GP w Toruniu? Bydgoszcz się nie boi
18.09.2009
, aktualizacja: 18.09.2009 14:04
Toruń nie będzie żadnym konkurentem dla nas pod względem Grand Prix. Nie widzę w nim wroga, ani kogoś, kto nam odbierze kibiców - mówi Leszek Tillinger, szef żużlowców Polonii i organizator cyklu w Bydgoszczy.
ZOBACZ TAKŻE
- Jarosław Hampel w GP 2010! (19-09-09, 08:22)
RAPORTY
W 2001 r. Ryszard Czarnecki - teraz europoseł z Pomorza i Kujaw, a wtedy prezes zawodników WTS Wrocław - w "Tygodniku Żużlowym" powiedział o polskich aspiracjach do organizacji GP: "Swoistym paradoksem, który ujawnia się przy negocjacjach, jest to, że nasza siła okazuje się naszą słabością. Mówię o popularności żużla w kraju. Oni [BSI - angielska firma, która ma prawa do żużlowego Grand Prix] wiedzą, że kibice w Polsce na GP przyjdą w liczbie nieosiągalnej dla innych organizatorów cyklu, więc powiadają: "Wy możecie dać więcej”.
I właśnie pieniądze są w Grand Prix najważniejsze. Trzeba mieć ich dużo - bez tego nie ma szans na licytację z konkurentami. Ale - jak pokazuje przykład Bydgoszczy - nieźle się na tym zarabia.
Tillinger, który od lat zajmuje się GP, już na początku rozmowy mówi: - Uprzedzam, że nie zdradzę żadnych, nawet najmniejszych szczegółów. Pieniądze to nasza sprawa. I indywidualnie negocjowana przez każdego chętnego.
I podobna odpowiedź jest przy większości pytań o to, czy Bydgoszcz zarabia na organizacji GP, w której specjalizuje się od dekady. Tillinger za każdym razem: - Tajemnica handlowa.
Wszystko co związane jest z pieniędzmi w rywalizacji najlepszych żużlowców świata ma wręcz status ściśle tajne/poufne. Ale nieoficjalnie wiadomo, że Grand Prix w Bydgoszczy organizatorom zawsze opłaca się. I to bardzo.
Jeszcze dziesięć lat temu można było - po odliczeniu wszystkich kosztów - zarobić na turnieju nawet milion zł! Wystarczał do tego komplet widzów na trybunach, pieniądze od sponsorów reklamujących się na stadionie i stosunkowo niewielkie - w porównaniu do dzisiejszych czasów - koszty organizacji imprezy.
Dziś zysk netto się zmniejsza, ale i tak ciągle jest spory - to co roku według analiz "Gazety" ok. 500-600 tys. zł. Polonia, jako organizator imprezy, z łatwością może umieszczać zyski z zawodów w prognozowanym budżecie, z którego utrzymywana jest działalność klubu i drużyny.
Jakie są wydatki? Niemałe. Ale pozwalające na korzyści mimo coraz wyższych oczekiwań BSI. Koszty organizacji i corocznej kwoty licencyjnej, jaką trzeba zapłacić angielskiej firmie to ok. 1,5 mln zł na turniej.
Za miesiąc Bydgoszcz 13. raz będzie areną turnieju Grand Prix. Ceny biletów sa już ustalone i nie zmieniają się w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wejściówka na trybunę A ma kosztować 170 zł, bilet normalny na trybunę B - 90 (ulgowy - 60). Na najlepsze miejsca naprzeciwko startu - aż 500 zł. Zwykle nie ma problemów ze sprzedażą kompletu biletów.
Jak ewentualne dwa turnieje Grand Prix na Pomorzu wpłyną na finanse kibiców żużlowych? Tillinger: - Nie widzę problemu. Myślę, że na Grand Prix chodzą osoby, które są w stanie znaleźć pieniądze i na turniej w Toruniu, i w Bydgoszczy. Tym bardziej, że prawdopodobnie ułożyłoby się to tak, iż na początku sezonu byłyby zawody w Lesznie. W połowie - w Toruniu. I dopiero ostatni turniej w Bydgoszczy.
I właśnie pieniądze są w Grand Prix najważniejsze. Trzeba mieć ich dużo - bez tego nie ma szans na licytację z konkurentami. Ale - jak pokazuje przykład Bydgoszczy - nieźle się na tym zarabia.
Tillinger, który od lat zajmuje się GP, już na początku rozmowy mówi: - Uprzedzam, że nie zdradzę żadnych, nawet najmniejszych szczegółów. Pieniądze to nasza sprawa. I indywidualnie negocjowana przez każdego chętnego.
I podobna odpowiedź jest przy większości pytań o to, czy Bydgoszcz zarabia na organizacji GP, w której specjalizuje się od dekady. Tillinger za każdym razem: - Tajemnica handlowa.
Wszystko co związane jest z pieniędzmi w rywalizacji najlepszych żużlowców świata ma wręcz status ściśle tajne/poufne. Ale nieoficjalnie wiadomo, że Grand Prix w Bydgoszczy organizatorom zawsze opłaca się. I to bardzo.
Jeszcze dziesięć lat temu można było - po odliczeniu wszystkich kosztów - zarobić na turnieju nawet milion zł! Wystarczał do tego komplet widzów na trybunach, pieniądze od sponsorów reklamujących się na stadionie i stosunkowo niewielkie - w porównaniu do dzisiejszych czasów - koszty organizacji imprezy.
Dziś zysk netto się zmniejsza, ale i tak ciągle jest spory - to co roku według analiz "Gazety" ok. 500-600 tys. zł. Polonia, jako organizator imprezy, z łatwością może umieszczać zyski z zawodów w prognozowanym budżecie, z którego utrzymywana jest działalność klubu i drużyny.
Jakie są wydatki? Niemałe. Ale pozwalające na korzyści mimo coraz wyższych oczekiwań BSI. Koszty organizacji i corocznej kwoty licencyjnej, jaką trzeba zapłacić angielskiej firmie to ok. 1,5 mln zł na turniej.
Za miesiąc Bydgoszcz 13. raz będzie areną turnieju Grand Prix. Ceny biletów sa już ustalone i nie zmieniają się w porównaniu z ubiegłym rokiem. Wejściówka na trybunę A ma kosztować 170 zł, bilet normalny na trybunę B - 90 (ulgowy - 60). Na najlepsze miejsca naprzeciwko startu - aż 500 zł. Zwykle nie ma problemów ze sprzedażą kompletu biletów.
Jak ewentualne dwa turnieje Grand Prix na Pomorzu wpłyną na finanse kibiców żużlowych? Tillinger: - Nie widzę problemu. Myślę, że na Grand Prix chodzą osoby, które są w stanie znaleźć pieniądze i na turniej w Toruniu, i w Bydgoszczy. Tym bardziej, że prawdopodobnie ułożyłoby się to tak, iż na początku sezonu byłyby zawody w Lesznie. W połowie - w Toruniu. I dopiero ostatni turniej w Bydgoszczy.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
GP w Toruniu? Bydgoszcz się nie boi
jacek-jacenty
18.09.09, 19:36
Stadion nasz zajefany jest, ale tak z 10-15 tysięcy za mało jest miejsc!A przecież od początku było wiadomo, że taki stadion, no to i na GP jest opcja!»
Najczęściej czytane24 htydzień




