nim a Cz., powiedziałem tylko, że jestem od Bożeny. Nie wiem, jak ona to z nim załatwiła - zeznał, dodając, że krótko przed wizytą u Wiktora K. właścicielka Kabo pokazała mu mapę, na której wytyczona była droga dojazdowa do mostu.
Ekspansja Fair Play
Zdobyte od szefa wydziału gospodarki nieruchomościami informacje o wycenie instruowały Bożenę Cz., jak poprowadzić w Kabo prace remontowe, by przy wykupie wartość firmy była jak najwyższa. - Bożena nie kryła, że w tym właśnie celu jesienią 2006 r. przeprowadziła gruntowny remont całego budynku - zdradził śledczym Jakub L.
Pomieszczenia obłożono płytami kartonowo-gipsowymi, odnowiono sanitariaty, wymieniono grzejniki i wymalowano wszystkie wnętrza. Mimo prób, Cz. zrezygnowała natomiast z obsadzenia terenu Kabo drzewami, bo okazało się to zbyt drogie. Kobieta żąda dziś od miasta za swoją spółkę blisko 4 mln zł, lecz rzeczoznawca powołany przez magistrat wycenił ją na niespełna 2 mln zł. Sprawa wykupu utknęła w miejscu.
Były wiceminister transportu Piotr Stomma, na którego często w swoim doniesieniu powoływał się Mężydło, zeznał w prokuraturze, że Kwiatkowski lobbował w sprawie mostu przy ul. Wschodniej m.in. w resorcie infrastruktury, a z jego szefem Andrzejem Piłatem skontaktować go miała właśnie Bożena Cz. Jak właścicielka niewielkiej firmy wyrobiła sobie takie dojścia? W to oskarżyciele nie wnikali. Ograniczyli się do sprawdzenia genezy jej znajomości z Kwiatkowskim i Wiktorem K. Oddajmy głos temu pierwszemu. - Bożenę Cz. znam jeszcze z czasu, gdy byłem wojewodą [lata 1992-1997 - dop. kd] - zeznał. - Firma Kabo, jako zakład pracy chronionej, była pod ścisłym nadzorem Urzędu Wojewódzkiego w związku z ulgami podatkowymi. Poza tym, Bożena Cz. wygrała konkurs dla małych i średnich przedsiębiorstw "Ekspansja", była też wyróżniona w późniejszym konkursie "Fair Play", w którego kapitule zasiadałem.
Zarówno on, jak i Bożena Cz., która potwierdziła, że Kwiatkowski bywał w jej firmie ("Ale wynikało to jedynie z mojego udziału w konkursach" - zaznaczyła), podkreślili że "nie spotykali się na stopie prywatnej". Bo czyż taki charakter mogły mieć jej wizyty w Agencji Budowy Autostrad, o których wspomina w swoich wyjaśnieniach Wiktor K.? - Znam Bożenę Cz. od czasu kiedy odwiedzała tam Kwiatkowskiego - powiedział, dodając że pracował z nim w Agencji w latach 1999-2003.
Następnie tak jak on przeniósł się do toruńskiego magistratu.
Choć śledztwo wykazało, że Kwiatkowski ujawnił swojej znajomej, którędy pobiegnie droga dojazdowa do mostu, po czym ta wykupiła ten grunt, co pozwoli jej teraz zarobić na jego sprzedaży, obojgu włos z głowy nie spadnie. Powód? "Nie zdołano pozytywnie zweryfikować tezy o przyjęciu przez funkcjonariuszy publicznych Urzędu Miasta Torunia jakiejkolwiek korzyści majątkowej lub osobistej w zamian za zachowanie stanowiące naruszenie przepisów prawa" - czytamy w uzasadnieniu aktu oskarżenia.
Poświęcili Kabo, czyli wygięcie
Na poparcie tego, obszerną jego część prokuratura poświęciła kwestii kontrowersyjnego "wygięcia" trasy dojazdowej do przeprawy po lewej stronie Wisły, w którym nieprawidłowości - składając doniesienie - widział Mężydło. Dla wyjaśnienia, droga na odcinku od ul. Łódzkiej do mostu nie została poprowadzona w projekcie najprostszym szlakiem, lecz nienaturalnie skręca w ul. Lipnowską i przecina przez środek tereny firmy Kabo. Toruńskie media, opisując powiązania Kwiatkowskiego z Bożeną Cz., sugerowały, że i za tym "wygięciem" stoi również on. Jednak śledztwo tego nie potwierdziło. Oskarżyciele ustalili, że podobny wariant trasy wskazało już studium wykonalności, opracowane w trzech wersjach - między wrześniem 2004 r. a lutym 2005 r. - przez wyłoniony w przetargu Transprojekt Gdański. Wszelkie wątpliwości rozwiał natomiast główny projektant przeprawy Paweł Iwański, który zeznał, że sporne "wygięcie" było pomysłem jego firmy. - Taki przebieg drogi determinowało ukształtowanie terenu i jego zabudowa - powiedział do protokołu. - Nieruchomość zajmowaną przez Kabo, jako tę, którą należy "poświęcić", wybraliśmy sami po wizji lokalnej, jako najmniej cenną ze względów społecznych i ekonomicznych (najtańszą w przypadku wykupu gruntu). Do wyboru mieliśmy przeprowadzenie drogi kosztem zabudowy mieszkaniowej i fortu zamieszkałego przez znajdujące się pod ochroną nietoperze. Droga musiała przejść przez nieruchomość Kabo i to samym środkiem, nie zaś ul. Lipnowską, którą należało pozostawić, jako drogę równoległą, stanowiącą ciąg komunikacyjny dla tamtejszych mieszkańców i drobnych zakładów prowadzących w tym rejonie działalność.
Podobnie prokuratura nie potwierdziła podejrzeń Mężydły, że przestępstwem było zaniechanie przez miasto kontynuowania - lansowanej przez niego - inwestycji mostowej przy ul. Waryńskiego, która była przewidziana w planie miejscowym, i dla której wydano już decyzję o warunkach zabudowy. Zdaniem śledczych na paragraf nie kwalifikuje się również to, że prezydent Michał Zaleski, wnioskując w 2003 r. o dofinansowanie budowy mostu przy ul. Wschodniej z funduszy Sektorowego Programu Operacyjnego Transport na lata 2004-2006 dołączył do dokumentacji raport oddziaływania na środowisko, wykonany dla przeprawy projektowanej przy... ul. Waryńskiego. Z tego m.in. powodu wniosek został odrzucony. - Był ewidentnie nieprzygotowany - ocenił w prokuraturze Stomma, dodając, że wytknął to prezydentowi podczas spotkania w Toruniu.
- Zorientowałem się, że Michałowi Zaleskiemu bardzo nie na rękę jest ujawnienie niekompetencji władz miasta. Było to powodem licznych osobistych ataków prezydenta na mnie. Były to m.in. ataki prasowe oraz wystąpienie do ówczesnego ministra transportu - zeznał Stomma.
Decyzja gdańskiej prokuratury o umorzeniu tych wątków śledztwa wciąż jest jeszcze nieprawomocna, choć do piątku nikt jej nie zaskarżył.
Dlaczego oni?
Tymi, którzy podczas przygotowań inwestycji złamali prawo, byli - zdaniem oskarżenia - Wiktor K. i Andrzej J. A to dlatego, że biorąc udział już we wstępnej fazie jej planowania, wiedzieli, gdzie ma stanąć przeprawa, którędy mają biec drogi dojazdowe i wobec tego nie powinni dopuścić do sprzedaży Bożenie Cz. terenu przy ul. Lipnowskiej. Jak ustalili śledczy, Andrzej J. był tego świadom od 2003 r., gdy do wniosku Zaleskiego o dofinansowanie ze SPOT złożył pisemne oświadczenie, że miasto dysponuje nieruchomościami w pasie dróg dojazdowych do mostu. On też zasiadał w komisji, która opracowała treść rezolucji na temat lokalizacji inwestycji przy ul. Wschodniej, jaką rada miasta podjęła 17 lutego 2005 r. Mimo to 11 dni później przesłał do wojewody wniosek o zgodę na zbycie gruntów pod Kabo Bożenie Cz.
Z kolei Wiktor K. w marcu 2004 r. na polecenie Kwiatkowskiego przygotował pismo do prezydenta o zaakceptowanie procedury przetargowej, mającej wyłonić autora studium wykonalności przeprawy i tras dojazdowych. Tymczasem osiem miesięcy później bezkrytycznie przyjął podanie właścicielki Kabo o sprzedaż terenu przy ul. Lipnowskiej. Prokuratura uważa, że powinien wstrzymać rozpoznanie go do czasu wykonania projektu inwestycji, a przynajmniej poinformować podwładnych, że "wymaga ono nie tylko rutynowego sprawdzenia (...), ale także rozpatrzenia pod kątem możliwych rozwiązań projektowych".
Śledczy podkreślają, że odmowa sprzedaży nie rodziła dla miasta negatywnych skutków, bo procedura ma charakter cywilny, co oznacza, że urzędników nie wiązały żadne terminy wynikające z kodeksu postępowania administracyjnego. Nie uwzględniając wniosku Bożeny Cz., nie musieliby nawet uzasadniać takiej decyzji. "Podstawą mogłoby być przeznaczenie danej nieruchomości na jakiś cel publiczny" - czytamy w uzasadnieniu aktu oskarżenia.
W tym kontekście zaskakują zeznania Michała Zaleskiego, który stwierdził, że - "o ile sobie przypomina" - we wniosku o sprzedaż, jaki dostał z wydziału kierowanego przez Wiktora K., "wskazano, że nie ma prawa odmówić przekształcenia z przyczyn prawnych". Dziwią jeszcze bardziej, jeśli dodać, że w stosie sprawdzanych dokumentów, prokuratura dokopała się do protokołu z narady z lipca 2004 r., podczas której prezydent zgodził się na wycofanie z gminnej oferty inwestycyjnej nieruchomości przy ul. Lipnowskiej. "Jego intencją było, aby nie podejmować żadnych przesądzających działań do czasu, kiedy nie zostaną podjęte kategoryczne decyzje, w jaki dokładnie sposób będzie przebiegała przeprawa mostowa" - przytaczają treść wspomnianego protokołu oskarżyciele.
Proces Wiktora K. i Andrzeja J. rozpocznie się nie wcześniej niż w marcu. Obaj nie przyznają się do winy.
Trzej byli przemówili
Co do tego ma Bernard Kwiatkowski - były członek rady prezydenckiej, a później szef magistrackiego wydziału inwestycji strategicznych (w marcu ub.r. odszedł na emeryturę)? W czasie śledztwa oskarżyciele znaleźli dowody na to, że to on poinformował Bożenę Cz., że droga do mostu zostanie wytyczona przez teren Kabo lub w bezpośrednim sąsiedztwie firmy. To skłoniło ją natomiast do złożenia w listopadzie 2004 r. wniosku o wykupienie tego gruntu. Podczas przesłuchania Bożena Cz. zaprzeczyła, ale prokuratura uznała jej oświadczenie za "absolutnie niemożliwe do pogodzenia z pozostałym materiałem dowodowym". Do przecieku nie przyznał się też Kwiatkowski. "Niemniej jednak [jego] kategoryczne zapewnienia, iż z Bożeną Cz. jego i Wiktora K. łączyły jedynie kontakty służbowe, nadto w najmniejszym stopniu niedotyczące kwestii przebiegu nowej przeprawy mostowej, nie wytrzymują krytyki w kontekście okoliczności ujawnionych przez świadków Roberta G., Tomasza Cz. i Jakuba L." - czytamy w uzasadnieniu aktu oskarżenia.
Ci trzej świadkowie to - odpowiednio - byli: radca prawny, mąż oraz konkubent Bożeny Cz. Ten ostatni zeznał m.in., że na początku 2005 r. uczestniczył w kilku jej spotkaniach z Kwiatkowskim - jedno odbyło się w restauracji - podczas których omawiana była kwestia budowy mostu. - Odniosłem wrażenie, że temat był już przez nich poruszany wcześniej - powiedział do protokołu.
Potwierdził to były mąż Bożeny Cz., według którego przyznała się mu ona, że to Kwiatkowski zdradził jej, którędy pobiegnie droga do mostu. - Była z tego bardzo zadowolona - zeznał.
Jakub L. spontanicznie stwierdził też, że sam wiosną 2005 r. namawiał swoją ówczesną partnerkę i jednocześnie pracodawczynię - do września 2006 r. był bowiem szefem marketingu w Kabo - do wykupienia od miasta gruntu pod firmą. Zdębiał, gdy prokurator pokazał mu jej wniosek w tej sprawie z jesieni 2004 r. - Jestem niezmiernie zdziwiony. Byłem przekonany, że Bożena zainteresowała się wykupem (...) w wyniku mojej sugestii. Nigdy wcześniej nie zdradziła się, że realizuje tego typu działania - powiedział.
Mężczyzna ujawnił ponadto, że na przełomie lat 2005/06 na polecenie Bożeny Cz. spotkał się w magistracie z Wiktorem K., który przekazał mu wycenę dotyczącą wykupu nieruchomości przez miasto. - Wszystko było już wcześniej załatwione między nim a Cz., powiedziałem tylko, że jestem od Bożeny. Nie wiem, jak ona to z nim załatwiła - zeznał, dodając, że krótko przed wizytą u Wiktora K. właścicielka Kabo pokazała mu mapę, na której wytyczona była droga dojazdowa do mostu.
Ekspansja Fair Play
Zdobyte od szefa wydziału gospodarki nieruchomościami informacje o wycenie instruowały Bożenę Cz., jak poprowadzić w Kabo prace remontowe, by przy wykupie wartość firmy była jak najwyższa. - Bożena nie kryła, że w tym właśnie celu jesienią 2006 r. przeprowadziła gruntowny remont całego budynku - zdradził śledczym Jakub L.
Pomieszczenia obłożono płytami kartonowo-gipsowymi, odnowiono sanitariaty, wymieniono grzejniki i wymalowano wszystkie wnętrza. Mimo prób, Cz. zrezygnowała natomiast z obsadzenia terenu Kabo drzewami, bo okazało się to zbyt drogie. Kobieta żąda dziś od miasta za swoją spółkę blisko 4 mln zł, lecz rzeczoznawca powołany przez magistrat wycenił ją na niespełna 2 mln zł. Sprawa wykupu utknęła w miejscu.
Były wiceminister transportu Piotr Stomma, na którego często w swoim doniesieniu powoływał się Mężydło, zeznał w prokuraturze, że Kwiatkowski lobbował w sprawie mostu przy ul. Wschodniej m.in. w resorcie infrastruktury, a z jego szefem Andrzejem Piłatem skontaktować go miała właśnie Bożena Cz. Jak właścicielka niewielkiej firmy wyrobiła sobie takie dojścia? W to oskarżyciele nie wnikali. Ograniczyli się do sprawdzenia genezy jej znajomości z Kwiatkowskim i Wiktorem K. Oddajmy głos temu pierwszemu. - Bożenę Cz. znam jeszcze z czasu, gdy byłem wojewodą [lata 1992-1997 - dop. kd] - zeznał. - Firma Kabo, jako zakład pracy chronionej, była pod ścisłym nadzorem Urzędu Wojewódzkiego w związku z ulgami podatkowymi. Poza tym, Bożena Cz. wygrała konkurs dla małych i średnich przedsiębiorstw "Ekspansja", była też wyróżniona w późniejszym konkursie "Fair Play", w którego kapitule zasiadałem.
Zarówno on, jak i Bożena Cz., która potwierdziła, że Kwiatkowski bywał w jej firmie ("Ale wynikało to jedynie z mojego udziału w konkursach" - zaznaczyła), podkreślili że "nie spotykali się na stopie prywatnej". Bo czyż taki charakter mogły mieć jej wizyty w Agencji Budowy Autostrad, o których wspomina w swoich wyjaśnieniach Wiktor K.? - Znam Bożenę Cz. od czasu kiedy odwiedzała tam Kwiatkowskiego - powiedział, dodając że pracował z nim w Agencji w latach 1999-2003.
Następnie tak jak on przeniósł się do toruńskiego magistratu.
Choć śledztwo wykazało, że Kwiatkowski ujawnił swojej znajomej, którędy pobiegnie droga dojazdowa do mostu, po czym ta wykupiła ten grunt, co pozwoli jej teraz zarobić na jego sprzedaży, obojgu włos z głowy nie spadnie. Powód? "Nie zdołano pozytywnie zweryfikować tezy o przyjęciu przez funkcjonariuszy publicznych Urzędu Miasta Torunia jakiejkolwiek korzyści majątkowej lub osobistej w zamian za zachowanie stanowiące naruszenie przepisów prawa" - czytamy w uzasadnieniu aktu oskarżenia.
Poświęcili Kabo, czyli wygięcie
Na poparcie tego, obszerną jego część prokuratura poświęciła kwestii kontrowersyjnego "wygięcia" trasy dojazdowej do przeprawy po lewej stronie Wisły, w którym nieprawidłowości - składając doniesienie - widział Mężydło. Dla wyjaśnienia, droga na odcinku od ul. Łódzkiej do mostu nie została poprowadzona w projekcie najprostszym szlakiem, lecz nienaturalnie skręca w ul. Lipnowską i przecina przez środek tereny firmy Kabo. Toruńskie media, opisując powiązania Kwiatkowskiego z Bożeną Cz., sugerowały, że i za tym "wygięciem" stoi również on. Jednak śledztwo tego nie potwierdziło. Oskarżyciele ustalili, że podobny wariant trasy wskazało już studium wykonalności, opracowane w trzech wersjach - między wrześniem 2004 r. a lutym 2005 r. - przez wyłoniony w przetargu Transprojekt Gdański. Wszelkie wątpliwości rozwiał natomiast główny projektant przeprawy Paweł Iwański, który zeznał, że sporne "wygięcie" było pomysłem jego firmy. - Taki przebieg drogi determinowało ukształtowanie terenu i jego zabudowa - powiedział do protokołu. - Nieruchomość zajmowaną przez Kabo, jako tę, którą należy "poświęcić", wybraliśmy sami po wizji lokalnej, jako najmniej cenną ze względów społecznych i ekonomicznych (najtańszą w przypadku wykupu gruntu). Do wyboru mieliśmy przeprowadzenie drogi kosztem zabudowy mieszkaniowej i fortu zamieszkałego przez znajdujące się pod ochroną nietoperze. Droga musiała przejść przez nieruchomość Kabo i to samym środkiem, nie zaś ul. Lipnowską, którą należało pozostawić, jako drogę równoległą, stanowiącą ciąg komunikacyjny dla tamtejszych mieszkańców i drobnych zakładów prowadzących w tym rejonie działalność.
Podobnie prokuratura nie potwierdziła podejrzeń Mężydły, że przestępstwem było zaniechanie przez miasto kontynuowania - lansowanej przez niego - inwestycji mostowej przy ul. Waryńskiego, która była przewidziana w planie miejscowym, i dla której wydano już decyzję o warunkach zabudowy. Zdaniem śledczych na paragraf nie kwalifikuje się również to, że prezydent Michał Zaleski, wnioskując w 2003 r. o dofinansowanie budowy mostu przy ul. Wschodniej z funduszy Sektorowego Programu Operacyjnego Transport na lata 2004-2006 dołączył do dokumentacji raport oddziaływania na środowisko, wykonany dla przeprawy projektowanej przy... ul. Waryńskiego. Z tego m.in. powodu wniosek został odrzucony. - Był ewidentnie nieprzygotowany - ocenił w prokuraturze Stomma, dodając, że wytknął to prezydentowi podczas spotkania w Toruniu.
- Zorientowałem się, że Michałowi Zaleskiemu bardzo nie na rękę jest ujawnienie niekompetencji władz miasta. Było to powodem licznych osobistych ataków prezydenta na mnie. Były to m.in. ataki prasowe oraz wystąpienie do ówczesnego ministra transportu - zeznał Stomma.
Decyzja gdańskiej prokuratury o umorzeniu tych wątków śledztwa wciąż jest jeszcze nieprawomocna, choć do piątku nikt jej nie zaskarżył.
Dlaczego oni?
Tymi, którzy podczas przygotowań inwestycji złamali prawo, byli - zdaniem oskarżenia - Wiktor K. i Andrzej J. A to dlatego, że biorąc udział już we wstępnej fazie jej planowania, wiedzieli, gdzie ma stanąć przeprawa, którędy mają biec drogi dojazdowe i wobec tego nie powinni dopuścić do sprzedaży Bożenie Cz. terenu przy ul. Lipnowskiej. Jak ustalili śledczy, Andrzej J. był tego świadom od 2003 r., gdy do wniosku Zaleskiego o dofinansowanie ze SPOT złożył pisemne oświadczenie, że miasto dysponuje nieruchomościami w pasie dróg dojazdowych do mostu. On też zasiadał w komisji, która opracowała treść rezolucji na temat lokalizacji inwestycji przy ul. Wschodniej, jaką rada miasta podjęła 17 lutego 2005 r. Mimo to 11 dni później przesłał do wojewody wniosek o zgodę na zbycie gruntów pod Kabo Bożenie Cz.
Z kolei Wiktor K. w marcu 2004 r. na polecenie Kwiatkowskiego przygotował pismo do prezydenta o zaakceptowanie procedury przetargowej, mającej wyłonić autora studium wykonalności przeprawy i tras dojazdowych. Tymczasem osiem miesięcy później bezkrytycznie przyjął podanie właścicielki Kabo o sprzedaż terenu przy ul. Lipnowskiej. Prokuratura uważa, że powinien wstrzymać rozpoznanie go do czasu wykonania projektu inwestycji, a przynajmniej poinformować podwładnych, że "wymaga ono nie tylko rutynowego sprawdzenia (...), ale także rozpatrzenia pod kątem możliwych rozwiązań projektowych".
Śledczy podkreślają, że odmowa sprzedaży nie rodziła dla miasta negatywnych skutków, bo procedura ma charakter cywilny, co oznacza, że urzędników nie wiązały żadne terminy wynikające z kodeksu postępowania administracyjnego. Nie uwzględniając wniosku Bożeny Cz., nie musieliby nawet uzasadniać takiej decyzji. "Podstawą mogłoby być przeznaczenie danej nieruchomości na jakiś cel publiczny" - czytamy w uzasadnieniu aktu oskarżenia.
W tym kontekście zaskakują zeznania Michała Zaleskiego, który stwierdził, że - "o ile sobie przypomina" - we wniosku o sprzedaż, jaki dostał z wydziału kierowanego przez Wiktora K., "wskazano, że nie ma prawa odmówić przekształcenia z przyczyn prawnych". Dziwią jeszcze bardziej, jeśli dodać, że w stosie sprawdzanych dokumentów, prokuratura dokopała się do protokołu z narady z lipca 2004 r., podczas której prezydent zgodził się na wycofanie z gminnej oferty inwestycyjnej nieruchomości przy ul. Lipnowskiej. "Jego intencją było, aby nie podejmować żadnych przesądzających działań do czasu, kiedy nie zostaną podjęte kategoryczne decyzje, w jaki dokładnie sposób będzie przebiegała przeprawa mostowa" - przytaczają treść wspomnianego protokołu oskarżyciele.
Proces Wiktora K. i Andrzeja J. rozpocznie się nie wcześniej niż w marcu. Obaj nie przyznają się do winy.
- 39 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Działo się przy toruńskim moście. Oj, działo
zawsze_torunianin
11.01.10, 14:14
Może tak o odpowiedzialności. Kto stworzył specjalne stanowisko w Urzędzie Miasta dla konkretnej osoby i powołał na nie p. Bernarda Kwiatkowskiego. Co jeśli p. BK jawnie uczestniczy w »
-
Re: Wiemy co działo się przy toruńskim moście
szlachcic
11.01.10, 14:26
w sumie nie dziwie sie ze w UM Torunia pracuja tacy ludzieCzas na gospodarza, czas kopnac go w dupe»
-
Skandal, po prostu.
jot9
11.01.10, 18:26
Skandal, po prostu. Ale niech chociaż tę dwójkę skarzą. A może w tokupostępowania sądowego coś jeszcze wyjdzie? Nie mogę się doczekać.»
Najczęściej czytane24 htydzień




