Podziału unijnych dotacji uczą się na błędach

Tomasz Ciechoński
2011-05-20 , aktualizacja: 19.05.2011 17:16
A A A Drukuj
Marszałek województwa Piotr Całbecki podsumował realizację Regionalnego Programu Operacyjnego, w ramach którego Bruksela przeznaczyła na nasz region 3,7 mld zł. Prawie 75 proc. tych pieniędzy udało się już rozdysponować. Ale marszałek przyznał: - Mieliśmy pasmo kilka bardzo gorzkich lekcji
Piotr Całbecki
Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta
Piotr Całbecki
Każde województwo ma swój regionalny program operacyjny, czyli pulę środków z Unii Europejskiej do wydania w latach 2007-2013, dzięki którym regiony mają się rozwijać. Kujawsko-Pomorskie dostało z Brukseli na swój RPO 951 mln euro (3,7 mld zł). Pieniądze trafiają do samorządów, m.in. na drogi i inne inwestycje komunalne, oraz do przedsiębiorców, którzy mogą dzięki nim kupić maszyny, rozszerzyć zakres działalności lub wypromować swoje produkty.

Dotacje rozdziela Urząd Marszałkowski. W czwartek podsumował dotychczasowe dokonania. Do tej pory głównie organizował konkursy o pieniądze - było ich w sumie 65 - i podpisywał umowy z beneficjentami. W ten sposób zagospodarował już 2,8 mld zł, czyli prawie 75 proc. dostępnych środków. Jednak samo podpisanie umowy nie oznacza jeszcze wypłaty pieniędzy. Wcześniej urząd musi zbadać, jak beneficjent radzi sobie z projektem, na który uzyskał wsparcie. Faktycznie wydano do tej pory nieco ponad miliard złotych. - To ok. 28 proc. środków, które mamy w programie - relacjonowała Kamila Radziecka, dyrektor departamentu wdrażania RPO w Urzędzie Marszałkowskim.

Według danych departamentu z 5 maja br., zagospodarowano już 97 proc. pieniędzy przeznaczonych na infrastrukturę techniczną. Kasa poszła np. na 213 projektów drogowych. Z drugiej strony nadal mamy jeszcze dużą pulę do wydania na rewitalizację. Jak dotąd Urząd Marszałkowski rozdysponował 59 proc. dostępnych środków na rewitalizację 60 dzielnic kujawsko-pomorskich miast i na adaptację na nowe cele pięciu terenów powojskowych i poprzemysłowych.

Po przedstawieniu statystyk głos zabrał marszałek województwa Piotr Całbecki. Podkreślił, że jeśli chodzi o wydawanie unijnych funduszy, jesteśmy siódmym miejscu w kraju na 16 województw, udało nam się też zdobyć dodatkowe 36,4 mln euro z krajowej rezerwy wykonania. Te pieniądze to nagroda dla województw, które najlepiej radzą sobie z rozdzielaniem unijnych dotacji. Ale marszałek mówił też o porażkach.

- Osobiście mam sobie dużo do zarzucenia, jeśli chodzi o politykę wdrażania środków dla przedsiębiorców - przyznał Całbecki. - Mieliśmy pasmo kilku bardzo gorzkich lekcji i dla nas, i dla samych przedsiębiorców.

Problem był na przykład z ustalaniem, kto może ubiegać się o dotację. Urząd Marszałkowski dopuszczał do konkursów szerokie grono potencjalnych beneficjentów. Doszło do tego, że np. o unijne pieniądze na wzmocnienie konkurencyjności przedsiębiorstw wpłynęło aż 619 wniosków. Po sprawdzeniu kryteriów formalnych 379 zakwalifikowano do dalszej oceny. Ostatecznie eksperci wytypowali 175 projektów, które zasługują na dotacje. Środków - ok. 123 mln zł - starczyło jednak tylko dla 20 z nich. A to oznacza, że 155 firm napisało dobry wniosek i poniosły koszty z tym związane, ale pieniądze przeszły im koło nosa. - To nie powinno się zdarzyć - twierdzi marszałek. - Powinniśmy zawęzić konkurs dla precyzyjnie określonej grupy przedsiębiorców.

W innym konkursie beneficjenci nie dołączyli do wniosków ważnych dokumentów. Nie musieli, bo nikt w urzędzie się o to nie upominał, co wykazała kontrola. Efekt? - Stu beneficjentów musi dostarczyć pliki dokumentów w sprawie, która wydawała się już załatwiona - mówił Całbecki.

Urząd Marszałkowski starał się uprościć procedury, aby szybciej wypłacać pieniądze. Niekiedy wychodziło wręcz odwrotnie. Na przykład, gdy podział środków budził wątpliwości, trzeba było robić dodatkowe kontrole, przez co konkursy się wydłużały.

Problemy pojawiały się także już po ocenie wniosków. Całbecki: - Za jakieś uchybienie proceduralne, np. w postępowaniu przetargowym, jesteśmy zobowiązani naliczyć beneficjentowi korektę. Wtedy zaczyna się wojna o to, dlaczego nagle obcinamy dofinansowanie. Dla mnie jest zrozumiałe, że jeżeli ktoś już dostał dotację, to chce ją skonsumować do końca.

Niekiedy spory z beneficjentami kończą się w sądzie. - Czasami wygrywamy, czasami przegrywamy - przyznał marszałek.

Urząd nie ma za to zastrzeżeń do współpracy z samorządami, które korzystają z unijnego wsparcia. Nie zdarzyły się jeszcze poważniejsze problemy z inwestycjami komunalnymi dotowanymi z RPO. - Pojedyncze samorządy próbują nas atakować, zarzucając nierówny podział środków. W tym naprawdę nie ma żadnej uznaniowości. Pieniądze były kierowane do gmin i powiatów według obiektywnych algorytmów - przekonywał marszałek.

W związku z tym, że większość środków z RPO zostało już rozdysponowanych, urzędnicy za nie odpowiedzialni będą mieli nieco inne zadania - więcej czasu spędzą na kontrolowaniu tego, jak beneficjenci realizują dotowane projekty. Nie będzie też tak łatwo o unijne miliony, których nie trzeba oddawać. - Skłaniamy się do przenoszenia wsparcia dla przedsiębiorców z formy bezpośredniej, a więc dotacji, na formę pośrednią, czyli poprzez instrumenty pożyczkowe i poręczeniowe - zapowiedział Całbecki.

Komentarz Tomasza Ciechońskiego

Pisaliśmy już w "Gazecie" o tym, jak Urząd Marszałkowski zapomniał zapłacić ekspertom oceniającym wnioski o dotacje z RPO, ślimaczył się z zakończeniem konkursów albo przyznał unijną kasę przeznaczoną na nasz region firmom z Poznania. Dobrze, że marszałek również dostrzega negatywne aspekty rozdzielania do-tacji i wreszcie nie boi się o tym głośno powiedzieć. Pozostaje liczyć, że gorzkie lekcje, o których wspomina, dadzą naukę na przyszłość.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów