Dwaj lekarze narazili życie pacjentki?

Karol Dolecki
15.02.2012 , aktualizacja: 15.02.2012 10:34
A A A Drukuj
Czy dwaj lekarze ze szpitala miejskiego przy ul. Batorego w Toruniu nie rozpoznali u 49-letniej pacjentki tętniaka aorty brzusznej? Odpowiedź na to pytanie ma przynieść ich proces, który rozpoczął się wczoraj

Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
Krystyna P. przyjechała do izby przyjęć lecznicy miejskiej po radę na silne bóle brzucha i problemy z oddawaniem moczu. - Było to akurat w moje urodziny, w lipcu 2008 r. - wspominała we wtorek w sądzie jej córka Izabela. - Bolało ją od rana. Lekarz rodzinny podejrzewał, że to wyrostek.

Jednak dyżurujący tego popołudnia w szpitalu 31-letni wówczas medyk (bez specjalizacji, lekarzem był dopiero od dwóch lat) po zbadaniu 49-latki doszedł do wniosku, że przyczyną jej dolegliwości jest infekcja dróg moczowych. - Wskazywał na to wywiad, musiałem też uzyskać jakieś informacje, które skłoniły mnie do wysnucia takiego podejrzenia - odpowiedział na pytanie sędzi Joanny Becińskiej.

Dodał, że był wśród nich m.in. wynik konsultacji urologicznej, o którą poprosił 35-letniego kolegę po fachu, szkolącego się wtedy w tej specjalizacji. Ten wykonał Krystynie P. USG nerek oraz pęcherza i wykluczył, by tam znajdowała się przyczyna jej problemów zdrowotnych. Po tym badaniu kobieta dostała leki rozkurczowe i została zwolniona do domu.

Ale bóle nie ustąpiły. Dwa dni później syn zawiózł ją do szpitala na Bielanach, gdzie - po badaniu USG i tomografem komputerowym - stwierdzono u niej "pęknięty tętniak rozwarstwiający aorty brzusznej, tętnic biodrowych oraz wstrząs pokrwotoczny". W trybie nagłym poddano ją operacji ratującej życie, niestety, Krystyna P. nie odzyskała po niej przytomności, a po czterech dniach zmarła. - Dwa miesiące później zmarł ojciec. Nie byłam wtedy gotowa psychicznie na to, by zgłosić sprawę prokuraturze - tłumaczyła sądowi Izabela P., dlaczego zrobiła to dopiero w ubiegłym roku.

Uważa, że młodszy z lekarzy z miejskiej lecznicy zlekceważył stan jej matki.

Zdaniem biegłych ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, opiniujących dla prokuratury przypadek Krystyny P., 31-latek postawił błędną diagnozę. W efekcie nie zlecił wszystkich badań, jakie należało wykonać przy objawach, na które się skarżyła. Według nich nie było podstaw do przyjęcia, że były one skutkiem infekcji dróg moczowych. Po lekturze dokumentacji specjaliści stwierdzili, że już na izbie przyjęć lecznicy przy Batorego "istniał stan bezpośredniego zagrożenia życia" 49-latki, spowodowany przez tętniaka aorty brzusznej, czego wówczas nie zdiagnozowano.

Biegli twierdzą dalej, że nie bez winy jest też 35-latek, który przeprowadzał konsultację urologiczną. Ich zdaniem wykonane przez niego badanie USG odbiegało od standardów i niewłaściwie zostało zawężone do oceny stanu nerek i pęcherza. "Lekarze nie zachowali należytego krytycyzmu diagnostycznego oraz właściwej ostrożności. (...) Prawidłowo przeprowadzone badanie USG doprowadziłoby do konsultacji chirurgicznej oraz badania tomografem komputerowym jamy brzusznej, a finalnie umożliwiłoby postawienie prawidłowego rozpoznania i leczenia" - czytamy w ich opinii.

Choć uznali, że ich błędy "znacząco opóźniły udzielenie pomocy" Krystynie P. oraz "pomniejszyły szanse lecznicze i pogorszyły rokowania", nie obciążyli ich winą za jej śmierć. Nie zrobiła tego też prokuratura - oskarżyła ich, że narazili ją na "bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia", za co grozi do 5 lat więzienia.

Lekarze (obaj pracują w szpitalu miejskim) nie przyznali się do winy. Ich obrońcy przekonują, że nie mogli rozpoznać tętniaka, bo ten gwałtownie rozwinął się później. - Gdyby był odpowiedniej wielkości, zauważyłbym go, badając nerki i pęcherz. Ale widoczny nie był - zapewniał 35-latek od USG.

Dodał, że wykonał je na własne potrzeby, bo jeszcze wtedy nie miał uprawnień. Jego młodszy kolega po fachu podkreślał zaś, że w tamtym czasie pracownia USG w miejskiej lecznicy po godz. 14 w ogóle nie dyżurowała, a krytycznego dnia w szpitalu nie było nikogo kompetentnego, kto mógł wykonać takie badanie.

Kluczowe dla rozstrzygnięcia sądu będzie prawdopodobnie przesłuchanie biegłych. Zaplanowano je na następnej rozprawie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów