Stracił prawo jazdy. Na proces przyjechał autem

kd
2009-10-23 , aktualizacja: 22.10.2009 16:34
A A A Drukuj
To nie czarna komedia: Prawie ślepy i przez to pozbawiony prawa jazdy 83-letni Bronisław Z. stanął wczoraj przed toruńskim sądem za spowodowanie śmiertelnego wypadku. Na proces... przyjechał własnym autem.
Sąd
Fot. Sławomir Kamiński / AG / Archiwum
Sąd
ZOBACZ TAKŻE


- A czym miałem przyjechać, nogi mam chore - irytował się, gdy sąd zapytał go, dlaczego jeździ bez uprawnień.

- Przecież lekarz też nie pozwala panu prowadzić - odwodziła go od siadania za kierownicą sędzia.

- No nie. Ale sąd ważniejszy niż doktór. Trzeba przyjść. Prawo jazdy miałem 64 lata, to mogę zamknąć oczy i jechać. Lepiej niż te młodziki, co nie potrafią, a jeżdżą - odparował Bronisław Z., któremu wydział ewidencji i rejestracji odebrał dokument dwa lata temu, gdy sprowokował niebezpieczną sytuację na drodze.

Sędzia spróbowała wobec tego inaczej: - A może pan nie widzi? - zapytała.

- Gdybym miał słaby wzrok, nosiłbym okulary. A nie noszę - trwał przy swoim 83-latek. - Lekarz powiedział, że jak straciłem w dzieciństwie lewe oko, to siła widzenia przeszła na prawe.

Rzecz w tym, że lekarze zdiagnozowali, że ma w nim początki zaćmy.

- Czy wie pan, że za jazdę bez uprawnień może być ukarany? - sięgnęła po ostateczny argument sędzia.

- Wiem, miałem już sprawę i dostałem karę w sądzie grodzkim - wyznał rozbrajająco szczerze Bronisław Z.

Nie widząc rady, sąd musiał zawiadomić policję, staruszka czeka więc kolejna sprawa za wykroczenie. Nim to się stało, mężczyzna twardo wypierał się, że w październiku ub.r. potrącił na Bulwarze Filadelfijskim 53-letniego Jana D. Wtedy także prowadził swoje daewoo tico bez prawa jazdy. Wracał z pasażerką z kościoła św. Janów, gdzie był na nabożeństwie różańcowym. Prokurator dowodzi, że skręcając z minimalną prędkością - 10-14 km na godz. - z ul. Łaziennej na Bulwar nie zauważył przechodnia na pasach. - Tam nie było żywej duszy. Takiego dużego człowieka bym nie widział? - upierał się jednak wczoraj oskarżony, nie przyznając się do winy.

Jego zdaniem pieszy sam upadł i uderzył głową o asfalt, co było przyczyną jego zgonu trzy dni po wypadku. - Przewrócił się, bo szarpnął go pies, którego miał na smyczy - przekonywał Bronisław Z.

Grozi mu do 8 lat więzienia. Proces w toku.

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów