Andersen prawie pewny. Brakujące ogniwo mistrzów?
20.11.2009
, aktualizacja: 20.11.2009 11:33
Chciała go większość klubów Speedway Ekstraligi, ale trafić ma do Torunia. Hans Andersen może okazać się tym elementem drużyny, którego Unibaksowi zabrakło kilka tygodni temu w finale rozgrywek.
ZOBACZ TAKŻE
- Liga mocna jak nigdy. Ale zagrożona (22-11-09, 20:08)
- Andersen chce wrócić. Dać mu szansę? (17-11-09, 17:00)
- Jak Andersen szybko zmienił zdanie o Toruniu (02-09-09, 11:00)
- Andersen się wygadał - chce wrócić do Torunia! (01-09-09, 10:55)
- Analiza: Unibax bez Andersena będzie słabszy? (06-01-09, 02:00)
- Unibax rezygnuje z Andersena. Prezes potwierdza (04-01-09, 20:56)
- Dwugłos w Unibaksie. Co z Andersenem? (30-12-08, 12:55)
SONDAŻ
Angaż Duńczyka nie jest oficjalny - Unibax nie potwierdza planów podpisania kontraktu z Andersenem - ale w środowisku żużlowym mówi się, że kluby zainteresowane nim wcześniej, już nawet nie kontynuują negocjacji.
Duńczyk niedawno w kilku wywiadach niczym robot mówił ciągle to samo: że chciałby koniecznie wrócić do Torunia. To efekt doświadczenia z poprzedniego sezonu - w gdańskim Lotosie były problemy z wyegzekwowaniem kontraktu. Rok wcześniej w Unibaksie - nie było żadnych. Jeśli mecz rozgrywano w niedzielę, w środę na koncie Andersena był zaksięgowany przelew. W razie niezłego spotkania, Duńczyk zarabiał kilkanaście tys. zł. Kilka miesięcy temu w jednym ze skandynawskich dzienników narzekał, że od Lotosu czeka jeszcze na ok. 200 tys. zł.
Kiedy Unibax podpisze umowę z Andersenem, personalnie będzie najmocniejszym zespołem Ekstraligi. Dotychczas jego jedynym problemem była dziura w składzie - taką okazywał się Robert Kościecha. Kiedy w finale rozgrywek torunianie zdobyli srebro, pytany o powód porażki Chris Holder nie miał wątpliwości. - Cóż, przegraliśmy przez człowieka z nr 10 - mówił wtedy dziennikarzom. Z nr 10 startował Kościecha.
Andersen dziś jest postrzegany jako żużlowiec niespełniony - częściej zawodzący, niż pozytywnie zaskakujący. Składa się na to sezon 2008, kiedy startował w Unibaksie, ale jego wyniki były przeciętne oraz ostatnie rozgrywki, w których równie nijako prezentował się w Lotosie. Ale w Toruniu miałby mieć teraz zupełnie inną rolę, niż w minionych latach. Zwykle oczekiwano od niego kilkunastu punktów w meczu, wypełniania roli lidera - z takim obciążeniem Andersen sobie nie radził. Teraz Unibax szuka żużlowca pewnego, stabilnego i dającego wsparcie na poziomie 6-9 punktów w meczu. Dokładnie takiego, jakiego zabrakło ostatnio w finale.
Andersen, uosobienie żużlowej stabilnej przeciętności - zawodnik bez meczów perfekcyjnych, ale i w przeciwieństwie do Kościechy gwarantujący zdobywanie przynajmniej kilku punktów w meczu - byłby dla Unibaksu idealnym rozwiązaniem pod jednym warunkiem: rozsądnego kontraktu. Zwykle oczekiwał ryczałtu - tak było w Gdańsku - a o wypłacie motywacyjnej nawet nie chciał słyszeć. To doprowadziło w jego przypadku do sporych pieniędzy nad morzem - ale wirtualnych. Nieoficjalnie mówi się, że teraz Andersen zmienił swoje podejście i jest skłonny podpisać umowę tradycyjną - zależną w całości od wyników osiąganych na torze. Tylko takie kontrakty oferuje Unibax.
Oficjalnie kluby mogą podpisywać umowy z nowymi zawodnikami od 1. grudnia.
Duńczyk niedawno w kilku wywiadach niczym robot mówił ciągle to samo: że chciałby koniecznie wrócić do Torunia. To efekt doświadczenia z poprzedniego sezonu - w gdańskim Lotosie były problemy z wyegzekwowaniem kontraktu. Rok wcześniej w Unibaksie - nie było żadnych. Jeśli mecz rozgrywano w niedzielę, w środę na koncie Andersena był zaksięgowany przelew. W razie niezłego spotkania, Duńczyk zarabiał kilkanaście tys. zł. Kilka miesięcy temu w jednym ze skandynawskich dzienników narzekał, że od Lotosu czeka jeszcze na ok. 200 tys. zł.
Kiedy Unibax podpisze umowę z Andersenem, personalnie będzie najmocniejszym zespołem Ekstraligi. Dotychczas jego jedynym problemem była dziura w składzie - taką okazywał się Robert Kościecha. Kiedy w finale rozgrywek torunianie zdobyli srebro, pytany o powód porażki Chris Holder nie miał wątpliwości. - Cóż, przegraliśmy przez człowieka z nr 10 - mówił wtedy dziennikarzom. Z nr 10 startował Kościecha.
Andersen dziś jest postrzegany jako żużlowiec niespełniony - częściej zawodzący, niż pozytywnie zaskakujący. Składa się na to sezon 2008, kiedy startował w Unibaksie, ale jego wyniki były przeciętne oraz ostatnie rozgrywki, w których równie nijako prezentował się w Lotosie. Ale w Toruniu miałby mieć teraz zupełnie inną rolę, niż w minionych latach. Zwykle oczekiwano od niego kilkunastu punktów w meczu, wypełniania roli lidera - z takim obciążeniem Andersen sobie nie radził. Teraz Unibax szuka żużlowca pewnego, stabilnego i dającego wsparcie na poziomie 6-9 punktów w meczu. Dokładnie takiego, jakiego zabrakło ostatnio w finale.
Andersen, uosobienie żużlowej stabilnej przeciętności - zawodnik bez meczów perfekcyjnych, ale i w przeciwieństwie do Kościechy gwarantujący zdobywanie przynajmniej kilku punktów w meczu - byłby dla Unibaksu idealnym rozwiązaniem pod jednym warunkiem: rozsądnego kontraktu. Zwykle oczekiwał ryczałtu - tak było w Gdańsku - a o wypłacie motywacyjnej nawet nie chciał słyszeć. To doprowadziło w jego przypadku do sporych pieniędzy nad morzem - ale wirtualnych. Nieoficjalnie mówi się, że teraz Andersen zmienił swoje podejście i jest skłonny podpisać umowę tradycyjną - zależną w całości od wyników osiąganych na torze. Tylko takie kontrakty oferuje Unibax.
Oficjalnie kluby mogą podpisywać umowy z nowymi zawodnikami od 1. grudnia.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Andersen prawie pewny. Brakujące ogniwo mistrzów?
szpicbar
20.11.09, 13:09
I dobrze. Niech Hans ma druga szansę..Te 6-9 pkt. powinien zrobić. Z Gdanskiemmiał 2 wpadki: w Czewie i ZG.(2+3pkt)..Na wyjazdach robil po 7pkt. W domu10-12pkt. Czyli spełnia oczekiwania! I »
Najczęściej czytane24 htydzień





