Wrze w sprawie Europejskiej Stolicy Kultury
2010-04-27
, aktualizacja: 26.04.2010 19:45
Radni pytają: ile kosztowały Toruń trzyletnie starania o tytuł?, ile zarobili szefowie przedsięwzięcia?, co się zmieniło w miejskiej kulturze?, co z nią będzie, jeśli przegramy?
ZOBACZ TAKŻE
- ESK: Pożegnanie z Kołakowskim, powitanie Lisowskiego (23-04-10, 23:00)
- Pyskówki, pretensje i problemy na debacie w CSW (23-04-10, 10:00)
- Nadolski: Wyszliśmy na naiwnych głupków (23-04-10, 10:00)
- Roman Kołakowski rezygnuje z ESK (23-04-10, 09:00)
Rozmowa o naszych staraniach o tytuł ESK zamykała program poniedziałkowego zebrania komisji kultury, promocji i turystyki rady miasta.
Od ostatniego czwartku sytuacja jest nowa i może być niepokojąca: do dymisji podał się Roman Kołakowski - dyrektor programowy Toruń 2016, czyli instytucji koordynującej nasz start w europejskiej rywalizacji. Zastąpił go Zbigniew Lisowski, szef Teatru Baj Pomorski. Tę zmianę na samym początku obrad omówił dyrektor wydziału kultury toruńskiego magistratu Zbigniew Derkowski.
Zdaniem Agnieszki Mareckiej, reprezentującej Toruń 2016, roszada personalna nie ma wpływu na nasz wniosek aplikacyjny: - On cały powstaje i w dużym stopniu jest gotowy. Jedyną konsekwencją ostatnich wydarzeń jest to, że musimy modyfikować projekt, ale i tak do tego jesteśmy przygotowani.
To wyjaśnienie nie uspokoiło radnych. Jarosław Najberg z lewicy: - Wszystkie instytucje kultury patrzą na Toruń 2016 z zazdrością, bo tam pompowane są ogromne pieniądze. A proszę poczytać prasę i zapytać torunian, jaka jest ocena działań tej placówki. Trzeba wyciągnąć konsekwencje. Do winy powinien się poczuwać prezydent miasta, ale też dyrektor wydziału kultury, który odpowiada za instytucje kultury, w tym za Toruń 2016. Może pana misja na tym stanowisku się skończyła?
Derkowski: - Dziwi mnie ta opinia, ponieważ myślę, że zabiegamy o poparcie jak najszerszych środowisk dla ESK w Toruniu. Sytuacja u nas zupełnie nie różni się od tego, co się dzieje w innych miastach, na niektórych obszarach jest u nas znacznie lepiej. Czuję się dotknięty tymi jednoznacznymi sformułowaniami, bo skierowaliśmy ogrom pracy i zaangażowania, aby osiągnąć zamierzone efekty. Najlepiej jest krytykować. Jesteśmy do tego planu kompetentnie przygotowani i konsekwentnie pracujemy nad aplikacją.
- Ile Toruń dotychczas wydał na całe europejskie przedsięwzięcie? - dociekał radny PO Bartłomiej Jóźwiak. - Popełniliśmy wiele błędów personalnych. Proszę o wykazanie, jak pod względem finansowym wyglądał nasz romans z każdym dyrektorem zatrudnianym przy tej inicjatywie?
Członków komisji interesowało również to, co zrobią urzędnicy, jeśli Toruń odpadnie z walki o tytuł. - Czy mamy plan B, jakiś inny cel, czy uda nam się zmienić miasto? - pytał Jóźwiak.
- Samo ubieganie się o ESK jest korzyścią dla naszego miasta - odpowiedział Derkowski. - Nie chcę mówić o infrastrukturze kulturalnej, która w ostatnich latach u nas powstała. Jest inne podejście mieszkańców do miasta, i to nie tylko tych pracujących w obszarze kultury. Wypracowanie nowych jakości w Toruniu to jest w zasadzie nasz zasadniczy cel. Pamiętajmy, że znaleźliśmy się w ekskluzywnym gronie miast.
Bogdan Major, radny PiS, przewodniczący komisji: - Efektem starania się o ten tytuł jest mechanizm pewnego rodzaju działania w kulturze: mieszkańcy się uaktywnili. Wiem, że to, co się u nas dzieje, w pewnym momencie nabierze klarownego kształtu. Nawet zmiany na stanowiskach nie były negatywne, bo okazały się możliwością poznania bogactwa różnych osobowości i punktów widzenia.
- Dlaczego jest źle, skoro jest tak dobrze? - dociekał Najberg. - Czuję, że ktoś nam tu mydli oczy. Przez trzy lata wydaliśmy mnóstwo pieniędzy na ESK i zupełnie nie widać żadnych zmian w kulturze. Pan próbuje rozmyć swoją odpowiedzialność za to, co się dzieje. Tu panuje bałagan.
- Jaki bałagan? - ripostował Derkowski. - Rozumiem rozgoryczenie wielu ludzi, ale to normalna rzecz, że ktoś rozstaje się ze stanowiskiem. Każdy ma prawo do takich decyzji i nie jesteśmy w stanie nikogo zmusić do dalszej pracy. Taka sama sytuacja jest w Centrum Sztuki Współczesnej, którego dyrektor zamierza wrócić do swojego zawodu.
W obronie miasta stanął Ryszard Olszewski (prezydencki Czas gospodarzy): - Proszę pamiętać, że w sprawie ESK nie mamy żadnego wzorca postępowania, nie mamy z kogo brać przykładu. A to, że się zmieniają ludzie na stanowisku, nie świadczy o nas źle: szukamy lepszych pracowników i nowych metod.
Najberg: - A gdzie są namacalne dowody, że coś się u nas poprawiło?
- Namacalne jest to, że zmieniła się baza kulturalna - odpowiedział znów Derkowski.
- Panie dyrektorze, kultura to nie są budynki; kultura to ludzie - polemizował znów Najberg.
Członkowie komisji żałowali, że nie wzięli udziału w środowej dyskusji o toruńskiej kulturze w Centrum Sztuki Współczesnej. Major przyznał jedynie, że w mediach przeczytał relację ze spotkania środowisk niezależnych. - Może brzmi to drastycznie, ale myślę, że wielu ludzi przyszło tam tylko po to, aby zniechęcić torunian do ESK - opowiadał. - Nie zaczyna się spotkania od prezentowania nekrologu tej inicjatywy. To jest rzucenie hasła: "Zniszczmy to do końca".
- Nie możemy nikogo zmusić, aby popierał tę inicjatywę. Nie możemy zabronić protestów - zauważył Jóźwiak.
Derkowski obiecał, że na następnej sesji rady miasta przedstawi radnym budżet ESK.
grzegorz.giedrys@torun.agora.pl
Od ostatniego czwartku sytuacja jest nowa i może być niepokojąca: do dymisji podał się Roman Kołakowski - dyrektor programowy Toruń 2016, czyli instytucji koordynującej nasz start w europejskiej rywalizacji. Zastąpił go Zbigniew Lisowski, szef Teatru Baj Pomorski. Tę zmianę na samym początku obrad omówił dyrektor wydziału kultury toruńskiego magistratu Zbigniew Derkowski.
Zdaniem Agnieszki Mareckiej, reprezentującej Toruń 2016, roszada personalna nie ma wpływu na nasz wniosek aplikacyjny: - On cały powstaje i w dużym stopniu jest gotowy. Jedyną konsekwencją ostatnich wydarzeń jest to, że musimy modyfikować projekt, ale i tak do tego jesteśmy przygotowani.
To wyjaśnienie nie uspokoiło radnych. Jarosław Najberg z lewicy: - Wszystkie instytucje kultury patrzą na Toruń 2016 z zazdrością, bo tam pompowane są ogromne pieniądze. A proszę poczytać prasę i zapytać torunian, jaka jest ocena działań tej placówki. Trzeba wyciągnąć konsekwencje. Do winy powinien się poczuwać prezydent miasta, ale też dyrektor wydziału kultury, który odpowiada za instytucje kultury, w tym za Toruń 2016. Może pana misja na tym stanowisku się skończyła?
Derkowski: - Dziwi mnie ta opinia, ponieważ myślę, że zabiegamy o poparcie jak najszerszych środowisk dla ESK w Toruniu. Sytuacja u nas zupełnie nie różni się od tego, co się dzieje w innych miastach, na niektórych obszarach jest u nas znacznie lepiej. Czuję się dotknięty tymi jednoznacznymi sformułowaniami, bo skierowaliśmy ogrom pracy i zaangażowania, aby osiągnąć zamierzone efekty. Najlepiej jest krytykować. Jesteśmy do tego planu kompetentnie przygotowani i konsekwentnie pracujemy nad aplikacją.
- Ile Toruń dotychczas wydał na całe europejskie przedsięwzięcie? - dociekał radny PO Bartłomiej Jóźwiak. - Popełniliśmy wiele błędów personalnych. Proszę o wykazanie, jak pod względem finansowym wyglądał nasz romans z każdym dyrektorem zatrudnianym przy tej inicjatywie?
Członków komisji interesowało również to, co zrobią urzędnicy, jeśli Toruń odpadnie z walki o tytuł. - Czy mamy plan B, jakiś inny cel, czy uda nam się zmienić miasto? - pytał Jóźwiak.
- Samo ubieganie się o ESK jest korzyścią dla naszego miasta - odpowiedział Derkowski. - Nie chcę mówić o infrastrukturze kulturalnej, która w ostatnich latach u nas powstała. Jest inne podejście mieszkańców do miasta, i to nie tylko tych pracujących w obszarze kultury. Wypracowanie nowych jakości w Toruniu to jest w zasadzie nasz zasadniczy cel. Pamiętajmy, że znaleźliśmy się w ekskluzywnym gronie miast.
Bogdan Major, radny PiS, przewodniczący komisji: - Efektem starania się o ten tytuł jest mechanizm pewnego rodzaju działania w kulturze: mieszkańcy się uaktywnili. Wiem, że to, co się u nas dzieje, w pewnym momencie nabierze klarownego kształtu. Nawet zmiany na stanowiskach nie były negatywne, bo okazały się możliwością poznania bogactwa różnych osobowości i punktów widzenia.
- Dlaczego jest źle, skoro jest tak dobrze? - dociekał Najberg. - Czuję, że ktoś nam tu mydli oczy. Przez trzy lata wydaliśmy mnóstwo pieniędzy na ESK i zupełnie nie widać żadnych zmian w kulturze. Pan próbuje rozmyć swoją odpowiedzialność za to, co się dzieje. Tu panuje bałagan.
- Jaki bałagan? - ripostował Derkowski. - Rozumiem rozgoryczenie wielu ludzi, ale to normalna rzecz, że ktoś rozstaje się ze stanowiskiem. Każdy ma prawo do takich decyzji i nie jesteśmy w stanie nikogo zmusić do dalszej pracy. Taka sama sytuacja jest w Centrum Sztuki Współczesnej, którego dyrektor zamierza wrócić do swojego zawodu.
W obronie miasta stanął Ryszard Olszewski (prezydencki Czas gospodarzy): - Proszę pamiętać, że w sprawie ESK nie mamy żadnego wzorca postępowania, nie mamy z kogo brać przykładu. A to, że się zmieniają ludzie na stanowisku, nie świadczy o nas źle: szukamy lepszych pracowników i nowych metod.
Najberg: - A gdzie są namacalne dowody, że coś się u nas poprawiło?
- Namacalne jest to, że zmieniła się baza kulturalna - odpowiedział znów Derkowski.
- Panie dyrektorze, kultura to nie są budynki; kultura to ludzie - polemizował znów Najberg.
Członkowie komisji żałowali, że nie wzięli udziału w środowej dyskusji o toruńskiej kulturze w Centrum Sztuki Współczesnej. Major przyznał jedynie, że w mediach przeczytał relację ze spotkania środowisk niezależnych. - Może brzmi to drastycznie, ale myślę, że wielu ludzi przyszło tam tylko po to, aby zniechęcić torunian do ESK - opowiadał. - Nie zaczyna się spotkania od prezentowania nekrologu tej inicjatywy. To jest rzucenie hasła: "Zniszczmy to do końca".
- Nie możemy nikogo zmusić, aby popierał tę inicjatywę. Nie możemy zabronić protestów - zauważył Jóźwiak.
Derkowski obiecał, że na następnej sesji rady miasta przedstawi radnym budżet ESK.
grzegorz.giedrys@torun.agora.pl
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Re: Kto jest winny za ESK
borba_1
27.04.10, 12:29
Pijaczków to chyba jedna widziała cała Polska w jednym z ogólnopolskich kanałówi to jak dobrze pamiętam była relacja z Torunia a nie Bydgoszczy. W Malborku czyGolubiu Dobrzyniu także można »
-
Wrze w sprawie Europejskiej Stolicy Kultury
spooll
27.04.10, 13:59
3 lata synonimem dna, mieszkam w toruniu, cały czas nie znam programu esk, niewiem gdzie jest jego biuro (ustalić w sumie łatwo, ale ja piszę o informacjidla mieszkańców). mieszkam na »
-
Wrze w sprawie Europejskiej Stolicy Kultury
1andre2
27.04.10, 14:21
Pan Prezydent chciał dobrze powołał "kompetentnych" ludzi /także z Teatrulalek żeby było zabawniej/dał pieniądze nie swoje /ani "czasu dlagospodarzy"/a jak nic nie wyjdzie to wina »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wypadek na Gniewkowskiej. Jedna osoba nie ...
- Apteka Królewska zamknięta po 622 latach
- Utrudnienia na jednej z głównych arterii ...
- TOP-lista ściganych przestępców z Torunia ...
- Miasto chce pożyczyć kurii ponad milion zł
- Gwiazda You Can Dance tańczy ku chwale ...
- Fabryka kultowego keczupu Włocławek na ...
- Tor F1 i Chinatown nad Wisłą. Nasze ...
- Kuria sprzedaje pałac za 8 mln zł, bo ma ...
- TOP-lista ściganych przestępców z Torunia ...
- Rekiny toruńskiego biznesu wysoko w rankingach
- Zobacz unikalne, przedwojenne zdjęcia ...
- To dopiero były żużlowe derby! Oto lata ...
- Wypadek na Gniewkowskiej. Jedna osoba nie ...




