Gromy nad "Tęczą". Po kontroli w Ośrodku wniosek do prokuratury
10.09.2011
, aktualizacja: 09.09.2011 17:28
Wnioskami do prokuratury i sądu zakończyła się kontrola w ośrodku dla autystycznych dzieci "Tęcza". Dyrektorce Anicie Giersz zarzuca się m.in. fałszowanie dokumentów oraz powierzanie chorych dzieci osobom bez kwalifikacji do prowadzenia zajęć
Kontrolę w Niepublicznym Ośrodku Rewalidacyjno-Wychowawczym "Tęcza" od wielu tygodni prowadzili urzędnicy marszałka oraz Państwowa Inspekcja Pracy. Pierwsi pojawili się w placówce, gdyż to Urząd Marszałkowski przyznał "Tęczy" ponad milion zł dotacji z unijnych funduszy na prowadzenie - obok zajęć dla dzieci w wieku szkolnym, na które przysługuje subwencja oświatowa (3,7 tys. zł miesięcznie) - przedszkola dla autystycznych dzieci. Kiedy do urzędu zaczęły docierać doniesienia o nieprawidłowościach, ten wysłał do Ośrodka kontrolerów.
- Nie mieliśmy jeszcze przypadku, w którym skala uchybień byłaby tak duża - mówiła w czerwcu br. Beata Krzemińska, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego.
Przyznała też, że urzędnicy, natrafiwszy na nieprawidłowości związane z organizacją pracy, zawiadomili Państwową Inspekcję Pracy. W "Tęczy" pojawili się więc kolejni kontrolerzy. Ich praca zakończyła się wysłaniem do szefowej Ośrodka protokołu, wyszczególniającego 25 wniosków pokontrolnych. Niektóre z wypunktowanych nieprawidłowości wymagają jednak dalszego postępowania.
- Skierowaliśmy do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na prowadzeniu przez Ośrodek podwójnej dokumentacji - mówi Katarzyna Pietraszak, rzeczniczka Okręgowego Inspektoratu w Bydgoszczy. - Jedna pokazywała stan faktyczny w placówce, druga była przeznaczona dla urzędników.
Oprócz tego PIP skierowała też do sądu wniosek o ukaranie szefostwa "Tęczy" za dopuszczenie do pracy terapeutów nieposiadających aktualnych badań lekarskich oraz niepłacenie za delegacje pracowników, kiedy ci jeździli do domu wychowanków. Na liście zarzutów jest też niepłacenie nadgodzin i nieprzestrzeganie prawa pracowników do 15-minutowej przerwy w ciągu dnia.
Najbardziej kontrowersyjnym odkryciem kontrolerów z Inspekcji Pracy wydaje się jednak być fakt, że zajęcia z autystycznymi dziećmi prowadziły osoby bez odpowiednich kwalifikacji. Dotknięte autyzmem kilkulatki wymagają szczególnej opieki. Autyzm jest przypadłością, którą w wielu przypadkach drogą żmudnych ćwiczeń można opanować na tyle, by nadmiernie nie przeszkadzała w codziennym życiu. Ze względu na złożoność choroby oraz niejednokrotnie towarzyszące jej inne schorzenia, warunkiem jest fachowe prowadzenie zajęć, pozwalających na wielokierunkowy rozwój dziecka. O braku odpowiednich kadr w czerwcu mówiła "Gazecie" zaniepokojona matka jednego z wychowanków "Tęczy". Tą sprawą bliżej zajmie się zawiadomione przez PIP kujawsko-pomorskie kuratorium oświaty.
Rodzice dzieci uczęszczających do "Tęczy" wskazywali też, że mimo czesnego, subwencji oświatowej oraz dużych pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego, w Ośrodku ciągle proszono ich o dodatkowe zakupy:
- Z własnej kieszeni trzeba było kupować przybory szkolne, należało też szykować dzieciom posiłki, których nie zapewniano w placówce - opowiadali.
Już w czerwcu Krzemińska zapowiadała, że wobec ogromu nieprawidłowości dla "Tęczy" sprawa prawdopodobnie skończy się koniecznością oddania dotacji. Najpierw jednak urzędnicy muszą formalnie zamknąć kontrolę. A to się przedłuża, bo szefowa Ośrodka Anita Giersz właśnie odmówiła podpisania protokołu pokontrolnego, w którym wyszczególniono wykryte błędy. Teraz urzędnicy mogą uwzględnić uwagi dyrektor "Tęczy" i nanieść je do drugiej wersji protokołu lub pozostawić go bez zmian, czyli odrzucić obiekcje. W jednym i drugim przypadku dokument wraca do Ośrodka. Jeśli dyrektorka powtórnie go nie podpisze, nie wiąże Urzędowi rąk, ma on tylko obowiązek umieścić informację o odmowie w protokole. Do czasu zakończenia procedury Urząd nie może udzielić informacji na temat konkretnych zarzutów pod adresem szefostwa "Tęczy".
Wiadomo, że funkcjonowanie placówki pod lupę wziął też magistracki wydział edukacji, którego zadaniem było przekazywanie subwencji oświatowej.
Anita Giersz, która w czerwcu obiecywała ustosunkować się do całej sprawy, nadal nie udzieliła komentarza: - Na pewno nie skomentuję tego teraz i na pewno nie przez telefon - mówi dyrektor "Tęczy". - Jestem w szpitalu i nie mogę rozmawiać. Zapraszam na rozmowę w przyszłym tygodniu.
Skandal wokół Ośrodka oznacza problemy dla jego wychowanków i ich rodziców. O ile bowiem w mieście są oddziały szkolne dla autystycznych dzieci, o tyle jest kłopot z dostępem do terapii dzieci w wieku przedszkolnym.
KOMENTARZ
Dobrze, że kontrole w "Tęczy" przebiegają sprawnie i cała sprawa zmierza ku wyjaśnieniu. Chodzi bowiem o dzieci, w dodatku te, które potrzebują najwięcej troski. O tym, na ile poważne były uchybienia ze strony dyrekcji rozstrzygnie prokuratura. Niemniej już dziś - po wnioskach Państwowej Inspekcji Pracy - widać, że Ośrodek nie funkcjonował prawidłowo. Płynie z tego nauka dla urzędników, że rękę na pulsie i czujność należy zachować nawet gdy placówka prowadzi działalność pod sztandarami pomocy najbardziej potrzebującym. Łopoczący sztandar nie powinien zasłaniać nikomu oczu.
- Nie mieliśmy jeszcze przypadku, w którym skala uchybień byłaby tak duża - mówiła w czerwcu br. Beata Krzemińska, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego.
Przyznała też, że urzędnicy, natrafiwszy na nieprawidłowości związane z organizacją pracy, zawiadomili Państwową Inspekcję Pracy. W "Tęczy" pojawili się więc kolejni kontrolerzy. Ich praca zakończyła się wysłaniem do szefowej Ośrodka protokołu, wyszczególniającego 25 wniosków pokontrolnych. Niektóre z wypunktowanych nieprawidłowości wymagają jednak dalszego postępowania.
- Skierowaliśmy do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na prowadzeniu przez Ośrodek podwójnej dokumentacji - mówi Katarzyna Pietraszak, rzeczniczka Okręgowego Inspektoratu w Bydgoszczy. - Jedna pokazywała stan faktyczny w placówce, druga była przeznaczona dla urzędników.
Oprócz tego PIP skierowała też do sądu wniosek o ukaranie szefostwa "Tęczy" za dopuszczenie do pracy terapeutów nieposiadających aktualnych badań lekarskich oraz niepłacenie za delegacje pracowników, kiedy ci jeździli do domu wychowanków. Na liście zarzutów jest też niepłacenie nadgodzin i nieprzestrzeganie prawa pracowników do 15-minutowej przerwy w ciągu dnia.
Najbardziej kontrowersyjnym odkryciem kontrolerów z Inspekcji Pracy wydaje się jednak być fakt, że zajęcia z autystycznymi dziećmi prowadziły osoby bez odpowiednich kwalifikacji. Dotknięte autyzmem kilkulatki wymagają szczególnej opieki. Autyzm jest przypadłością, którą w wielu przypadkach drogą żmudnych ćwiczeń można opanować na tyle, by nadmiernie nie przeszkadzała w codziennym życiu. Ze względu na złożoność choroby oraz niejednokrotnie towarzyszące jej inne schorzenia, warunkiem jest fachowe prowadzenie zajęć, pozwalających na wielokierunkowy rozwój dziecka. O braku odpowiednich kadr w czerwcu mówiła "Gazecie" zaniepokojona matka jednego z wychowanków "Tęczy". Tą sprawą bliżej zajmie się zawiadomione przez PIP kujawsko-pomorskie kuratorium oświaty.
Rodzice dzieci uczęszczających do "Tęczy" wskazywali też, że mimo czesnego, subwencji oświatowej oraz dużych pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego, w Ośrodku ciągle proszono ich o dodatkowe zakupy:
- Z własnej kieszeni trzeba było kupować przybory szkolne, należało też szykować dzieciom posiłki, których nie zapewniano w placówce - opowiadali.
Już w czerwcu Krzemińska zapowiadała, że wobec ogromu nieprawidłowości dla "Tęczy" sprawa prawdopodobnie skończy się koniecznością oddania dotacji. Najpierw jednak urzędnicy muszą formalnie zamknąć kontrolę. A to się przedłuża, bo szefowa Ośrodka Anita Giersz właśnie odmówiła podpisania protokołu pokontrolnego, w którym wyszczególniono wykryte błędy. Teraz urzędnicy mogą uwzględnić uwagi dyrektor "Tęczy" i nanieść je do drugiej wersji protokołu lub pozostawić go bez zmian, czyli odrzucić obiekcje. W jednym i drugim przypadku dokument wraca do Ośrodka. Jeśli dyrektorka powtórnie go nie podpisze, nie wiąże Urzędowi rąk, ma on tylko obowiązek umieścić informację o odmowie w protokole. Do czasu zakończenia procedury Urząd nie może udzielić informacji na temat konkretnych zarzutów pod adresem szefostwa "Tęczy".
Wiadomo, że funkcjonowanie placówki pod lupę wziął też magistracki wydział edukacji, którego zadaniem było przekazywanie subwencji oświatowej.
Anita Giersz, która w czerwcu obiecywała ustosunkować się do całej sprawy, nadal nie udzieliła komentarza: - Na pewno nie skomentuję tego teraz i na pewno nie przez telefon - mówi dyrektor "Tęczy". - Jestem w szpitalu i nie mogę rozmawiać. Zapraszam na rozmowę w przyszłym tygodniu.
Skandal wokół Ośrodka oznacza problemy dla jego wychowanków i ich rodziców. O ile bowiem w mieście są oddziały szkolne dla autystycznych dzieci, o tyle jest kłopot z dostępem do terapii dzieci w wieku przedszkolnym.
KOMENTARZ
Dobrze, że kontrole w "Tęczy" przebiegają sprawnie i cała sprawa zmierza ku wyjaśnieniu. Chodzi bowiem o dzieci, w dodatku te, które potrzebują najwięcej troski. O tym, na ile poważne były uchybienia ze strony dyrekcji rozstrzygnie prokuratura. Niemniej już dziś - po wnioskach Państwowej Inspekcji Pracy - widać, że Ośrodek nie funkcjonował prawidłowo. Płynie z tego nauka dla urzędników, że rękę na pulsie i czujność należy zachować nawet gdy placówka prowadzi działalność pod sztandarami pomocy najbardziej potrzebującym. Łopoczący sztandar nie powinien zasłaniać nikomu oczu.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień


