Wyrok bez olśnienia - trzecie umorzenie

Karol Dolecki
2010-07-19 , aktualizacja: 18.07.2010 14:40
A A A Drukuj
Nie przez "olśnienie" słońcem, a nieuwagę Ewa T. spowodowała poważny wypadek, wjeżdżając na jedną z toruńskich krzyżówek na czerwonym świetle - orzekł sąd. Lecz po raz trzeci warunkowo umorzył sprawę
Sąd
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Sąd
ZOBACZ TAKŻE
Wyjaśnianie oczywistej - wydawać by się mogło - sprawy trwa już ponad trzy lata, a środki jakie w to zaangażowano, zaczynają ocierać się o granice absurdu. Wyliczmy: postępowanie doczekało się aż pięciu sądowych orzeczeń - trzech w pierwszej i dwóch w drugiej instancji, biorą w nim udział najwyższej próby eksperci od wypadków drogowych, udziela się w nim dealer hondy, a ruch na głównej arterii w mieście był kilka razy zatrzymywany. Wszystko po to, aby ustalić, co spowodowało, że 26 marca 2007 r. Ewa T. zignorowała czerwony sygnalizator na Szosie Lubickiej i uderzyła swoją hondą civic w bok opla corsa, którym z ul. Ślaskiego - przy zielonym świetle - wyjeżdżała Mirosława W. Kobieta doznała złamania miednicy, z którego leczyła się pół roku.

Oskarżona twierdzi, że oślepiło ją ostre wiosenne słońce i sąd pierwszej instancji dwa razy dawał jej wiarę, warunkowo umarzając - przy aprobacie prokuratury - postępowanie. Za drugim razem - podpierając się opinią biegłego - doszedł wręcz do rewolucyjnego, jeśli chodzi o ruch drogowy, wniosku: przyjmując, że Ewa T. "została na długim odcinku drogi olśniona promieniami słonecznymi", uznał że w niewielkim - ale jednak - stopniu wina za wypadek obciąża również pokrzywdzoną w nim Mirosławę W. - Choć miała zielone światło, powinna obserwować - w myśl zasady ograniczonego zaufania - co dzieje się na skrzyżowaniu, aby mieć możliwość uniknięcia wypadku. Ponieważ tego nie zrobiła, przyczyniła się do niego - uzasadniała sędzia Katarzyna Homenda-Bartosińska.

- To oznacza, że jak ktoś pójdzie do parku i mu tam lumpy wleją, to też się do tego przyczynił, bo tam poszedł - szydził z tego werdyktu pełnomocnik Mirosławy W., mecenas Marek Porada, dopowiadając też słowo na temat zasady ograniczonego zaufania: - Zgoda, tylko że ruch drogowy nie może polegać na całkowitym braku zaufania, bo inaczej stanie.

Porada upierał się, że najlepiej byłoby przeprowadzić eksperyment, który - jego zdaniem - wykluczyłby wersję podawaną przez Ewę T. Dwukrotnie obalił w sądzie odwoławczym niekorzystne dla swojej klientki wyroki i dopiął swego - 26 marca br. sąd ze swoim sekretarzem, prokurator, Ewa T., oraz ekspert z kamerą stawili się o godz. 8, czyli porze, w której doszło do wypadku, na rogu Szosy Lubickiej i Ślaskiego, by zbadać, czy słońce oślepia tam wtedy kierowców. - Czekaliśmy specjalnie na ten dzień, by warunki meteorologiczne były porównywalne. Pogoda dopisała, było bezchmurne niebo, niemal identyczne jak 26 marca 2007 r. - referował w zeszły czwartek sędzia Krzysztof Katafias, któremu po raz trzeci przyszło rozpoznawać sprawę w sądzie pierwszej instancji.

Zaznaczył, że sprowadził z warszawskiej Dekry jednego z najlepszych w kraju biegłych od tego typu spraw. Mało tego, by warunki eksperymentu odpowiadały tym z wypadku, udało mu się przekonać dealera hondy, by bezpłatnie użyczył taki sam model, jakim jechała wtedy Ewa T. Problem był tylko z oskarżoną. - Kiedy wszystko było gotowe, oświadczyła, że nie wsiądzie za kierownicę - zdradził sędzia.

Ale i to udało się obejść - wóz ostatecznie poprowadziła sekretarz sądowy, porównywalnego wzrostu co Ewa T. - Zamykaliśmy ulicę, po czym sąd, prokurator oraz biegły, siedząc z tyłu, uczestniczyli w kilku przejazdach przez skrzyżowanie - mówił sędzia o przebiegu eksperymentu.

Materiały pojechały następnie do stolicy, gdzie ekspert je przeanalizował, a następnie wyciągnął wnioski. - Trzeba powiedzieć, że wydał wzorcową opinię - ocenił Katafias.

Wynika z niej, że Ewa T. "nie zachowała elementarnych zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym", tj. ostrożności, wjechała na skrzyżowanie przy czerwonym świetle, gdy inne pojazdy pojawiły się na nim z prawej strony. Stwierdził też, że Mirosława W. w żaden sposób nie przyczyniła się do wypadku. No i najważniejsze: - Oskarżona nie mogła zostać olśniona przez słońce, bo nie świeciło na wprost jezdni, tylko z prawej strony - powiedział sędzia. - Poza tym, tam jest pięć sygnalizatorów i wszystkie nie mogły odbijać promieni.

Zauważył, że jeśli słońce faktycznie by ją oślepiło, tym bardziej nie powinna wjeżdżać na skrzyżowanie, skoro nie widziała drogi. - Naturalnym odruchem jest wówczas hamowanie. To wskazuje, że oskarżona jednak zagapiła się za kierownicą - mówił Katafias, ale Ewa T. przecząco kręciła na to głową.

Tylko że - co ciekawe - sama... przyznała się do tego, gdy tuż po wypadku rozmawiała z policjantem. Ten opisał to nawet w notatce, ale formalnie nie mogła być ona uważana za dowód. A potem kobieta zmieniła wersję.

Jednak pomimo miażdżących dla niej ustaleń, sąd znów warunkowo umorzył sprawę na dwuletni okres próby i nakazał jej zapłacić 1 tys. zł na konto stowarzyszenia na rzecz osób poszkodowanych w wypadkach drogowych, choć twardo oponował przeciwko temu drugi z pełnomocników Mirosławy W., mecenas Janusz Bołądź. - Stopień społecznej szkodliwości czynu oskarżonej jest znaczny, poza tym wprowadziła ona sąd w błąd i przerzucała odpowiedzialność na moją klientkę - argumentował, żądając skazania Ewy T. i obciążenia jej kosztami za wszystkie instancje.

- Nikt trzeźwo myślący nie wjeżdża na czerwonym świetle po to, by spowodować wypadek. Taka sytuacja może zdarzyć się każdemu - tonował emocje sędzia, uznając że za umorzeniem sprawy przemawia m.in. to, że kobieta, której groziło do 3 lat więzienia nie była dotąd karana, przyznała się do winy, a obrażenia Mirosławy W. nie okazały się tak poważne, jak wskazywali jej pełnomocnicy (mówili o trwałym kalectwie).

Zgodził się jednak, że Ewa T., emerytowana nauczycielka, powinna ponieść "potężne" - jak stwierdził - koszty procesu, czego żądała również prokuratura. - Tylko ostatnia opinia kosztowała ponad 3 tys. zł. Wydatki te generowała postawa oskarżonej, która doprowadziła do wydania trzeciego już wyroku w tej sprawie - uzasadnił sędzia Katafias, przyznając, że liczy się z tym, że i on zostanie zaskarżony.

karol.dolecki@torun.agora.pl

Podziel się

  • 5 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Wyrok bez olśnienia - trzecie umorzenie rts44 19.07.10, 11:33

    prosta sprawa a tyle klopotow tylko przez nieuwage kierowcy/lub celowego wjazdu metoda moze sie uda/.widac,ze oskarzona ma chody bo w przeciwnym wypadku mogla sie otrzec o "pake".zdecydowana»

  • Wyrok bez olśnienia - trzecie umorzenie 24bitblaster 20.07.10, 23:48

    Dla mnie wynika z tego jedna i tylko jedna przeslanka... d ebilne polskie sady,- sytuacja jest oczywista a Ewa T. powinna byc oskarzona o mataczenie, skladanie falszywych zeznan i oprocz »