Unibax niczym Rzym, Włókniarz jak Pyrrus?

r
08.09.2009 , aktualizacja: 07.09.2009 13:38
A A A Drukuj
Żeby Unibax nie awansował do finału Ekstraligi po niezłym wyniku w Częstochowie, w niedzielę musiałby rozegrać najgorszy mecz w sezonie na swoim torze. Czy szykują się jeszcze jedne derby - wyjątkowe i o złoto? Prezes torunian: - Spokojnie. Nie jesteśmy w finale.
Teraz to częstochowianie są pod ścianą
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Teraz to częstochowianie są pod ścianą
Jednak jeśli w niedzielę nie wydarzy się nic zaskakującego, to tegoroczny finał może być wyjątkowy, bo toruńsko-bydgoski. O ile w Zielonej Górze liderzy Polonii - nawet korzystając z rezerwy taktycznej - nie zawiodą i nie pozwolą Falubazowi na wypracowanie przewagi wyższej niż 10 punktów, bydgoszczanie sensacyjnie awansują do czołowej dwójki ligi. A to samo może czekać Unibax.

Sytuacja po niedzielnym spotkaniu, kiedy zawodnicy z Torunia mimo porażki wręcz świętowali i zadowoleni gratulowali sobie dobrze wykonanej pracy, a Robert Kościecha uśmiechał się w wywiadzie telewizyjnym niczym gwiazda Hollywood, nie jest przypadkiem. I mówi równie wiele, jak urzędowy optymizm częstochowian, którzy cieszyli się z 2-punktowego zwycięstwa, ale jakby tylko po to, by nie robić złego wrażenia. Więcej mówiły zdziwione twarze Nicki Pedersena i Grega Hancocka ze zdumieniem mówiących trenerowi Grzegorzowi Dzikowskiemu, że tor wcale nie jest taki, na jaki się w częstochowskiej ekipie umawiano.

Włókniarz wygrał, bo Pedersen jeździł znów niczym żużlowiec z innej planety. Ale to pyrrusowe zwycięstwo. W II w p.n.e. król Epiru Pyrrus toczył wojnę z Rzymem. Wygrał ważną bitwę pod Ausculum, ale stracił w niej tak wielu żołnierzy, że w wojnie z potęgą nie miał już szans.

I podobnie jest w rywalizacji częstochowsko-toruńskiej. Włókniarz wygrał, ale co z tego? Nie wypracował takiej przewagi, która oznaczałaby spokój na Motoarenie. Dla Unibaksu planem minimum było zdobycie 40 punktów - udało się zrobić 10 proc. więcej. W perspektywie rewanżu właśnie cztery punkty ponad miarę mogą zadecydować o remisie w wygranych bitwach, ale zwycięskiej całej wojnie.

Unibax w tym sezonie jeszcze ani razu nie przegrał na swoim stadionie. Więc i w niedzielę będzie faworytem. Statystycznie też powinien pokonać Włókniarza wystarczająco wysoko, by zapewnić sobie sukces - żadnej drużynie na Motoarenie nie udało się zdobyć więcej niż 42 punkty. Taki wynik w częstochowian będzie oznaczał awans gospodarzy.

Wystarczy, by Unibax jechał nawet na nieco niższym poziomie niż w maju, kiedy wygrał aż 53:37. Na Motoarenie przeciętnie jechał wtedy Nicki Pedersen (12 pkt.), źle Greg Hancock (8), a koszmarnie Michał Szczepaniak i Sławomir Drabik (wspólnie 1 punkt w pięciu biegach). Ale wtedy wśród częstochowian nie było Tomasza Gapińskiego, który teraz może okazać się zawodnikiem robiącym różnicę w możliwościach Włókniarza. Nawet, mimo że Motoareny nie zna.

Poza tym częstochowianie to zespół nieobliczalny. W lipcu ub. roku częstochowianie zaszokowali Toruń wygrywając 59:34. A przecież składy obu ekip były bardzo zbliżone do tych, które będą w niedzielę - we Włókniarzu jeździł rok temu Sebastian Ułamek, W Unibaksie - Hans Andersen.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy