Zamojski: Toruń wkrótce zapomni o CSW

pisze Karol Zamojski*
2010-09-06 , aktualizacja: 05.09.2010 15:59
A A A Drukuj
Centrum Sztuki Współczesnej odrywa się od mieszkańców. Teraz, kiedy już są zawiązane nici współpracy, domagające się delikatnego pielęgnowania, żeby dało się z nich stworzyć kiedyś piękną, trwałą i różnorodną tkaninę obywatelską
Karol Zamojski
Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta
Karol Zamojski
Z początkiem września z CSW w Toruniu pożegnała się Katarzyna "Kombi" Jankowska, pracownica działu edukacji. Nowa dyrekcja nie widziała możliwości dalszej współpracy. Jest to jeden z kolejnych efektów poważnej reorganizacji w CSW: zmiana zarządzających, radykalna zmiana programowa, zmiany kadrowe. Jaką rolę spełnia instytucja, a jaką powinna spełniać, oraz co z tego wynika? Spróbujmy się zastanowić, czy musi być tak, jak się dzieje. Bo, nie trzeba ukrywać, jest coraz gorzej.

Sztuka jest zapewne najlepszym miernikiem temperatury obywatelskiej lokalnych społeczności. Jeśli chcemy wiedzieć, czy rządzi nami raczej wyobraźnia konserwatywna, czy raczej progresywna, a może jeszcze inna, proponujemy projekt artystyczny dosyć oderwany od codzienności i czekamy na reakcję. Zawsze ktoś się odezwie. I zawsze z tych komentarzy i odniesień da się wywnioskować więcej niż z codziennego przeglądu prasy. Funkcją instytucji sztuki, a zwłaszcza przestrzeni wystawienniczych i ich zarządców, jest edukowanie zgodnie z pomiarami dokonywanymi podczas kolejnych wystaw. Pomiary takie wskazują kierunki możliwego rozwoju i pozwalają wykuwać sensowne strategicznie zadania społeczne.

Kultura, a w jej łonie sztuka, ma w społeczeństwach demokratycznych rolę wyjątkową: inkubatora społeczeństwa obywatelskiego. Społeczeństwa gotowego do pełnego uczestnictwa w zarządzaniu gminą. Taką rolę powinno w Toruniu spełniać CSW. A nie kościoły, jak się niektórym wydaje. Nowy dyrektor, nowy program i nowe porządki organizacyjno-kadrowe każą zadawać pytania. A pytania nieuchronnie prowadzą do odpowiedzi. Czy pełnych obywatelskiej radości?

Myślą globalnie, nie działają lokalnie

Pamiętamy, w jakiej atmosferze nastąpiła zmiana warty w CSW. Niejasności, niechęć toruńskich urzędników do przedstawienia kryteriów wyboru w konkursie zaowocowały wprowadzeniem na fotel dyrektorski Pawła Łubowskiego. Ten na przywitanie wsławił się insynuacjami, jakoby dotychczasowa ekipa CSW realizowała program w sposób egoistyczny, wykorzystując wyłącznie własne znajomości, co, jak uznał Łubowski, było sprzeniewierzaniem grosza publicznego. Ostatecznie jednak nikt nikomu zarzutów nie postawił, więc należy wnioskować, że było uczciwie.

Mieliśmy dotąd CSW pod czujnym i rozważnym okiem programowym Joanny Zielińskiej. Była to strategia łagodnego wchodzenia w przestrzeń miasta w taki sposób, aby każdy czuł się zaproszony do dyskusji. A więc mieliśmy duży dział edukacyjny. I za lat kilkanaście wszystkie dzieciaki, które miały okazję pobawić się w CSW sztuką, będą mądrzejsze niż my dzisiaj. I bardziej wrażliwe. Praca, jaka została dotąd wykonana, przyniesie swoje efekty po wielu latach. Bo takie było założenie programu: pracować nie tylko dla siebie i swoich znajomych, ale dla przyszłych pokoleń.

Mieliśmy również Pokój z Kuchnią. Przestrzeń debaty publicznej, która stała się platformą wygranej walki o niezależność kultury w mieście. Tam rozmawialiśmy o decyzji urzędników, która uderzała w popularny klub eNeRDe. Tam przekonywaliśmy do naszych racji i tam nam się to udało. eNeRDe żyje. Pokój z Kuchnią stał się przestrzenią wielu działań społecznych: wykładów, spotkań, warsztatów. Gościła tutaj również Akademia Myśli Społecznej, która wywołała publiczną debatę o kulturze w Toruniu.

Dlaczego używam formy przeszłej? Otóż mieliśmy, bo kiedy się spojrzy na zamierzenia Dobrili Denegri, nowej dyrektor programowej CSW, przychodzą dwie refleksje. Po pierwsze, że umiera to, co się dopiero urodziło. Że jeszcze dobrze oczu nie otworzyło, a już mu się knebluje usta. Program ten jest bowiem tylko deklaratywnie i raczej dla świętego spokoju otwarty na miasto. Edukacja zajmuje miejsce tak poślednie, że niezauważalne. Można więc wysnuć wniosek, że CSW odrywa się od mieszkańców. Teraz, kiedy już są zawiązane nici współpracy, domagające się delikatnego pielęgnowania, żeby dało się z nich stworzyć kiedyś piękną, trwałą i różnorodną tkaninę obywatelską. Ale decyzja jest inna. Edukacja jest niepotrzebna.

