Toruńscy wierni jadą autokarami do o. Maksymina
03.02.2012
, aktualizacja: 03.02.2012 16:38
Wierni ze wspólnoty "Ufność" jadą w sobotę do o. Maksymina Tandka do Gdańska. Zakonnika jednak tam nie zastaną - choć msza dla torunian była już zaplanowana, w jej terminie franciszkanin został wezwany w "pilnej sprawie" do przełożonych w Poznaniu.
O. Maksymin Tandek to były rektor toruńskiej Wyższej Szkoły Filologii Hebrajskiej, którego w grudniu władze zakonu najpierw odwołały ze stanowiska szefa uczelni, a następnie nakazały mu w natychmiastowym trybie przenieść się do Nowego Portu w Gdańsku. Decyzje prowincjała, o. Filemona Janki wzburzyły wiernych z Podgórza. Szczególnie mocno zareagowały na nie osoby - jest ich około 500 - skupione we wspólnocie "Ufność". Mimo próśb i interwencji u biskupa, by o. Tandkowi dać więcej czasu na przenosiny, przełożeni franciszkanina pozostali niewzruszeni. O. Maksymin nie dostał zgody na poprowadzenie pożegnalnej mszy. Mimo to na ostatnie spotkanie z duszpasterzem do auli WSFH przyszły tłumy ludzi. Podobnie było w dniu jego odjazdu z Torunia, kiedy wierni utworzyli szpaler przed podgórskim klasztorem. Członkowie "Ufności" postanowili, że będą kontynuować swoje środowe spotkania. Na jednym z nich - według ich relacji - w kościele zgaszono im światło.
Kiedy padł pomysł odwiedzenia o. Tandka w Gdańsku, zgłosiły się tłumy chętnych. Ostatecznie na mszę w Nowym Porcie miały jechać cztery autokary i kilka prywatnych samochodów osobowych. - Wszystko było ustalone z ojcem gwardianem z Gdańska, msza z o. Maksyminem była umówiona - opowiadają nam wierni. - W czwartek wieczorem dostaliśmy informację, że nabożeństwa nie będzie, bo o. Maksymin dokładnie na ten termin został wezwany do ojca prowincjała do Poznania. Podobno też dostał zakaz prowadzenia mszy dla nas.
- Żadnego zakazu nie było, dowiaduję się o tym od pani - mówi o. Leonard Bielecki, rzecznik prasowy prowincji franciszkanów. - Natomiast prawdą jest, że ojciec prowincjał wezwał do siebie o. Maksymina, bo jest taka pilna potrzeba.
- Jaka? - pytam.
- To sprawy zakonu, nie musimy się z tego tłumaczyć - odpowiada o. Bielecki i wskazuje, dlaczego o. Tandek musi do Poznania jechać właśnie w sobotę: - Ojciec prowincjał wizytuje w tej chwili różne klasztory, jest w rozjazdach i to jedyny dzień, kiedy może spotkać się z o. Maksyminem.
- To dziwne, bo wiemy, że kilka dni temu o. Filemon Janka był w Nowym Porcie - mówią wierni.
O. Bielecki: - Nie wiem, czy to prawda. Ale nawet jeśli, to nie wiem, czy spotkał się wówczas z o. Maksyminem.
Rzecznik prowincji zaznacza, że wierni z Torunia nie pozostaną w Gdańsku bez opieki: - Mszę odprawi o. Gracjan, który jest doświadczony w posłudze dla różnych grup charyzmatycznych i dobrze zna ten rodzaj duchowości. Przecież wartość mszy nie zależy od tego, kto ją odprawia.
Torunianie mają jednak swoje zdanie i uważają, że wezwanie ich duszpasterza akurat w tym terminie nie jest przypadkiem. Przypominają, że o. Tandek już podczas pobytu w Toruniu nie miał dobrej prasy u przełożonych. Kilkanaście miesięcy temu zabroniono mu odprawiania środowych mszy dla "Ufności". Wierni - mimo trzykrotnej interwencji u biskupa - nigdy nie otrzymali odpowiedzi, dlaczego podjęto taką decyzję. W sobotę do Gdańska wyruszą ostatecznie dwa autokary.
Kiedy padł pomysł odwiedzenia o. Tandka w Gdańsku, zgłosiły się tłumy chętnych. Ostatecznie na mszę w Nowym Porcie miały jechać cztery autokary i kilka prywatnych samochodów osobowych. - Wszystko było ustalone z ojcem gwardianem z Gdańska, msza z o. Maksyminem była umówiona - opowiadają nam wierni. - W czwartek wieczorem dostaliśmy informację, że nabożeństwa nie będzie, bo o. Maksymin dokładnie na ten termin został wezwany do ojca prowincjała do Poznania. Podobno też dostał zakaz prowadzenia mszy dla nas.
- Żadnego zakazu nie było, dowiaduję się o tym od pani - mówi o. Leonard Bielecki, rzecznik prasowy prowincji franciszkanów. - Natomiast prawdą jest, że ojciec prowincjał wezwał do siebie o. Maksymina, bo jest taka pilna potrzeba.
- Jaka? - pytam.
- To sprawy zakonu, nie musimy się z tego tłumaczyć - odpowiada o. Bielecki i wskazuje, dlaczego o. Tandek musi do Poznania jechać właśnie w sobotę: - Ojciec prowincjał wizytuje w tej chwili różne klasztory, jest w rozjazdach i to jedyny dzień, kiedy może spotkać się z o. Maksyminem.
- To dziwne, bo wiemy, że kilka dni temu o. Filemon Janka był w Nowym Porcie - mówią wierni.
O. Bielecki: - Nie wiem, czy to prawda. Ale nawet jeśli, to nie wiem, czy spotkał się wówczas z o. Maksyminem.
Rzecznik prowincji zaznacza, że wierni z Torunia nie pozostaną w Gdańsku bez opieki: - Mszę odprawi o. Gracjan, który jest doświadczony w posłudze dla różnych grup charyzmatycznych i dobrze zna ten rodzaj duchowości. Przecież wartość mszy nie zależy od tego, kto ją odprawia.
Torunianie mają jednak swoje zdanie i uważają, że wezwanie ich duszpasterza akurat w tym terminie nie jest przypadkiem. Przypominają, że o. Tandek już podczas pobytu w Toruniu nie miał dobrej prasy u przełożonych. Kilkanaście miesięcy temu zabroniono mu odprawiania środowych mszy dla "Ufności". Wierni - mimo trzykrotnej interwencji u biskupa - nigdy nie otrzymali odpowiedzi, dlaczego podjęto taką decyzję. W sobotę do Gdańska wyruszą ostatecznie dwa autokary.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Toruńscy wierni jadą autokarami do o. Maksymina
liptad
03.02.12, 19:38
Jak zwykle : "gadka szmatka", Kościół strzela sobie w stoppę ! Czekam kiedy strzeli sobie w łeb !»
-
Toruńscy wierni jadą autokarami do o. Maksymina
rts44
04.02.12, 07:28
w tym wszystkim liczy się KASA a nie wierni wyznawcy!!cały kler od dawien dawna wierzy tylko w złotego cielca i to w życiu doczesnym!!"lepsze życie po śmierci będą miały "moherowe berety " »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć