Mikołajewski: Marcinkiewicz nie może odejść
2009-11-27
, aktualizacja: 26.11.2009 17:39
Maciej Mikołajewski, astronom z UMK, przed rokiem był jedynym rywalem Olgi Marcinkiewicz do fotela dyrektora Toruń 2016. Dla "Gazety" ocenia pracę koordynatora naszych starań o Europejską Stolicę Kultury
ZOBACZ TAKŻE
- Straż Miejska pilnowała nocą biura ESK. Dlaczego? (04-12-09, 11:00)
- Interwencja prezydenta Zaleskiego w Toruń 2016 (02-12-09, 12:00)
- Olga Marcinkiewicz odchodzi z Toruń 2016 (01-12-09, 09:21)
- Marcinkiewicz O ESK: Powiało nowym (28-11-09, 11:00)
- Mówią o Marcinkiewicz: Owoców jej pracy nie widać (25-11-09, 11:00)
- Giedrys: Stracony rok Olgi Marcinkiewicz (24-11-09, 08:00)
Grzegorz Giedrys: Od objęcia stanowiska przez Olgę Marcinkiewicz minęło 12 miesięcy. Dyrektor nadal nie ogłosiła programu naszych starań o ESK.
Maciej Mikołajewski: Ale być może ten program gdzieś tam jest, tylko ukryty. Pewne rzeczy jak rada programowa i slogan są tylko kwiatkiem do kożucha, jeśli program istnieje. Marcinkiewicz ma asy w rękawie i wiele wniosła do miasta, np. swoje niebywałe kontakty międzynarodowe. Poza tym w niełatwych warunkach zorganizowała całą instytucję. Być może błędy wynikają z jej osobowości, być może też to część głęboko przemyślanego planu.
Kultura powinna być domeną otwartości. Tu nie powinno być miejsca na "asy w rękawie".
- Być może ma pan rację. Zależy jednak, jak się potraktuje ESK. Jeżeli pomyśli się o tym jak o meczu, który tu i teraz trzeba wygrać, to może takie asy należy trzymać w rękawie.
Warszawa, Łódź i Gdańsk nigdy ze swojego programu nie robiły tajemnicy. Toruń stawia na groteskową tajność. Nie sądzę, aby nasze specyficzne pomysły związane z Kopernikiem mogły do swoich warunków zaadaptować inne miasta.
- Kopernik - ikona Torunia, Wałęsa - symbol Gdańska, albo Chopin są własnością całej kultury europejskiej. To chciałem pokazać w ostatniej edycji przygotowanego m.in. przeze mnie festiwalu carillonowego, który wystąpił pod szyldem ESK i Gdańska, i Torunia. Kultura powinna łączyć, a nie dzielić.
Przez te 12 miesięcy powstała instytucja, która na dobrą sprawę pozbawiona jest najważniejszych narzędzi w walce o tytuł. Nie ma rady programowej.
- Dobrze by było, gdyby było to ciało, które chce współpracować z dyrektor. Ale nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe, skoro ona chce wszystko robić poufnie. W takiej sytuacji rada programowa nie wiedziałaby, co jest we wniosku aplikacyjnym i kto nad nim pracuje. Nie wiem też, czy ona potrzebuje doradców. Sposobem komunikacji z torunianami ma być festiwal światła Skyway, a nie drętwe rozmowy. Stał się ważnym znakiem identyfikującym mieszkańców z instytucją Toruń 2016. Skala tego przedsięwzięcia i jej międzynarodowy oddźwięk oszałamiały. Skyway pokazał, że panuje u nas deficyt imprez plenerowych o szerokim adresie społecznym. Na razie nie spotkałem tam arcydzieł, ale to może kwestia czasu. Było tam wiele mankamentów organizacyjnych, odwołanie do kosmosu i astronomii czasem było nietrafne lub prymitywne.
Jest kryzys, a miejska instytucja trzecią część swojego niespełna dwumilionowego budżetu wydaje na kilkudniową imprezę.
- To inna sprawa. Następna edycja Skyway może pokazać, że da się zorganizować coś artystycznie bardziej przekonującego za mniejsze pieniądze. To szlak otwarty na wielką różnorodność twórczą. Najważniejsze, że pieniądze zostały wydane na kulturę, a nie wieszanie billboardów u konkurentów.
Toruń 2016 na kilka tygodni stał się biurem festiwalowym. Może dlatego nie było czasu na spotkania?
Może przez to środowiska twórcze tak źle oceniają relacje z Marcinkiewicz?
- Nie wszyscy źle to oceniają, choć muszę przyznać, że jako pełnomocnik prezydenta ds. Międzynarodowego Roku Astronomii znalazłem się w gronie dyrektorów instytucji kultury, którzy podpisali ten głośny list do prezydenta w sprawie ESK. Przypuszczam, że część negatywnych ocen wynika z tego, że Marcinkiewicz nie ma czasu, żeby się z wszystkimi spotkać. Ale to samo widzę i na UMK, i w Urzędzie Miasta. Być może jednak gdyby dyrektor inaczej zorganizowała działania swojej placówki, nikt nie skarżyłby się na brak kontaktu. Podam inny przykład. Gdy zgłaszałem Oldze swoje pomysły, reagowała entuzjastycznie, ale później albo o nich zapominała, albo realizowała je z innymi ludźmi.
Na początku swojej działalności Marcinkiewicz mówiła o podjęciu współpracy z UMK. Oprócz analiz i kilku nieistotnych w gruncie rzeczy gestów, w ogóle tego nie widać.
- Bo uniwersytet to bardzo trudny partner. To nie jest środowisko, z którym łatwo można coś zrobić. Jeśli chodzi o tradycje, jest prawie jak Watykan. Trzeba to uszanować. Wykładowcy przede wszystkim zajęci są swoją pracą i karierą naukową. Dla większości studentów najlepiej gdyby tydzień kończył się w środę, żeby mogli wrócić do mamy.
Przez rok dyrektor nie zorganizowała też debaty o ESK.
- Ja nie mam problemu, żeby z nią dyskutować, chociaż najczęściej mnie nie słucha (śmiech). Możliwe, że po prostu nie mogła znaleźć na to czasu z powodu organizacji instytucji, pracami nad festiwalem i aplikacją. Marcinkiewicz musiała poznać ludzi, z którymi miałaby pracować. No i trudne urzędnicze struktury. Po roku współpracy z wydziałem kultury też wciąż jestem zielony.
Ale przez to, że wcześniej nie odbyła się żadna debata, mieszkańcy nadal nie wiedzą, czym jest ESK, jak wyglądają starania o tytuł, na czym w istocie polega praca Toruń 2016.
- To prawda. Zwróćmy uwagę na coś innego - w tym czasie Marcinkiewicz starała się wykształcić w mieście jakieś swoje oblicze, zdobyć zaufanie torunian. Dlatego powstał Skyway. Wiele osób przychodziło do niej tylko po pieniądze. Nie zdążyła skupić przy sobie elit. Być może nie ma wystarczającej charyzmy, aby do siebie zjednywać ludzi. Jako ekstrawertykowi trudno mi oceniać introwertyka, więc ten temat porzućmy. Na pewno nie pojawia się w miejscach i na imprezach, gdzie bywają elity, a powinna być ich rozpoznawalnym filarem i ikoną. O wielu sprawach nie wie, inne jej umykają.
Maciej Mikołajewski: Ale być może ten program gdzieś tam jest, tylko ukryty. Pewne rzeczy jak rada programowa i slogan są tylko kwiatkiem do kożucha, jeśli program istnieje. Marcinkiewicz ma asy w rękawie i wiele wniosła do miasta, np. swoje niebywałe kontakty międzynarodowe. Poza tym w niełatwych warunkach zorganizowała całą instytucję. Być może błędy wynikają z jej osobowości, być może też to część głęboko przemyślanego planu.
Kultura powinna być domeną otwartości. Tu nie powinno być miejsca na "asy w rękawie".