Po drugie, że rodzi się coś, czego nikt nie chce. Nie chce, bo nie ma pojęcia, o co chodzi. Oto program wzbudza, oprócz melancholii i smutku, również fascynację. Bo jego lektura wskazuje wielkie ambicje nowej programistki. Przeczytawszy te plany, pomyślałem, że nastąpiła jakaś pomyłka. Bo on jest świetny. Tyle że nadaje się do miasta i do ośrodka sztuki istniejącego już z ogromnymi sukcesami od wielu lat. To program ambitny. Światowy, rzekłbym. Tylko kompletnie bez sensu. Bo dla nikogo. Dla nikogo w Toruniu i regionie. Publiczne pieniądze zostaną wydane w sposób, jaki nie da nic mieszkańcom.

No i jest jeszcze jeden aspekt nowego programu. O ile stary był na miarę miejskiego budżetu, o tyle nowy program - dla jego pełnej realizacji, w wymiarze, jaki został zaprezentowany - domaga się budżetu kilkadziesiąt razy większego niż ten dostępny dla CSW. Tak oto niespodziewanie przeskoczyliśmy w Toruniu z przedszkola sztuki do międzynarodowego instytutu badawczego, gubiąc po drodze ludzi i sens. Ale co tam. Przecież w sztuce chodzi o sztukę, a nie o ludzi.

Ta pani w dredach

Jako dowód, że to faktycznie początek projektu odebrania nam CSW, niech posłużą pierwsze posunięcia kadrowe. Z początkiem września z CSW pożegnała się Katarzyna Jankowska, znana wszystkim bardziej jako Kombi. Zapytajcie kiedyś te dzieciaki, co w dzikim szale radości latały po CSW, kogo pamiętają z warsztatów artystycznych. Krótko powiedzą: tą panią w dredach. Kombi swoją kreatywnością i niezwykłym sercem dla dzieci robiła tyle, ilu dziesięciu dyrektorów CSW by nigdy nie zrobiło. No ale jedna decyzja wystarczyła, żeby zniszczyć najlepszy edukacyjny projekt w mieście. Projekt o charakterze cywilizacyjnym, w którym jeszcze pracuje grono naprawdę kreatywne i wybitne. I cholernie ważne dla miasta. Bo nikt z tych pracowników i pracownic nie myślał o tym, co dziś, jutro, pojutrze. Pracowali z dzieciakami i myśleli o tym, co za dziesięć, piętnaście lat.

A więc co dalej z CSW? Z zewnątrz pozostanie takie jak dotąd. W środku powoli stygnące, choć jeszcze rozpalić się nie zdążyło. Kiedyś zacznie zapraszać na gotowe wydarzenia. Kuratorzy, którzy dotąd kreowali wydarzenia, uczestnicząc w życiu miejskim i z niego czerpiąc inspiracje, staną się automatami wykonującymi kolejne decyzje. Potem pewnie odejdą. Zastąpią ich inni, na dzień dobry pogodzeni ze swoją smutną rolą. Powoli kulturalny Toruń zapomni o CSW. I tylko parking, na którym zimą samochodu śniegiem nie zasypie.

Chyba że nie oddamy CSW. Bo raz już nam się udało. eNeRDe żyje. Bo cały czas jeszcze nasze obywatelskie serca biją w rytm mebli w Pokoju z Kuchnią. Po prostu się tam spotykajmy. Żeby nas było coraz więcej. I rozmawiajmy. I uczestniczmy. Przecież CSW jest nasze.

* Karol Zamojski - filozof kultury, animator społeczny, nauczyciel akademicki, założyciel Pracowni Kultury Współczesnej

Podziel się

  • 44 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

  • Zamojski: Toruń wkrótce zapomni o CSW georgia.ka 06.09.10, 08:20

    Dzięki pracy tej dziewczyny moje dzieci już sporo się nauczyły, jej osobowośćprzyciągała na warsztaty małych odbiorców sztuki, dzięki pomysłom i energiitakich osób jak ona dzieciom chce się »

  • Zamojski: Toruń wkrótce zapomni o CSW lucipepibom 06.09.10, 11:51

    Kolejna ważna wypowiedź na temat CSW i tego jak miasto odnosi się do ruchów kulturotwórczych. »

  • CSW w ogóle nie pasuje do Torunia przos 06.09.10, 13:06

    Taka placówka w skrajnie autorytarnie zarządzanym mieście to anachronizm. Następną wystawą w CSW będzie "Lista dokonań miłościwie nam panującego MZ", jaką już oglądaliśmy na Szerokiej. »