Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów

mc
2009-10-19 , aktualizacja: 18.10.2009 18:36
A A A Drukuj
Zawiść blokuje zdolnych, kwitną plagiaty, nauka gardzi biznesem, a studenci bywają traktowani jak piąte koło u wozu. O grzechach uczelni w regionie pisze Maciej Czarnecki

Fot. Wojciech Kardas / AG
SERWISY
Od kiedy w 2000 roku zaczynałem studia na UMK, sporo się zmieniło. Uniwersytet wzbogacił się o nowe gmachy i kierunki, powstały nowe uczelnie prywatne. Pojawiły się pieniądze z UE, wysokie stypendia. Mimo to w niektórych kwestiach drepczemy w miejscu. Ba, bywa nawet gorzej. Grzeszą uczelnie publiczne i prywatne, małe i duże, nowe i z tradycjami.



1. Grzech zawiści

Wojny i wojenki toczą się nie tylko w polityce. Te mniejsze wybuchają wewnątrz wydziału, instytutu, większe - obejmują całą uczelnię. Zawiść, chore ambicje, urażona duma - często biorą górę nad zdrowym rozsądkiem.

Przykład? Waśnie nieomal zatopiły włocławską Wyższą Szkołę Humanistyczno-Ekonomiczną. Zaczęło się od prób powołania na prorektora profesora Mirosława Krajewskiego, który popełnił oszustwo naukowe w swojej habilitacji, skończyło na interwencji policji i awanturach w sądzie.

Mniej drastyczne sceny rozgrywają się na co dzień. Na wielu uczelniach o pozycji zbyt często decydują układy personalne, sympatie i antypatie, więzy rodzinne - a nie trzeźwa ocena dokonań i potencjału intelektualnego.



2. Grzech marnotrawstwa

W toruńskiej redakcji "Gazety" mamy polonistów, etnologa, arabistkę, politologa. I ani jednego absolwenta dziennikarstwa. Nie ma wielu ich w innych mediach. Mimo to od dwóch lat największy tłok na UMK panuje na dziennikarstwie. Na rynku brakuje inżynierów, my kształcimy filologów klasycznych i socjologów. Na fizykę techniczną - kierunek zamawiany, na który rząd daje dodatkowe pieniądze, bo brakuje specjalistów - przeprowadzono w tym roku drugi nabór. Po pierwszym zostały wakaty.

Uniwersytet robi za mało, by zmienić preferencje maturzystów, przyciągnąć do Torunia zdolnych ścisłowców z całej Polski. Może warto zwolnić ich z opłat przy naborze? Na pewno trzeba rozszerzyć ofertę - dlaczego wciąż nie dorobiliśmy się wydziału technicznego? Dziś nasi najlepsi ścisłowcy wyjeżdżają do Warszawy, Krakowa lub za granicę. Pora to zmienić.



3. Grzech pychy

Nauka - to brzmi dumnie. Zbyt dumnie, by zniżać się do kwestii praktycznych. Tymczasem na zachodzie naukowcy bacznie wsłuchują się w głos biznesmenów i konsumentów. Skutek: nowe technologie, leki, tworzywa. Potęgę Nokii współtworzyły fińskie uniwersytety, przy uczelni w Getyndze powstaje masa spin-offów, czyli spółek na bazie uniwersyteckich wynalazków.

W Toruniu nawet prężny inkubator przedsiębiorczości przy Wyższej Szkole Bankowej gości głównie firmy, które innowacyjne mają jedynie nazwy: handlarzy biżuterią, pośredników pracy, projektantów wnętrz. Na UMK wciąż wspominamy udaną współpracę fizyków z UMK i śląskiego Optopolu. Tyle że od skonsturowania nowoczesnego tomografu optycznego minęło już kilka dobrych lat, a kolejnych wynalazków nie widać. Kiedy rozmawiam o tym z naukowcami, narzekają, że przedsiębiorcy nie interesują się ich badaniami. Pora zejść z samotnej skały i ruszyć do ludzi.



4. Grzech lenistwa

Grudzień 2008 - toruński uniwersytet zawiesza dwie studentki pedagogiki za skopiowanie części magisterek. Marzec 2009 - UMK zawiesza na rok dwie studentki, które oszukiwały na egzaminach. Maj 2009 - doktorantka z Poznania oskarża toruńskiego profesora z wydziału filologicznego, że oparł artykuł na części jej pracy doktorskiej. Czerwiec 2009 - Komisja Rady Wydziału Nauk Historycznych UMK uznaje, że prof. Mirosław Krajewski (obecnie zatrudniony na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy) popełnił w habilitacji oszustwo naukowe. Wrzesień 2009 - UMK pozbawia na 10 lat prawa do wykonywania zawodu doktora anglistyki, który przetłumaczył dwa artykuły i opublikował jako swoje.

To przykłady z ostatnich miesięcy. Plus dla uczelni, że nie zamiata brudów pod dywan. I minus za to, że nie potrafi sobie z nimi poradzić. Kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie na program antyplagiatowy nie wydrenuje do szczętu kont UMK. Nie zlikwiduje też problemu, ale na pewno go zmniejszy. Potrzeba też większego zaangażowania ze strony promotorów.



5. Grzech milczenia

Uczelnie powinny promieniować wiedzą na całe miasto. Owszem, mamy Festiwal Nauki i Sztuki, kursy dla maturzystów, uczeni angażują się czasem w ważne rocznice i wydarzenia (vide weekendowa konferencja historyków, politologów i urzędu marszałkowskiego w 25. rocznicę śmierci ks. Popiełuszki), ale to wciąż za mało. Dziennikarze nie raz dzwonią do naukowców z prośbą o komentarz w ważnej dla miasta sprawie - i zostają odprawieni z kwitkiem. Brak czasu, inna specjalizacja - czasem to prawda, kiedy indziej wymówki wynikające ze strachu lub lenistwa. Wykształceni i często opłacani z publicznych pieniędzy naukowcy nie mają obowiązku dzielić się swoją wiedzą - ale jeśli to robią, lokalna społeczność zyskuje, rozwija się. Uczeni zbyt rzadko zabierają z własnej inicjatywy głos w ważnych sprawach: od budżetu gminy po estetykę ulic, od informatyzacji urzędów po politykę społeczną. Konsturktywną krytykę zastępuje polityczna poprawność, burzę pomysłów - bezpieczny letarg w czterech ścianach uczelnianych murów.

Milczą również studenci - nawet na zajęciach. Wiem, bo sam do niedawna studiowałem. Gdy wykładowca proponuje zadawanie pytań, słuchacze myślą już tylko o zakończeniu zajęć. Coś jest nie tak z tym naszym polskim studiowaniem - w Hiszpanii (znów odwołuję się do własnych doświadczeń) burzliwe dyskusje wybuchają nie tylko na konwersatoriach, ale i na wykładach.



6. Grzech chciwości

UMK zmienił właśnie przepisy o minimalnej liczebności grup na ćwiczeniach, konwersatoriach, wykładach do wyboru. Efekty? Na początku października poloniści nosili krzesła z korytarza, prawnicy stali pod ścianą. Do wielu grup zapisało się ponad 30 osób, zdarzało się ponad 40. Niektóre zajęcia przeniesiono do większych sal, główny problem pozostał: bezpośredni kontakt z prowadzącym, rzeczowa dyskusja to w tak dużych grupach fikcja. Większa liczebność to mniej grup. I oszczędności. Szkoda, że kosztem jakości dydaktyki. Jeśli ćwiczenia i konwerasatoria nie mają być zakamuflowanymi wykładami, limity powinny wrócić przynajmniej do poziomów z zeszłego roku.

Chciwość to nie tylko przepełnione sale. To także "łapanie" przez wykładowców wielu etatów.



7. Grzech niedocenienia

Jeśli nasi naukowcy liczą się na świecie - a jest tak np. w wypadku toruńskich fizyków czy astronomów - to na pewno nie dlatego, że pławią się w funduszach na badania. Od czasu do czasu uda się zdobyć duży grant z Unii, trochę dołoży ministerstwo. To za mało. Brakuje nie tylko pieniędzy na śmiałe, innowacyjne projekty, ale i odpowiednie wynagrodzenia dla zdolnych uczonych, od adiunktów po profesorów. Nic dziwnego, że niejeden utalentowany absolwent wybiera dziś karierę zagranicą lub w biznesie. Jeśli pensje nie wzrosną, będzie tak coraz częściej. To oczywiście zarzut do rządu, ale swoje mogą zrobić także uczelnie. Skoro się nie przelewa, potrzebne jest większe zróżnicowanie wynagrodzeń: niech wybitni dostaną kokosy, a miernoty biedują dalej. A najlepiej w ogóle dadzą sobie spokój z nauką.





Wyliczenie siedmiu grzechów głównych uczelni w regionie rozpoczyna naszą dyskusję. W najbliższych tygodniach postaramy bliżej przyjrzeć się ich bolączkom, wytknąć błędy i niedociągnięcia. Zajmiemy się problemami studentów i wykładowców, uczelni publicznych i prywatnych, w Toruniu i poza nim. Który z grzechów jest najcięższy? Czy są inne? I najważniejsze - jak uzdrowić sytuację? Czekamy na opinie. Nasz adres: redakcja@torun.agora.pl





Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów thauramarth 19.10.09, 16:44

    Sposob na plagiaty jest calkiem prosty. Szczegolnie w przypadku licencjatu nalezaloby wprowadzic jakis rodzaj egzaminu koncowego, ktory badalby wiedze studentow z danej dziedziny. W obecnej »

  • Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów lex1946 19.10.09, 17:52

    „Gazeta Wyborcza” i jej redaktorzy, a od 2008 r. głównie M. Czarnecki z uporem próbują przekonać, iż w swojej pracy habilitacyjnej sprzed 15 lat miałem jakoby dopuścić się »

  • Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów marian_traba 20.10.09, 11:10

    Szanowny Autorze,Bardzo się cieszę, że ktoś dostrzega niedostatki naszych uczelni. Ja mam doświadczenia nienajlepsze z UMK. Taaaak, miernotę wypadałoby tępić, aby w końcu rósł poziom »