Studentka: najzdolniejsi nie mają perspektyw

pisze Aleksandra Śliwińska, studentka UMK*
2009-11-20 , aktualizacja: 20.11.2009 09:35
A A A Drukuj
Po co w ogóle bawić się w pisemka i teatrzyki, jeśli to się nie opłaca? Studenci nie stworzyli rzeczywistości, w której żyjemy - tej szczurzej rzeczywistości wyścigu
SERWISY
W dużej mierze z przykrością, trochę ze złością, ale także z zaciekawieniem przeczytałam artykuł Grzegorza Giedrysa "Studenci nie tworzą toruńskiej kultury", który ukazał się w "Gazecie" 9 listopada. Postanowiłam zabrać głos w tej sprawie.

"Większość organizatorów jest przychylna młodej publiczności i oferuje jej znaczne zniżki, np. bilet normalny na koncerty Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej kosztuje 20 zł, studenci za wstęp płacą zaś jedynie 5 zł" - pisze Giedrys w swoim artykule. Wspaniale, 5 zł to świetna cena. Niestety większość koncertów Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej to tzw. koncerty specjalne, na które bilety nie kosztują 5 zł. Problem jednak nie tkwi w cenie - do młodych ludzi trzeba dotrzeć z informacją. Tego typu przedsięwzięcia w środowisku studenckim nie są popularne, bo się o nich publicznie nie mówi.

Toruń kieruje znikomą liczbę rozrywek do odbiorcy niemasowego i wyrafinowanego. Na pewno do tego rodzaju atrakcji zaliczyć należy teatr. Proszę się przyjrzeć, jak duża rzesza studentów wybiera się na spektakle w Teatrze Horzycy, gdzie można zakupić dwa bilety po okazjonalnej cenie 15 zł. Tylko niestety takich specjalnych przedstawień nie ma zbyt wiele. A zatem zamiast narzekania na brak uczestnictwa młodzieży akademickiej w kulturze naszego miasta, należy wszelkimi sposobami przyciągnąć do niej studentów. Nie da się też uciec od smutnej prawdy, że jedni studenci swoje pieniądze wydają w barach, w których inni pracują za marne grosze; jedni oglądają film w kinie za 15 zł, inni w tym samym kinie muszą pracować na to trzy godziny.

Samemu góry się nie przeniesie

Giedrys pisał, że tylko samorząd studencki jest w stanie przygotować duże wydarzenie artystyczne. Należy pamiętać, że juwenalia to wielka impreza chętnie wspierana przez sponsorów. Nie trzeba być wróżką, żeby stwierdzić, że będzie cieszyła się masową popularnością, i to nie tylko wśród studentów, ale również wśród mieszkańców. To się opłaca. O patronat medialny nad taką imprezą na pewno nie jest trudno.

Czym innym jednak jest zorganizowanie małej, ale ciekawej i wartościowej akcji, chociażby przez Niezależne Zrzeszenie Studentów. Na pewno są to działania skromne i - niestety - zarówno część studentów, jak i mieszkańcy nie są takimi kameralnymi działaniami zainteresowani. Czym innym jest także przygotowanie tego rodzaju przedsięwzięcia od strony praktycznej. Same chęci nie wystarczają, gdy pojawia się problem np. za co i gdzie wydrukować plakaty zapraszające na imprezę. Niestety, nikt nie wspiera studentów z inicjatywą, nikt nie zachęca i promuje tych, którzy chcą czegoś więcej, czegoś "ponad". Samemu góry się nie przeniesie.

Najzdolniejsi opuszczą miasto

Grzegorz Giedrys pisze, że sukces artystyczny odniosła jedynie garstka absolwentów wydziału sztuk pięknych UMK. Dlaczego niemal żaden z nich nie związał swojej przyszłości ani z macierzystą uczelnią, ani też z naszym miastem? Czyżby młodzi ludzie nie widzieli tu perspektyw? Moim zdaniem w Toruniu i województwie nie podejmuje się działań, żeby wspierać, a nawet wiązać studentów z miastem i regionem. Wszyscy odwracają się od studentów z bardzo dobrymi wynikami w nauce, z osiągnięciami. Gdzie tu czerpać motywację do działania?

Muszę w tym momencie wspomnieć o tym, że marszałek województwa wstrzymał stypendia dla studentów, podając lakoniczną informację o braku środków w budżecie. Tak się traktuje studentów, zamieszczając jedynie notkę na stronie internetowej z kilkumiesięcznym opóźnieniem. I dotyczy to zarówno tych, którzy są w Polsce, jak i tych reprezentujących uczelnię, województwo i miasto poza granicami naszego kraju.

Ambitnych młodych ludzi najłatwiej zignorować. I to pewnie dlatego właśnie najzdolniejsi, gdy zakończą u nas edukację, zmieniają miejsce zamieszkania, nie widząc możliwości rozwoju w Toruniu. Jeśli już w czasie studiów nie docenia się ambitnych, to nie ma liczyć na to, że po studiach coś się zmieni. Wielu moich kolegów i koleżanek mówi, że do Torunia przyjechali tylko na studia, bo ładne miasto, pięć lat można pomieszkać, i cóż... - Tu nie ma perspektyw - powtarzają. Czy nie ma w tym choć odrobiny prawdy?

Wyścig o lepsze CV

Nie chcę, aby moją polemikę można byłoby podsumować stwierdzeniem "Jaki ten świat niesprawiedliwy!". Chciałam jedynie podjąć próbę zwrócenia uwagi na bardzo ważne aspekty codziennej egzystencji młodych ludzi i ich uczestnictwa w życiu kulturalnym miasta. Niestety, nie da się ukryć, że studenci nie wnoszą wielkiego wkładu w życie kulturalne miasta. Może więc warto napisać też o tych, którzy stają na drodze studentom, którzy podcinają skrzydła, a nie pomagają ich rozwinąć?

Inną ważną kwestią jest to, co oznacza dzisiaj studiowanie. Czy nie jest to pęd do zaliczania kolejnych egzaminów i wybierania kolejnych kierunków, żeby wkroczyć na rynek pracy z bogatszym CV? Po co w ogóle bawić się w pisemka i teatrzyki, jeśli to się nie opłaca? Studenci nie stworzyli rzeczywistości, w której żyjemy - tej szczurzej rzeczywistości wyścigu. Dziś trzeba mieć z dziesięć fakultetów (najlepiej prawo między nimi, bo to w końcu przyszłość i pewna praca), trzeba znać z pięć kilka języków obcych. A gdzie w tym świecie miejsce na zainteresowania i pasje? Zostały w domu, pod łóżkiem, zakurzone.

* Torunianka. Ma 21 lat. Studentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na UMK. Obecnie przebywa we Włoszech, gdzie studiuje nauki polityczne na Uniwersytecie w Sienie. Działa w Niezależnym Zrzeszeniu Studentów. Współorganizowała spotkania dyskusyjne, a także projekcję filmu "Wolność jest w nas. Popiełuszko" z wizytą reżysera.



Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów