W Toruniu giną psy. "Ten za stary, ten za brzydki"
2011-01-24
, aktualizacja: 23.01.2011 19:55
Prawie 300 psów uśpiono w ubiegłym roku w toruńskim schronisku dla zwierząt. Niektóre z nich były zdrowe. Grupa miłośników zwierząt krytykuje za to władze placówki, które tłumaczą się przepełnieniem. - Nas weryfikuje rzeczywistość - mówi szefowa placówki
ZOBACZ TAKŻE
- Pieskie życie, czyli usypianie po toruńsku (26-01-11, 09:00)
Aleksandra Pill, która pomaga bezdomnym zwierzętom (a pracuje jako konserwator malarstwa i rzeźby), opowiada np. o białym młodym psie, który trafił do miejskiego schroniska przy Przybyszewskiego z ul. Gałczyńskiego. - Narobiłam mu zdjęć, rozsyłałam po portalach, żeby znaleźć nowych właścicieli. Kiedy to się udało, usłyszałam: pies został uśpiony.
Kierująca placówką Agnieszka Wiśniewska tłumaczy, że trzeba było to zrobić, bo zwierzę zagryzło trzy psy. - Zdarza się, niektóre psy zagryzają inne. Wtedy są usypiane. Nie mamy możliwości ich odizolowania - przyznaje.
Pill przytacza jednak inny przykład. Jej koleżanki dokarmiały w ub. roku bezdomną sukę ze szczeniakami na ul. Legionów. Cztery małe psiaki zostały wyłapane, a następnie uśpione w schronisku.
- Myślałem, że w schronisku usypiane są tylko ślepe mioty lub stare, mocno schorowane psy. Te miały co najmniej kilka tygodni - mówię.
- Wybraliśmy cztery najsłabsze szczeniaki, by nie obciążały suki, bo wyglądała już jak szkieletor. Były w 4.-5. tygodniu - odpowiada Wiśniewska. Jak mówi, zwykle schronisko nie przyjmuje zwierzaków w takim wieku, bo nie mają odpowiedniej odporności na wirusy, a brakuje miejsca, by trzymać je w izolatkach. Jeśli jednak trafią na Przybyszewskiego, zdarza się, że są usypiane. Kierowniczka zapewnia, że psy po 8. tygodniu i szczepieniach są już bardziej odporne i takich się nie uśmierca.
Niektórzy nasi rozmówcy twierdzą jednak, że jest inaczej. - Panuje specyficzna polityka, by eliminować agresywne psy, ale też ewentualne ofiary zagryzień. Niektóre słabsze psy są od razu usypiane - opowiada osoba blisko współpracująca ze schroniskiem, która zna je od środka.
Wiśniewska stanowczo zaprzecza. Pozostałe przypadki usypiania tłumaczy przepełnieniem. - Trzeba się zastanowić, co jest lepsze. Czy humanitarne uśpienie nadmiaru szczeniąt, czy pozwolenie ludziom załatwiania tego we własny sposób. A robią to różnie - zakopują, topią - mówi kierowniczka.
Z ewidencji placówki wynika, że w ub. roku trafiło do niej aż 1754 zwierząt (w 2009 r. - 1,5 tys.). Uśpiono 286 psów - 21,65 proc. przyjętych - jednak schronisko nadal pęka w szwach. - Sytuacja jest bardzo trudna. W praktyce trzeba często decydować, który pies ma dalej żyć, a który musi ustąpić miejsca - mówi nasz informator związany ze schroniskiem.
Niektórzy, jak społeczniczka Magdalena Stypułkowska, zarzucają placówce, że niedostatecznie stara się wynajdywać zwierzakom nowe domy. Wiśniewska wskazuje na stronę internetową z ogłoszeniami, akcje na Barbarce i kąciki adopcyjne w prasie, ale argumentuje: - Była duża kampania adopcyjna. Wzrosła adopcja, ale radykalnie też liczba przyjmowanych zwierząt. Bo ludzie wychodzą wtedy z założenia: jak szukają domów, to dla mojego psa też znajdą.
Z kolei toruńska sędzina (chce zachować anonimowość) jest przerażona "brudem i zaniedbaniem" na Przybyszewskiego. Temu jednak zaprzecza nasz informator. - Pomieszczenia na pewno są myte codziennie - mówi. - Inna sprawa, że przy takim tłoku to i tak wylęgarnia wirusów. Zdarza się, że nawet starsze psy padają tam na parwowirozę. Młode są trzymane w osobnych miejscach, ale w tym samym budynku. Powietrze się miesza. Brak odpowiedniej wentylacji, infrastruktury.
Wiśniewska przyznaje, że rozbudowa jest konieczna. Nie ocenia jednak sytuacji w aż tak czarnych barwach. - Wszystko rozbija się o pieniądze, miejsce. W ub. r. rozbudowaliśmy gabinet pozabiegowy z funduszy z 1 procenta. W tym wreszcie w budżecie zaplanowano pieniądze na budowę nowych kojców i remont. Jest ciężko, ale idzie ku lepszemu. W 2009 r. mieliśmy przez pewien czas tylko dwóch pracowników, teraz - ośmiu - mówi.
Sporym problemem jest wciąż brak stałej opieki weterynaryjnej. Od marca ub. r w schronisku jest technik weterynaryjny, ale lekarz pracuje tylko na ćwierć etatu. Przez to w wielu przypadkach diagnozy stawiane są z opóźnieniem, pomoc udzielana za późno. Tak mogło być w przypadku lisa, któremu niedawno Agnieszka Władzińska i Xavier Bayle z Komitetu Obrony Zwierząt i Edukacji Ekologicznej szukali przytułku. - Kiedy przebywał chory w schronisku i nie było wiadomo, co mu jest, byliśmy gotowi sami zapłacić za wizytę lekarza, ale usłyszeliśmy, że nie ma takich praktyk. W końcu sami go wezwali, ale lisek padł - opowiada Władzińska.
Wiśniewska: - Pewnie, że chciałabym mieć lekarza cały czas. To też moje marzenie, ale sytuacja jest, jaka jest. Obecnie nie mamy nawet możliwości, gdy w kojcu jest 14 zwierząt i pracownicy zbierając odchody widzą, że któreś ma biegunkę, przyuważyć od razu, które choruje.
Inni pomagający zwierzętom zarzucają pracownikom schroniska - zwłaszcza jednemu z nich - obcesowe traktowanie czworonogów (np. wrzucanie ich do kojców po spacerze, straszenie krzykami, a nawet bicie). - To osoba, która ma dużą ekspresję, ale bardzo często jest jedyną, która dotrze do wielu zwierząt. Były zarzuty bicia psów, ale to sytuacje, kiedy trzeba było je rozdzielić, bo jeden drugiemu wisi na krtani - tłumaczy Wiśniewska. Falę krytyki przyjmuje ze spokojem, ale i żalem. - Ja się tym ludziom nie dziwię. To idealiści. Tyle, że nas niestety weryfikuje rzeczywistość. Nie mówię, że nie popełniamy błędów. Ale smutne, że uderza się w ludzi, którzy walczą z bezdomnością na pierwszej linii frontu. Powinniśmy skupić się na przyczynach: braku obowiązku chipowania, niewyciąganiu konsekwencji (wobec byłych właścicieli - red.), niepromowaniu sterylizacji, dzikich hodowlach.
Nasz informator przyznaje, że to podstawowe problemy, ale podkreśla, że mimo wszystko w schronisku jest sporo do poprawy. - Widzę tam i dobrą wolę. Ale kryteria "eliminowania" psów są niejasne, wiele zwierząt zaniedbanych, szczeniaki powinne być trzymane w osobnej szkółce - mówi.
Ostrzej wypowiada się Bayle: - Co za polityka? Ten za stary, ten za brzydki, ten za agresywny. To przecież żywe istoty.
W weekend nie mogliśmy porozmawiać z toruńskimi urzędnikami o finansowaniu schroniska. Niebawem wrócimy do sprawy.
Kierująca placówką Agnieszka Wiśniewska tłumaczy, że trzeba było to zrobić, bo zwierzę zagryzło trzy psy. - Zdarza się, niektóre psy zagryzają inne. Wtedy są usypiane. Nie mamy możliwości ich odizolowania - przyznaje.
Pill przytacza jednak inny przykład. Jej koleżanki dokarmiały w ub. roku bezdomną sukę ze szczeniakami na ul. Legionów. Cztery małe psiaki zostały wyłapane, a następnie uśpione w schronisku.
- Myślałem, że w schronisku usypiane są tylko ślepe mioty lub stare, mocno schorowane psy. Te miały co najmniej kilka tygodni - mówię.
- Wybraliśmy cztery najsłabsze szczeniaki, by nie obciążały suki, bo wyglądała już jak szkieletor. Były w 4.-5. tygodniu - odpowiada Wiśniewska. Jak mówi, zwykle schronisko nie przyjmuje zwierzaków w takim wieku, bo nie mają odpowiedniej odporności na wirusy, a brakuje miejsca, by trzymać je w izolatkach. Jeśli jednak trafią na Przybyszewskiego, zdarza się, że są usypiane. Kierowniczka zapewnia, że psy po 8. tygodniu i szczepieniach są już bardziej odporne i takich się nie uśmierca.
Niektórzy nasi rozmówcy twierdzą jednak, że jest inaczej. - Panuje specyficzna polityka, by eliminować agresywne psy, ale też ewentualne ofiary zagryzień. Niektóre słabsze psy są od razu usypiane - opowiada osoba blisko współpracująca ze schroniskiem, która zna je od środka.
Wiśniewska stanowczo zaprzecza. Pozostałe przypadki usypiania tłumaczy przepełnieniem. - Trzeba się zastanowić, co jest lepsze. Czy humanitarne uśpienie nadmiaru szczeniąt, czy pozwolenie ludziom załatwiania tego we własny sposób. A robią to różnie - zakopują, topią - mówi kierowniczka.
Z ewidencji placówki wynika, że w ub. roku trafiło do niej aż 1754 zwierząt (w 2009 r. - 1,5 tys.). Uśpiono 286 psów - 21,65 proc. przyjętych - jednak schronisko nadal pęka w szwach. - Sytuacja jest bardzo trudna. W praktyce trzeba często decydować, który pies ma dalej żyć, a który musi ustąpić miejsca - mówi nasz informator związany ze schroniskiem.
Niektórzy, jak społeczniczka Magdalena Stypułkowska, zarzucają placówce, że niedostatecznie stara się wynajdywać zwierzakom nowe domy. Wiśniewska wskazuje na stronę internetową z ogłoszeniami, akcje na Barbarce i kąciki adopcyjne w prasie, ale argumentuje: - Była duża kampania adopcyjna. Wzrosła adopcja, ale radykalnie też liczba przyjmowanych zwierząt. Bo ludzie wychodzą wtedy z założenia: jak szukają domów, to dla mojego psa też znajdą.
Z kolei toruńska sędzina (chce zachować anonimowość) jest przerażona "brudem i zaniedbaniem" na Przybyszewskiego. Temu jednak zaprzecza nasz informator. - Pomieszczenia na pewno są myte codziennie - mówi. - Inna sprawa, że przy takim tłoku to i tak wylęgarnia wirusów. Zdarza się, że nawet starsze psy padają tam na parwowirozę. Młode są trzymane w osobnych miejscach, ale w tym samym budynku. Powietrze się miesza. Brak odpowiedniej wentylacji, infrastruktury.
Wiśniewska przyznaje, że rozbudowa jest konieczna. Nie ocenia jednak sytuacji w aż tak czarnych barwach. - Wszystko rozbija się o pieniądze, miejsce. W ub. r. rozbudowaliśmy gabinet pozabiegowy z funduszy z 1 procenta. W tym wreszcie w budżecie zaplanowano pieniądze na budowę nowych kojców i remont. Jest ciężko, ale idzie ku lepszemu. W 2009 r. mieliśmy przez pewien czas tylko dwóch pracowników, teraz - ośmiu - mówi.
Sporym problemem jest wciąż brak stałej opieki weterynaryjnej. Od marca ub. r w schronisku jest technik weterynaryjny, ale lekarz pracuje tylko na ćwierć etatu. Przez to w wielu przypadkach diagnozy stawiane są z opóźnieniem, pomoc udzielana za późno. Tak mogło być w przypadku lisa, któremu niedawno Agnieszka Władzińska i Xavier Bayle z Komitetu Obrony Zwierząt i Edukacji Ekologicznej szukali przytułku. - Kiedy przebywał chory w schronisku i nie było wiadomo, co mu jest, byliśmy gotowi sami zapłacić za wizytę lekarza, ale usłyszeliśmy, że nie ma takich praktyk. W końcu sami go wezwali, ale lisek padł - opowiada Władzińska.
Wiśniewska: - Pewnie, że chciałabym mieć lekarza cały czas. To też moje marzenie, ale sytuacja jest, jaka jest. Obecnie nie mamy nawet możliwości, gdy w kojcu jest 14 zwierząt i pracownicy zbierając odchody widzą, że któreś ma biegunkę, przyuważyć od razu, które choruje.
Inni pomagający zwierzętom zarzucają pracownikom schroniska - zwłaszcza jednemu z nich - obcesowe traktowanie czworonogów (np. wrzucanie ich do kojców po spacerze, straszenie krzykami, a nawet bicie). - To osoba, która ma dużą ekspresję, ale bardzo często jest jedyną, która dotrze do wielu zwierząt. Były zarzuty bicia psów, ale to sytuacje, kiedy trzeba było je rozdzielić, bo jeden drugiemu wisi na krtani - tłumaczy Wiśniewska. Falę krytyki przyjmuje ze spokojem, ale i żalem. - Ja się tym ludziom nie dziwię. To idealiści. Tyle, że nas niestety weryfikuje rzeczywistość. Nie mówię, że nie popełniamy błędów. Ale smutne, że uderza się w ludzi, którzy walczą z bezdomnością na pierwszej linii frontu. Powinniśmy skupić się na przyczynach: braku obowiązku chipowania, niewyciąganiu konsekwencji (wobec byłych właścicieli - red.), niepromowaniu sterylizacji, dzikich hodowlach.
Nasz informator przyznaje, że to podstawowe problemy, ale podkreśla, że mimo wszystko w schronisku jest sporo do poprawy. - Widzę tam i dobrą wolę. Ale kryteria "eliminowania" psów są niejasne, wiele zwierząt zaniedbanych, szczeniaki powinne być trzymane w osobnej szkółce - mówi.
Ostrzej wypowiada się Bayle: - Co za polityka? Ten za stary, ten za brzydki, ten za agresywny. To przecież żywe istoty.
W weekend nie mogliśmy porozmawiać z toruńskimi urzędnikami o finansowaniu schroniska. Niebawem wrócimy do sprawy.
- 42 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
ten artykul jest bez sensu
malepiffko
24.01.11, 11:33
jest tylko wlozeniem kija w mrowisko, bez podania sposobu rozwiazania sprawy. robi duzo zlego poniewaz zniecheca ludzi do pomocy (chociazby oddania 1% pit czy jak wyzej oddawania karmy) a »
-
W Toruniu giną psy. "Ten za stary, ten za brzydki"
jonnek
24.01.11, 13:34
Zastanawia mnie zawsze ta histeria na temat usypiania psów. Jest ich ewidentnie za dużo (w Polsce, o ile pamiętam, populację psów szacuje się na ok. 30 milionów). Jest ich tyle, bo pełnią »
-
W Toruniu giną psy. "Ten za stary, ten za brzydki"
black.enigma
24.01.11, 22:53
i jeszcze skoro osoby które tam pracowały są takie "dzielne" i za plecami oczerniają schronisko może niech się ujawnią a nie tylko są odważne w gazetach.»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć