Autoprzeszczepy szpiku w Szpitalu Miejskim
2010-09-08
, aktualizacja: 07.09.2010 17:09
Oddział hematologii toruńskiego Szpitala Miejskiego jako pierwsza jednostka w regionie będzie robił autoprzeszczepy szpiku kostnego. Dla pacjentów to koniec uciążliwych podróży, a dla oddziału prestiż, jakiego nie mają nawet niektóre kliniki
Decyzja już zapadła. Jeszcze we wrześniu rozstrzygnięcia doczeka się przetarg na aparaturę potrzebną do zabiegów autoprzeszczepu. Pieniądze pochodzą z Regionalnego Programu Operacyjnego. Potem oddział czeka długi proces akredytacji w European Group for Blood and Marrow Transplantation (organizacja założona w 1974 r., skupiająca naukowców i lekarzy zajmujących się przeszczepami krwi i szpiku). Jednostkom chcącym prowadzić tego typu działalność stawia się bowiem bardzo wysokie wymagania. Toruński oddział dotąd nawet nie mógł myśleć o zaoferowaniu swoim pacjentom takich świadczeń.
Staje się to możliwe dzięki zmianie siedziby: już za dwa tygodnie jednostka przeniesie się do nowo wybudowanego skrzydła szpitala. Tu chorzy będą mieli znacznie lepsze warunki. Na przychodzących na chemioterapię czekać będą wygodne, rozkładane fotele. Większy będzie też komfort pacjentów muszących leżeć na oddziale. Po pierwsze będzie więcej miejsc: 24 zamiast dotychczasowych 16. Przede wszystkim jednak zbudowano tu sześć ultranowoczesnych separatek. Wszystkie są wyposażone w śluzę antybakteryjną oraz specjalistyczną klimatyzację, zapewniającą chorym nieskazitelnie czyste powietrze. Cztery z nich dodatkowo mają centrale monitorujące najważniejsze funkcje życiowe. To one umożliwią autoprzeszczepianie szpiku (po zabiegu trzeba przebywać w szczególnych warunkach, a lekarze odnotowują każde wahnięcie stanu zdrowia). Zabieg jest niezwykle skomplikowany. Najpierw medycy muszą - za pomocą chemioterapii - uzyskać u chorego remisję (stan, w którym nie ma objawów choroby). Potem pobierają od niego krew. Ta najpierw trafia do separatora komórkowego (będzie kosztował około 200 tys. zł), a następnie do komory laminarnej (ok. 30 tys. zł). Dzięki tej aparaturze z krwi obwodowej można uzyskać komórki macierzyste, które potem zostają poddane krioprezerwacji , czyli zamrożeniu w specjalnych, komputerowo monitorowanych warunkach (pracownia krioprezerwacji to koszt 200 tys. zł), pozwalających na zachowanie czynności komórek życiowych. - Potem pacjent zostaje poddany niezwykle agresywnej chemioterapii, która przy okazji niszczenia chorych komórek, niszczy również cały szpik i układ immunologiczny - wyjaśnia dr Małgorzata Całbecka, ordynator hematologii w Szpitalu Miejskim. - Zamrożone komórki macierzyste potrzebne są do odtworzenia szpiku.
Autoprzeszczep stosuje się go głównie u pacjentów cierpiących na szpiczaka i różne rodzaje chłoniaków. Z 50 toruńskich pacjentów ze szpiczakiem, połowa jest już po takim zabiegu. Rocznie dr Całbecka kieruje na niego około 15 osób. Bywa jednak, że autoprzeszczep daje doskonałe efekty w ostrych białaczkach (na ogół wymagających przeszczepu od dawcy). Tak właśnie całkowicie wyleczono słynnego hiszpańskiego tenora Jose Carrerasa. Można w ten sposób leczyć też niektóre tzw. guzy lite szczególnie nerek czy płuc. - Autoprzeszczep wydłuża okres remisji, a w wielu przypadkach daje całkowite wyleczenie, ratując pacjentom życie - mówi dr Całbecka.
W Kujawsko-Pomorskiem zabiegowi poddawane są tylko dzieci leczone w bydgoskiej Katedrze i Klinice Pediatrii, Hematologii i Onkologii. Dorośli pacjenci wysyłani są najczęściej do Gdańska i Łodzi. - Niektórzy przez to rezygnują z zabiegu - opowiada dr Całbecka. - Zwłaszcza dla starszych osób konieczność pojechania i spędzenia tak długiego czasu daleko od domu jest zbyt trudna.
Ordynator przewiduje, że z zabiegami autoprzeszczepów oddział wystartuje na początku 2012 r. Przyda mu to prestiżu, bo tego typu świadczeń nie wykonują nawet niektóre kliniki, uważane za najlepsze jednostki medyczne.
Będzie to nie pierwszy sukces toruńskiej hematologii. Mimo że jednostka jest bardzo młoda (powstała w 2001 r.) i jej powołaniu towarzyszyły kontrowersje, bo nie wszyscy uważali, że jest potrzebna, szybko udowodniła, że jest ważnym punktem na medycznej mapie regionu. Przede wszystkim jest jednym z zaledwie dwóch tego typu oddziałów w woj. kujawsko-pomorskim (obok oddziału w bydgoskim szpitalu im. Biziela). Miesięcznie leczy się tu około 250 osób. Jednostka zajmuje dobre miejsca w ogólnopolskich rankingach. W 2005 r. na liście Newsweeka była na 10. pozycji wśród samych oddziałów klinicznych.
Powołana przez dr Małgorzatę Całbecką Fundacja na Rzecz Hematologii od lat organizuje akcję "Szpik City", podczas której każdy może zostać dawcą szpiku dla chorych na białaczki. Specjalistyczne badania pobranej krwi, bez których dawcy nie można zarejestrować w banku szpiku są jednak bardzo kosztowne. Każdy, kto chciałby wesprzeć fundację, może wpłacić datek na konto: 28 1160 2202 0000 0000 6090 0198.
Staje się to możliwe dzięki zmianie siedziby: już za dwa tygodnie jednostka przeniesie się do nowo wybudowanego skrzydła szpitala. Tu chorzy będą mieli znacznie lepsze warunki. Na przychodzących na chemioterapię czekać będą wygodne, rozkładane fotele. Większy będzie też komfort pacjentów muszących leżeć na oddziale. Po pierwsze będzie więcej miejsc: 24 zamiast dotychczasowych 16. Przede wszystkim jednak zbudowano tu sześć ultranowoczesnych separatek. Wszystkie są wyposażone w śluzę antybakteryjną oraz specjalistyczną klimatyzację, zapewniającą chorym nieskazitelnie czyste powietrze. Cztery z nich dodatkowo mają centrale monitorujące najważniejsze funkcje życiowe. To one umożliwią autoprzeszczepianie szpiku (po zabiegu trzeba przebywać w szczególnych warunkach, a lekarze odnotowują każde wahnięcie stanu zdrowia). Zabieg jest niezwykle skomplikowany. Najpierw medycy muszą - za pomocą chemioterapii - uzyskać u chorego remisję (stan, w którym nie ma objawów choroby). Potem pobierają od niego krew. Ta najpierw trafia do separatora komórkowego (będzie kosztował około 200 tys. zł), a następnie do komory laminarnej (ok. 30 tys. zł). Dzięki tej aparaturze z krwi obwodowej można uzyskać komórki macierzyste, które potem zostają poddane krioprezerwacji , czyli zamrożeniu w specjalnych, komputerowo monitorowanych warunkach (pracownia krioprezerwacji to koszt 200 tys. zł), pozwalających na zachowanie czynności komórek życiowych. - Potem pacjent zostaje poddany niezwykle agresywnej chemioterapii, która przy okazji niszczenia chorych komórek, niszczy również cały szpik i układ immunologiczny - wyjaśnia dr Małgorzata Całbecka, ordynator hematologii w Szpitalu Miejskim. - Zamrożone komórki macierzyste potrzebne są do odtworzenia szpiku.
Autoprzeszczep stosuje się go głównie u pacjentów cierpiących na szpiczaka i różne rodzaje chłoniaków. Z 50 toruńskich pacjentów ze szpiczakiem, połowa jest już po takim zabiegu. Rocznie dr Całbecka kieruje na niego około 15 osób. Bywa jednak, że autoprzeszczep daje doskonałe efekty w ostrych białaczkach (na ogół wymagających przeszczepu od dawcy). Tak właśnie całkowicie wyleczono słynnego hiszpańskiego tenora Jose Carrerasa. Można w ten sposób leczyć też niektóre tzw. guzy lite szczególnie nerek czy płuc. - Autoprzeszczep wydłuża okres remisji, a w wielu przypadkach daje całkowite wyleczenie, ratując pacjentom życie - mówi dr Całbecka.
W Kujawsko-Pomorskiem zabiegowi poddawane są tylko dzieci leczone w bydgoskiej Katedrze i Klinice Pediatrii, Hematologii i Onkologii. Dorośli pacjenci wysyłani są najczęściej do Gdańska i Łodzi. - Niektórzy przez to rezygnują z zabiegu - opowiada dr Całbecka. - Zwłaszcza dla starszych osób konieczność pojechania i spędzenia tak długiego czasu daleko od domu jest zbyt trudna.
Ordynator przewiduje, że z zabiegami autoprzeszczepów oddział wystartuje na początku 2012 r. Przyda mu to prestiżu, bo tego typu świadczeń nie wykonują nawet niektóre kliniki, uważane za najlepsze jednostki medyczne.
Będzie to nie pierwszy sukces toruńskiej hematologii. Mimo że jednostka jest bardzo młoda (powstała w 2001 r.) i jej powołaniu towarzyszyły kontrowersje, bo nie wszyscy uważali, że jest potrzebna, szybko udowodniła, że jest ważnym punktem na medycznej mapie regionu. Przede wszystkim jest jednym z zaledwie dwóch tego typu oddziałów w woj. kujawsko-pomorskim (obok oddziału w bydgoskim szpitalu im. Biziela). Miesięcznie leczy się tu około 250 osób. Jednostka zajmuje dobre miejsca w ogólnopolskich rankingach. W 2005 r. na liście Newsweeka była na 10. pozycji wśród samych oddziałów klinicznych.
Powołana przez dr Małgorzatę Całbecką Fundacja na Rzecz Hematologii od lat organizuje akcję "Szpik City", podczas której każdy może zostać dawcą szpiku dla chorych na białaczki. Specjalistyczne badania pobranej krwi, bez których dawcy nie można zarejestrować w banku szpiku są jednak bardzo kosztowne. Każdy, kto chciałby wesprzeć fundację, może wpłacić datek na konto: 28 1160 2202 0000 0000 6090 0198.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




