Inwestycja za 2,5 mld z Chińczykami czy Finami

Tomasz Ciechoński
2011-05-24 , aktualizacja: 23.05.2011 17:22
A A A Drukuj
Energa projektuje nową tamę na Wiśle i rozmawia z zagranicznymi inwestorami strategicznymi o finansowaniu inwestycji. Najbardziej obawia się bojów z ekologami. Obiekt za 2,5 mld zł może być gotowy w 2017 lub 2018 r.
Tama we Włocławku
Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta
Tama we Włocławku
Informację o przygotowaniach do budowy tamy z hydroelektrownią w rejonie Ciechocinka i Nieszawy (dokładną lokalizację poznamy najpewniej w czerwcu) sejmikowi województwa przedstawił wczoraj Jacek Szubstarski, pełnomocnik zarządu Energi ds. budowy elektrowni wodnej na Wiśle. Radni przy okazji jednogłośnie przyjęli stanowisko popierające inwestycję. Wcześniej licytowali się, kto i na forach jakich gremiów już swoje poparcie wyrażał. Silvana Oczkowska (PSL) obliczyła, że to już dziesiąte takie stanowisko, licząc od 1999 r.

- Tracę nadzieję, że to wszystko się spełni - narzekał Stanisław Pawlak (SLD).

Szubstarski przekonywał, że projektowanie zapowiadanej od lat inwestycji jest już na półmetku.

- Głównym ryzykiem jest sprzeciw środowisk ekologicznych - mówił.

Tama jest popierana przez polityków i samorządowców różnych opcji, którzy obawiają się katastrofy istniejącej zapory we Włocławku i postulują, aby ją odciążyć. Niektóre organizacje ekologiczne straszą z kolei, że nowa tama naruszy chroniony obszar Natura 2000. Uważają, że obecny stopień wodny można po prostu wyłączyć z użytkowania, albo go wyremontować i odciążyć progiem piętrzącym.

Organizacje ekologiczne będą mogły zgłaszać swoje wątpliwości podczas konsultacji społecznych w sprawie tamy. Szubstarski prognozuje, że spór może dojść nawet do Komisji Europejskiej. Energa chce się powoływać na to, że zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańców przez budowę nowej tamy jest "nadrzędnym interesem publicznym". Jeśli urzędnicy to zdanie podzielą, będzie można naruszyć obszar Natura 2000 - inwestor liczy, że zgodę dostanie już w 2012 r. Jeżeli się uda, tama będzie gotowa w roku 2017 albo 2018.

Pełnomocnik inwestora nie wyklucza jednak kompromisu z ekologami bez angażowania najwyższych instytucji na kontynencie. Niedawno Energa robiła laserowe zdjęcia obszaru, na którym tama miałaby powstać, co dało jej wiedzę o każdym drzewie.

- Trwają badania i nie chcemy występować z niepełnymi materiałami - mówi "Gazecie" Szubstarski.

Energa kontaktuje się z zagranicznymi firmami w sprawie wspólnego finansowania inwestycji, liczy też na ich know-how. Bez inwestora będzie musiała budować na kredyt. Koszt nowego stopnia wodnego to aż 2,5 mld zł. Potencjalni partnerzy Energi to: China Gezhouba Group Corporation, chińska firma, która budowała największe tamy na rzece Jangcy, francuski gigant energetyczny GdF Suez oraz wywodzący się z Finlandii koncern Fortum.

- Rozmowy są na etapie wstępnym, do czasu powstania studium wykonalności wszyscy są bardzo ostrożni. To przedsięwzięcie nie jest bardzo opłacalne biznesowo - zaznaczał na sesji Szubstarski.

Inwestor chce starać się też o środki publiczne argumentując, że tama zwiększy bezpieczeństwo i będzie mogła służyć jako most drogowy. Pełnomocnik tłumaczy, że ochrona mieszkańców i zapewnienie im dróg to zadania państwa i samorządu, a nie spółki energetycznej: - Dobrym przykładem jest most. Samorząd dorzuci się trochę, a wyjdzie mu dużo taniej, niż gdyby budował cały most od nowa.

tomasz.ciechonski@torun.agora.pl

Podziel się

  • 24 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy