Nadolski: Wyszliśmy na naiwnych głupków

Rozmawiała Natalia Waloch
2010-04-23 , aktualizacja: 22.04.2010 19:41
A A A Drukuj
Reputacja jest najważniejsza. To coś, o co Toruń powinien walczyć i robi to słabo. Wizerunek bardzo cierpi na takich akcjach - o wyprawie toruńskiego Krzyżaka do Bydgoszczy w sprawie ESK
Jarosław Nadolski
Fot. Robert Górecki / AG
Jarosław Nadolski


Rozmowa z Jarosławem Nadolskim

Natalia Waloch: Toruń wysłał do Bydgoszczy Krzyżaka na koniu, by prosić sąsiadów o współpracę w walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. To dobry pomysł?

Jarosław Nadolski, specjalista ds. public relations: - Jestem tym bardzo zaskoczony. Ta inicjatywa świadczy o zupełnym braku strategicznego myślenia.

Dlaczego? Może to jest właśnie strategia: podejść Bydgoszcz elegancko, przez posłańca.

- W całym przedsięwzięciu popełniono co najmniej trzy błędy. Po pierwsze koń wjechał do Bydgoszczy w zasadzie niezauważony. Rycerz zajechał pod ratusz, rozwinął odezwę, przeczytał. Posłuchało go kilku przypadkowych ludków i tyle. Jak robię happening, to go nagłaśniam, robię wokół niego szum. Jeśli coś pozostaje w zasadzie bez reakcji, jest lekceważone. I Toruń dał powód do bycia lekceważonym.

Tym bardziej, że władze Bydgoszczy odmówiły spotkania z prezydentem Torunia i przedstawicielami biura Toruń 2016, bo na wyznaczony termin mają już plany.

- To druga sprawa, którą źle rozegrano. Proponowanie spotkania na takim szczeblu bez jakichkolwiek wcześniejszych, nawet półprywatnych uzgodnień, to pomyłka. Każdy aktor, konferansjer, estradowiec powie, że najlepsze improwizacje są kontrolowane. Przy takich akcjach jak toruńska obowiązuje ta sama zasada. To się nie mogło udać.

A trzeci błąd?

- Po trzecie pokazaliśmy, jako Toruń, że zupełnie nie rozumiemy, co się do nas mówi.

I w dodatku niepoważnie potraktowaliśmy Bydgoszcz. Jakby nie wiedziała, co mówi, deklarując samodzielny start w wyścigu o ESK.

- Otóż to. Te trzy elementy zebrane razem sprawiły, że wyszliśmy na naiwnych głupków. Innych słów, niestety, nie sposób dobrać.

Można było rozegrać to lepiej? Czy najlepszym wyjściem byłoby w ogóle do Bydgoszczy nie jechać?

- Całkiem fajnie mogłoby to wyjść, gdyby zrobiono tak, jak sugerowała "Gazeta": przesłać dwa nagie miecze. Byłoby to z jednej strony nawiązanie do klasyki literatury, z drugiej świetny żart historyczno-sytuacyjny, z trzeciej przekaz: OK, walczcie, my sobie poradzimy. Sytuacja aż się prosiła o takie rozwiązanie. A tak wykazaliśmy się zdumiewającym brakiem myślenia. To jest śmieszne.

Wczoraj rada programowa ESK napisała do bydgoszczan list, w którym skarży się: że było porozumienie, że nie zostało przez prezydenta Bydgoszczy formalnie rozwiązane, że miało być porozumienie przez kulturę.

- Po co płakać nad rozlanym mlekiem? Przecież trzeba mieć jakąś dumę, jakąś klasę. Powiedzmy: nie chcecie z nami, zrobimy to sami.

W sytuacji, w jakiej znalazł się Toruń trzeba - niezależnie od rozmiaru szkody - przede wszystkim zachować twarz?

- Tak. Reputacja jest najważniejsza. To coś, o co Toruń powinien walczyć i robi to słabo. Wizerunek bardzo cierpi na takich akcjach. Jestem właśnie na kongresie PR, to zjazd całej branży. Opowiedziałem o Krzyżaku kolegom z innych miast i byli zdumieni.

Toruń ma szansę wyjść z tej niezręcznej sytuacji?

- Tak złego wrażenia nie zaciera się ani łatwo, ani szybko. Nie da się teraz udawać, że się nic nie stało. Zasada na kryzys - a to jest kryzys reputacji - mówi: przyznaj się do błędu, przeproś i napraw. Teraz Toruń musi się trzy razy zastanowić zanim coś zrobi, bo to będzie kolejny ruch. Pani mówi o liście rady programowej. Ja już szybciej bym powiedział - tylko pytanie, kto to ma powiedzieć: prezydent, rada programowa, biuro Toruń 2016?: wygłupiliśmy się, przepraszamy, rozumiemy was, nie chcecie działać z nami, więc zabieramy się roboty i robimy swoje. Ale na to z kolei nie jest chyba dobry czas. Myślę o odejściu Romana Kołakowskiego. Tu trzeba spokoju i bardzo konkretnej pracy.

Jakiego rodzaju?

- Dlaczego nasza kandydatura nie jest tak intensywnie promowana w Polsce jak łódzka? Na kongresie, na którym jestem, jest panel o PR w kulturze. Dotyczy właśnie walki miast o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Słyszę od kolegów, którzy w nim uczestniczą, że o Toruniu w ogóle nie ma mowy. Jest za to z prelekcją przedstawiciel gdańskiego biura ESK. Dlaczego nie ma Torunia? Jak chcemy promować swoją kandydaturę, siedząc na Wałach gen. Sikorskiego czy w Krzywej Wieży?

www.torun.gazeta.pl

Czekamy na Państwa opinie na temat krzyżackiego happeningu w Bydgoszczy: redakcja@torun.agora.pl

Podziel się

  • 49 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów