Włocławski szpital: lepszy dług, niż zamknięcie
2010-01-07
, aktualizacja: 06.01.2010 16:26
Nie będzie strajku we włocławskim szpitalu. Dyrekcja ugięła się pod naciskiem sześciu związków zawodowych i dała podwyżki. Skąd pieniądze? - Znikąd. Będę zadłużał tym szpital, ale lepsze to, niż go zamknąć - mówi dyrektor
Strajk miał się zacząć w środę. Pracownicy zapowiedzieli, że każdego kolejnego dnia na godzinę dłużej będą odchodzić od łóżek pacjentów.
Załoga - czyli wszyscy pracownicy prócz lekarzy, pracujących na kontraktach - domagała się podwyżki w wysokości 250 zł brutto do pensji zasadniczej. Jeszcze w poniedziałek dyrekcja zarzekała się, że pieniędzy na podwyżki nie ma. W dodatku Szpital Wojewódzki wciąż nie miał podpisanego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Z tego powodu lecznica wstrzymała przyjmowanie pacjentów na zaplanowane operacje. Szefostwo placówki tłumaczyło, że 77 mln zł, które oferuje NFZ to za mało, żeby wszystkie oddziały normalnie funkcjonowały.
Sytuacja diametralnie zmieniła się w środę rano. Rozmowy ostatniej szansy oddaliły widmo strajku. - Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni głównie ze względu na pacjentów, którzy mogą być spokojni: szpital będzie normalnie pracował - komentuje Anna Turek, szefowa Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych w lecznicy.
Jakie postanowienia odwiodły załogę od protestu? Dyrekcja początkowo proponowała 150 zł brutto do całego wynagrodzenia. Na to jednak związkowcy nie przystali i ostatecznie przeforsowali 140 zł brutto do pensji zasadniczej. To oznacza, że pracownikom jednocześnie wzrosną wszystkie pochodne od pensji np. dodatek stażowy. - Dzięki temu każdy oprócz 140 zł będzie miał jeszcze jakieś 30 proc. tej kwoty - tłumaczy Turek.
Skąd w szpitalnej kasie nagle wzięły się pieniądze na podniesienie wynagrodzeń? - Znikąd, podpisałem w końcu kontrakt na tych 77 mln zł, bo przecież sam z monopolistą nie będę wojował - mówi Bronisław Dzięgielewski, dyrektor Wojewódzkiego. - A co do podwyżek, to po prostu będę zadłużał szpital. Co prawda NFZ ostatnio nie płaci za sporą część naszej pracy, czyli tzw. nadwykonania, ale pensji ludzi nie da się utrzymać wiecznie na tym samym poziomie. W takiej sytuacji są dwa wyjścia: jakoś starać się utrzymać szpital albo go zamknąć. My go utrzymamy. A dług? Liczę, że kolejne lata będą dla służby zdrowia nieco lepsze i wtedy się jakoś go pozbędziemy.
We włocławskiej lecznicy podwyżki dostanie 760 osób. Każdego miesiąca będą one kosztowały około 150 tys. zł. Szefostwo szpitala nie może jednak wykluczyć, że już w lutym będzie musiało znaleźć w budżecie kwotę dużo wyższą. Za miesiąc bowiem do negocjowania zarobków przystąpi bowiem 180 lekarzy, rehabilitantów i radiologów, zatrudnionych na kontraktach. Można się spodziewać, że rozmowy nie pójdą gładko, bo część medyków już na jesieni zapowiadała, że bez podwyżek odejdzie z pracy.
natalia.waloch@torun.agora.pl
Załoga - czyli wszyscy pracownicy prócz lekarzy, pracujących na kontraktach - domagała się podwyżki w wysokości 250 zł brutto do pensji zasadniczej. Jeszcze w poniedziałek dyrekcja zarzekała się, że pieniędzy na podwyżki nie ma. W dodatku Szpital Wojewódzki wciąż nie miał podpisanego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Z tego powodu lecznica wstrzymała przyjmowanie pacjentów na zaplanowane operacje. Szefostwo placówki tłumaczyło, że 77 mln zł, które oferuje NFZ to za mało, żeby wszystkie oddziały normalnie funkcjonowały.
Sytuacja diametralnie zmieniła się w środę rano. Rozmowy ostatniej szansy oddaliły widmo strajku. - Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni głównie ze względu na pacjentów, którzy mogą być spokojni: szpital będzie normalnie pracował - komentuje Anna Turek, szefowa Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych w lecznicy.
Jakie postanowienia odwiodły załogę od protestu? Dyrekcja początkowo proponowała 150 zł brutto do całego wynagrodzenia. Na to jednak związkowcy nie przystali i ostatecznie przeforsowali 140 zł brutto do pensji zasadniczej. To oznacza, że pracownikom jednocześnie wzrosną wszystkie pochodne od pensji np. dodatek stażowy. - Dzięki temu każdy oprócz 140 zł będzie miał jeszcze jakieś 30 proc. tej kwoty - tłumaczy Turek.
Skąd w szpitalnej kasie nagle wzięły się pieniądze na podniesienie wynagrodzeń? - Znikąd, podpisałem w końcu kontrakt na tych 77 mln zł, bo przecież sam z monopolistą nie będę wojował - mówi Bronisław Dzięgielewski, dyrektor Wojewódzkiego. - A co do podwyżek, to po prostu będę zadłużał szpital. Co prawda NFZ ostatnio nie płaci za sporą część naszej pracy, czyli tzw. nadwykonania, ale pensji ludzi nie da się utrzymać wiecznie na tym samym poziomie. W takiej sytuacji są dwa wyjścia: jakoś starać się utrzymać szpital albo go zamknąć. My go utrzymamy. A dług? Liczę, że kolejne lata będą dla służby zdrowia nieco lepsze i wtedy się jakoś go pozbędziemy.
We włocławskiej lecznicy podwyżki dostanie 760 osób. Każdego miesiąca będą one kosztowały około 150 tys. zł. Szefostwo szpitala nie może jednak wykluczyć, że już w lutym będzie musiało znaleźć w budżecie kwotę dużo wyższą. Za miesiąc bowiem do negocjowania zarobków przystąpi bowiem 180 lekarzy, rehabilitantów i radiologów, zatrudnionych na kontraktach. Można się spodziewać, że rozmowy nie pójdą gładko, bo część medyków już na jesieni zapowiadała, że bez podwyżek odejdzie z pracy.
natalia.waloch@torun.agora.pl
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






