Prawdziwe kino z filmem promującym Toruń do ESK
2010-05-28
, aktualizacja: 27.05.2010 17:09
Wydział kultury magistratu nie zrobił nic, żeby film - reklamujący kandydaturę Torunia w walce o tytuł ESK, a co za tym idzie i miasto - promować na świecie
Miałam etykietkę naiwnej. W ciągu ostatniego roku wiele osób rysowało kółko na czole, kiedy mówiłam, że wierzę w możliwość zwycięstwa Torunia w walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Bo wierzyłam. Mówiłam: tu są fantastyczni twórczy ludzie, którym się chce robić fajne rzeczy.
Trzy tygodnie temu okazało się, że sztandarowy produkt promocyjny miasta - spot Łukasza Karwowskiego reklamujący kandydaturę Torunia - nie został pokazany na festiwalu filmów turystycznych "The Golden City Gate", odbywającym się przy okazji prestiżowych targów ITB w Berlinie, mimo że miasto miało tam swoje stoisko.
Kiedy zadzwoniłam do magistrackiego wydziału kultury, okazało się, że jego szef Zbigniew Derkowski nie wiedział nawet, że taki festiwal istnieje. Podobnie Urząd Miasta nie miał pojęcia o 13 innych przeglądach tego typu. Odbywają się na całym świecie. Udział w większości tych imprez jest bezpłatny. Za pokazanie filmu na sześciu z nich miasto musiałoby zapłacić w sumie niespełna 1,5 tys. euro - sprawdzenie tego zajęło mi nieco ponad pół godziny. Dwa lata temu triumfalne tournée odbył spot promocyjny naszego konkurenta - Łodzi. W tym roku laury zbiera reklamujący kandydaturę Warszawy obraz Agnieszki Holland. Toruński magistrat, ustami rzecznik prasowej, tłumaczy w tym czasie, że produkcja Karwowskiego, za którą miasto zapłaciła 100 tys. zł, powstała z myślą o YouTube. Po tym, jak sprawa berlińskiego festiwalu wyszła na jaw, urząd spojrzał jednak na przeglądy przychylniejszym okiem. I zapowiedział, że latem klip o Toruniu pokazany będzie na Film, Art & Tourism Festival w Płocku. Niestety. Podczas rozmowy z Ewą Kotus, szefową tej imprezy, dowiedziałam się, że nasi urzędnicy wgrali film na festiwalowy serwer w ostatnim dniu i w złej rozdzielczości, przez co stracił szansę na pokaz. Przy okazji okazało się, że o szeroką prezentację naszego spotu walczył też dyrektor CIFFT - międzynarodowej organizacji zrzeszającej 14 wspomnianych przeglądów. Próbował rozmawiać z miastem, ale bez skutku. I znów magistrat - za pośrednictwem swojej rzeczniczki - tłumaczy, że miał wolę współpracy z CIFFT (ale energiczniej wykazał ją dopiero po rozmowie z "Gazetą", kiedy skontaktował się z szefem organizacji), że będzie walczył o obecność w Płocku, że złą kopię na serwer wgrało biuro Toruń 2016 koordynujące nasze starania o miano ESK.
Cała ta sytuacja jest kuriozalna. Prawda jest taka, że wydział kultury nie zrobił nic, żeby film, a co za tym idzie i miasto, promować na świecie. Rozumiem: to pierwszy spot Torunia, brakuje doświadczenia etc. Ale mając w ręku taki atut reklamowy, dyrektor Derkowski powinien był po prostu się kogoś poradzić. Mamy w Toruniu kilku filmowców, mamy Convention Bureau Copernicus zajmujące się m.in. prezentacjami na targach, mamy Lokalną Organizację Turystyczną. Z pewnością znalazłby się ktoś, kto podpowiedziałby, jak mądrze skorzystać z klipu za 100 tys. zł. Wydział nie tylko tego nie zrobił, ale, co gorsza, nie zareagował, kiedy CIFFT sam zaczął dobijać się o film. Jego szef z dumą za to opowiadał "Gazecie", że film jest tłoczony na płyty CD (ma być rozdawany razem z innymi materiałami promocyjnymi na odbywających się w Toruniu konferencjach) i właśnie trwają narady, gdzie tu by go pokazać. Gdyby dzięki naradom, konsultacjom i badaniom miasto było coraz sławniejsze, ESK 2016 mielibyśmy już w kieszeni. Tak się bowiem dziwnie składa, że ilekroć trzeba szybko działać, u nas trwają debaty. Rzecznik magistratu winą za fiasko próby zgłoszenia filmu do Płocka obarcza biuro Toruń 2016. Tak, to oni wgrywali film. Rzecz w tym, że to nie ich zadanie. Biuro zajęło się czymś, czym zajmować się nie musiało, de facto wyręczając wydział kultury. To ta jednostka magistratu powinna była zgłaszać dzieło, którego jest dysponentem. I to ona powinna zadbać, by na festiwal poszła odpowiednia kopia. Reżyser w rozmowie z "Gazetą" zapewniał, że ma spot we wszystkich formatach i w każdej chwili udostępni miastu niezbędne materiały.
Wyjaśnienia w tej sprawie ze strony magistratu wołają o pomstę do nieba i świadczą o tym, że nie ma on zielonego pojęcia o tzw. zarządzaniu kryzysem. Każdy specjalista od PR powie, że w sytuacji, kiedy nie można się wybronić (a to niestety jest sytuacja, której logicznie wytłumaczyć się nie da), należy znaleźć słabe ogniwo, przez które powstał błąd, a następnie walnąć się w piersi. Toruń zyskałby wizerunkowo, gdyby Urząd Miasta, zamiast kazać świecić oczami swojej rzeczniczce, powiedział "Zabrakło nam doświadczenia. Przepraszamy. Bierzemy się do roboty i wszystko poprawiamy". My wysłaliśmy naszym konkurentom - bo, nie czarujmy się, Łódź, Gdańsk, Lublin i inni kandydaci patrzą, co się u nas dzieje - sygnał: Toruń jest niegroźny, bo kompletnie nie rozumie reguł marketingowej gry.
To niestety nie pierwszy strzał w stopę, jaki miasto zafundowało sobie w kontekście batalii o ESK: była próba przeniesienia klubu eNeRDe poza Starówkę; była żenująca, błagalna wycieczka prezydenta do pokazującej nam figę z makiem Bydgoszczy. Tak. Zdecydowanie magistrat skutecznie leczy mnie z naiwności.
natalia.waloch@torun.agora.pl
www.torun.gazeta.pl
Jak oceniacie działanie władz Torunia w staraniach o tytuł ESK? Prosimy o opinie: redakcja@torun.agora.pl
Trzy tygodnie temu okazało się, że sztandarowy produkt promocyjny miasta - spot Łukasza Karwowskiego reklamujący kandydaturę Torunia - nie został pokazany na festiwalu filmów turystycznych "The Golden City Gate", odbywającym się przy okazji prestiżowych targów ITB w Berlinie, mimo że miasto miało tam swoje stoisko.
Kiedy zadzwoniłam do magistrackiego wydziału kultury, okazało się, że jego szef Zbigniew Derkowski nie wiedział nawet, że taki festiwal istnieje. Podobnie Urząd Miasta nie miał pojęcia o 13 innych przeglądach tego typu. Odbywają się na całym świecie. Udział w większości tych imprez jest bezpłatny. Za pokazanie filmu na sześciu z nich miasto musiałoby zapłacić w sumie niespełna 1,5 tys. euro - sprawdzenie tego zajęło mi nieco ponad pół godziny. Dwa lata temu triumfalne tournée odbył spot promocyjny naszego konkurenta - Łodzi. W tym roku laury zbiera reklamujący kandydaturę Warszawy obraz Agnieszki Holland. Toruński magistrat, ustami rzecznik prasowej, tłumaczy w tym czasie, że produkcja Karwowskiego, za którą miasto zapłaciła 100 tys. zł, powstała z myślą o YouTube. Po tym, jak sprawa berlińskiego festiwalu wyszła na jaw, urząd spojrzał jednak na przeglądy przychylniejszym okiem. I zapowiedział, że latem klip o Toruniu pokazany będzie na Film, Art & Tourism Festival w Płocku. Niestety. Podczas rozmowy z Ewą Kotus, szefową tej imprezy, dowiedziałam się, że nasi urzędnicy wgrali film na festiwalowy serwer w ostatnim dniu i w złej rozdzielczości, przez co stracił szansę na pokaz. Przy okazji okazało się, że o szeroką prezentację naszego spotu walczył też dyrektor CIFFT - międzynarodowej organizacji zrzeszającej 14 wspomnianych przeglądów. Próbował rozmawiać z miastem, ale bez skutku. I znów magistrat - za pośrednictwem swojej rzeczniczki - tłumaczy, że miał wolę współpracy z CIFFT (ale energiczniej wykazał ją dopiero po rozmowie z "Gazetą", kiedy skontaktował się z szefem organizacji), że będzie walczył o obecność w Płocku, że złą kopię na serwer wgrało biuro Toruń 2016 koordynujące nasze starania o miano ESK.
Cała ta sytuacja jest kuriozalna. Prawda jest taka, że wydział kultury nie zrobił nic, żeby film, a co za tym idzie i miasto, promować na świecie. Rozumiem: to pierwszy spot Torunia, brakuje doświadczenia etc. Ale mając w ręku taki atut reklamowy, dyrektor Derkowski powinien był po prostu się kogoś poradzić. Mamy w Toruniu kilku filmowców, mamy Convention Bureau Copernicus zajmujące się m.in. prezentacjami na targach, mamy Lokalną Organizację Turystyczną. Z pewnością znalazłby się ktoś, kto podpowiedziałby, jak mądrze skorzystać z klipu za 100 tys. zł. Wydział nie tylko tego nie zrobił, ale, co gorsza, nie zareagował, kiedy CIFFT sam zaczął dobijać się o film. Jego szef z dumą za to opowiadał "Gazecie", że film jest tłoczony na płyty CD (ma być rozdawany razem z innymi materiałami promocyjnymi na odbywających się w Toruniu konferencjach) i właśnie trwają narady, gdzie tu by go pokazać. Gdyby dzięki naradom, konsultacjom i badaniom miasto było coraz sławniejsze, ESK 2016 mielibyśmy już w kieszeni. Tak się bowiem dziwnie składa, że ilekroć trzeba szybko działać, u nas trwają debaty. Rzecznik magistratu winą za fiasko próby zgłoszenia filmu do Płocka obarcza biuro Toruń 2016. Tak, to oni wgrywali film. Rzecz w tym, że to nie ich zadanie. Biuro zajęło się czymś, czym zajmować się nie musiało, de facto wyręczając wydział kultury. To ta jednostka magistratu powinna była zgłaszać dzieło, którego jest dysponentem. I to ona powinna zadbać, by na festiwal poszła odpowiednia kopia. Reżyser w rozmowie z "Gazetą" zapewniał, że ma spot we wszystkich formatach i w każdej chwili udostępni miastu niezbędne materiały.
Wyjaśnienia w tej sprawie ze strony magistratu wołają o pomstę do nieba i świadczą o tym, że nie ma on zielonego pojęcia o tzw. zarządzaniu kryzysem. Każdy specjalista od PR powie, że w sytuacji, kiedy nie można się wybronić (a to niestety jest sytuacja, której logicznie wytłumaczyć się nie da), należy znaleźć słabe ogniwo, przez które powstał błąd, a następnie walnąć się w piersi. Toruń zyskałby wizerunkowo, gdyby Urząd Miasta, zamiast kazać świecić oczami swojej rzeczniczce, powiedział "Zabrakło nam doświadczenia. Przepraszamy. Bierzemy się do roboty i wszystko poprawiamy". My wysłaliśmy naszym konkurentom - bo, nie czarujmy się, Łódź, Gdańsk, Lublin i inni kandydaci patrzą, co się u nas dzieje - sygnał: Toruń jest niegroźny, bo kompletnie nie rozumie reguł marketingowej gry.
To niestety nie pierwszy strzał w stopę, jaki miasto zafundowało sobie w kontekście batalii o ESK: była próba przeniesienia klubu eNeRDe poza Starówkę; była żenująca, błagalna wycieczka prezydenta do pokazującej nam figę z makiem Bydgoszczy. Tak. Zdecydowanie magistrat skutecznie leczy mnie z naiwności.
natalia.waloch@torun.agora.pl
www.torun.gazeta.pl
Jak oceniacie działanie władz Torunia w staraniach o tytuł ESK? Prosimy o opinie: redakcja@torun.agora.pl
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Prawdziwe kino z filmem promującym Toruń do ESK
baaszka
28.05.10, 09:32
Zgadzam sie, że urzędnicy mają gdzieś profesjonalną promocję Torunia w świecie, że nieudolnie, wręcz skandalicznie prowadzą miasto w stronę ESK, ale nie zgadzam się, że ten film może »
-
Prawdziwe kino z filmem promującym Toruń do ESK
mcbutelka
28.05.10, 09:37
Popatrzmy na stronę: www.bip.torun.pl/wydzialy.php1. Audytor Wewnętrzny2. Biuro Ekonomiki i Nadzoru Właścicielskiego3. Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków4. Biuro Mieszkalnictwa5. Biuro »
-
Prawdziwe kino z filmem promującym Toruń do ESK
o.rajmund
28.05.10, 09:45
Toruń Europejską Stolicą Absurdów»
Najczęściej czytane24 htydzień