- Być może ma pan rację. Zależy jednak, jak się potraktuje ESK. Jeżeli pomyśli się o tym jak o meczu, który tu i teraz trzeba wygrać, to może takie asy należy trzymać w rękawie.
Warszawa, Łódź i Gdańsk nigdy ze swojego programu nie robiły tajemnicy. Toruń stawia na groteskową tajność. Nie sądzę, aby nasze specyficzne pomysły związane z Kopernikiem mogły do swoich warunków zaadaptować inne miasta.
- Kopernik - ikona Torunia, Wałęsa - symbol Gdańska, albo Chopin są własnością całej kultury europejskiej. To chciałem pokazać w ostatniej edycji przygotowanego m.in. przeze mnie festiwalu carillonowego, który wystąpił pod szyldem ESK i Gdańska, i Torunia. Kultura powinna łączyć, a nie dzielić.
Przez te 12 miesięcy powstała instytucja, która na dobrą sprawę pozbawiona jest najważniejszych narzędzi w walce o tytuł. Nie ma rady programowej.
- Dobrze by było, gdyby było to ciało, które chce współpracować z dyrektor. Ale nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe, skoro ona chce wszystko robić poufnie. W takiej sytuacji rada programowa nie wiedziałaby, co jest we wniosku aplikacyjnym i kto nad nim pracuje. Nie wiem też, czy ona potrzebuje doradców. Sposobem komunikacji z torunianami ma być festiwal światła Skyway, a nie drętwe rozmowy. Stał się ważnym znakiem identyfikującym mieszkańców z instytucją Toruń 2016. Skala tego przedsięwzięcia i jej międzynarodowy oddźwięk oszałamiały. Skyway pokazał, że panuje u nas deficyt imprez plenerowych o szerokim adresie społecznym. Na razie nie spotkałem tam arcydzieł, ale to może kwestia czasu. Było tam wiele mankamentów organizacyjnych, odwołanie do kosmosu i astronomii czasem było nietrafne lub prymitywne.
Jest kryzys, a miejska instytucja trzecią część swojego niespełna dwumilionowego budżetu wydaje na kilkudniową imprezę.
- To inna sprawa. Następna edycja Skyway może pokazać, że da się zorganizować coś artystycznie bardziej przekonującego za mniejsze pieniądze. To szlak otwarty na wielką różnorodność twórczą. Najważniejsze, że pieniądze zostały wydane na kulturę, a nie wieszanie billboardów u konkurentów.
Toruń 2016 na kilka tygodni stał się biurem festiwalowym. Może dlatego nie było czasu na spotkania?
Może przez to środowiska twórcze tak źle oceniają relacje z Marcinkiewicz?
- Nie wszyscy źle to oceniają, choć muszę przyznać, że jako pełnomocnik prezydenta ds. Międzynarodowego Roku Astronomii znalazłem się w gronie dyrektorów instytucji kultury, którzy podpisali ten głośny list do prezydenta w sprawie ESK. Przypuszczam, że część negatywnych ocen wynika z tego, że Marcinkiewicz nie ma czasu, żeby się z wszystkimi spotkać. Ale to samo widzę i na UMK, i w Urzędzie Miasta. Być może jednak gdyby dyrektor inaczej zorganizowała działania swojej placówki, nikt nie skarżyłby się na brak kontaktu. Podam inny przykład. Gdy zgłaszałem Oldze swoje pomysły, reagowała entuzjastycznie, ale później albo o nich zapominała, albo realizowała je z innymi ludźmi.
Na początku swojej działalności Marcinkiewicz mówiła o podjęciu współpracy z UMK. Oprócz analiz i kilku nieistotnych w gruncie rzeczy gestów, w ogóle tego nie widać.
- Bo uniwersytet to bardzo trudny partner. To nie jest środowisko, z którym łatwo można coś zrobić. Jeśli chodzi o tradycje, jest prawie jak Watykan. Trzeba to uszanować. Wykładowcy przede wszystkim zajęci są swoją pracą i karierą naukową. Dla większości studentów najlepiej gdyby tydzień kończył się w środę, żeby mogli wrócić do mamy.
Przez rok dyrektor nie zorganizowała też debaty o ESK.
- Ja nie mam problemu, żeby z nią dyskutować, chociaż najczęściej mnie nie słucha (śmiech). Możliwe, że po prostu nie mogła znaleźć na to czasu z powodu organizacji instytucji, pracami nad festiwalem i aplikacją. Marcinkiewicz musiała poznać ludzi, z którymi miałaby pracować. No i trudne urzędnicze struktury. Po roku współpracy z wydziałem kultury też wciąż jestem zielony.
Ale przez to, że wcześniej nie odbyła się żadna debata, mieszkańcy nadal nie wiedzą, czym jest ESK, jak wyglądają starania o tytuł, na czym w istocie polega praca Toruń 2016.
- To prawda. Zwróćmy uwagę na coś innego - w tym czasie Marcinkiewicz starała się wykształcić w mieście jakieś swoje oblicze, zdobyć zaufanie torunian. Dlatego powstał Skyway. Wiele osób przychodziło do niej tylko po pieniądze. Nie zdążyła skupić przy sobie elit. Być może nie ma wystarczającej charyzmy, aby do siebie zjednywać ludzi. Jako ekstrawertykowi trudno mi oceniać introwertyka, więc ten temat porzućmy. Na pewno nie pojawia się w miejscach i na imprezach, gdzie bywają elity, a powinna być ich rozpoznawalnym filarem i ikoną. O wielu sprawach nie wie, inne jej umykają.
Co pan zatem by zrobił, gdyby rok temu to pan został dyrektorem Toruń 2016?
- Bardzo możliwe, że znalazłbym się w tym samym położeniu co Olga. Byłbym pod ostrzałem mediów. Byłbym krytykowany przez artystów, dyrektorów, radnych. Na początku byłbym pewnie od niej szybszy, np. jeśli chodzi o kompletowanie zespołu. Po prostu znam torunian. Pracowałbym inną metodą: ESK to gra nie tylko o Toruń, ale przede wszystkim o Polskę. Nieważne, jakie miasto zwycięży, zwyciężymy wszyscy. Skyway wyniósł kulturę na inny poziom. O to chodzi w konkursie. W przeciwieństwie do Olgi byłbym całkowicie otwarty, bo taki mam charakter.
Marcinkiewicz powinna zachować stanowisko?
- Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Do złożenia aplikacji zostało już tylko dziewięć miesięcy. Nie można zmarnować jej dorobku i wiedzy. Każda osoba na tym stanowisku musiałaby od nowa uczyć się wszystkich procedur urzędniczych w Toruniu, Warszawie i Brukseli. To trudna wiedza: nawet wstępne opanowanie tego tematu zajęło mi wiele tygodni. Potrzebne jest zaufanie - wzajemne!
- Bardzo możliwe, że znalazłbym się w tym samym położeniu co Olga. Byłbym pod ostrzałem mediów. Byłbym krytykowany przez artystów, dyrektorów, radnych. Na początku byłbym pewnie od niej szybszy, np. jeśli chodzi o kompletowanie zespołu. Po prostu znam torunian. Pracowałbym inną metodą: ESK to gra nie tylko o Toruń, ale przede wszystkim o Polskę. Nieważne, jakie miasto zwycięży, zwyciężymy wszyscy. Skyway wyniósł kulturę na inny poziom. O to chodzi w konkursie. W przeciwieństwie do Olgi byłbym całkowicie otwarty, bo taki mam charakter.
Marcinkiewicz powinna zachować stanowisko?
- Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Do złożenia aplikacji zostało już tylko dziewięć miesięcy. Nie można zmarnować jej dorobku i wiedzy. Każda osoba na tym stanowisku musiałaby od nowa uczyć się wszystkich procedur urzędniczych w Toruniu, Warszawie i Brukseli. To trudna wiedza: nawet wstępne opanowanie tego tematu zajęło mi wiele tygodni. Potrzebne jest zaufanie - wzajemne!
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


