Roman Kołakowski rezygnuje z ESK
2010-04-23
, aktualizacja: 22.04.2010 19:39
Dyrektor programowy ESK Roman Kołakowski odchodzi z Torunia. Powód: konflikt z szefem klubu eNeRDe. - Nie będę brał udziału w pyskówkach z ludźmi, dla których prowokacja i hucpa są jedynym celem artystycznym - mówi Kołakowski
ZOBACZ TAKŻE
- Wrze w sprawie Europejskiej Stolicy Kultury (27-04-10, 10:00)
- ESK: Pożegnanie z Kołakowskim, powitanie Lisowskiego (23-04-10, 23:00)
Informacja o odejściu Kołakowskiego gruchnęła wczesnym popołudniem w czwartek. Szef programowy Biura Toruń 2016, koordynującego nasze starania o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, nie konsultował decyzji ani z dyrektorem tegoż biura Krystianem Kubjaczykiem, ani z prezydentem Michałem Zaleskim. Podjął ją po kilkugodzinnym namyśle w środę wieczorem.
To właśnie tego dnia w Centrum Sztuki Współczesnej odbył się barCamp, czyli kolejna zorganizowana przez klub eNeRDe dyskusja o tym, jaką drogą powinna pójść toruńska kultura oraz walka miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. I to właśnie w CSW doszło do spięcia między szefem klubu i artystą Tomaszem Cebo a Kołakowskim, które skończyło się demonstracyjnym opuszczeniem sali przez tego drugiego (o przebiegu barCampu piszemy na s. 6). - Zostałem wobec grona urzędników miejskich, artystów i profesorów kilkakrotnie obrażony przez właściciela marnej piwiarni - mówi Kołakowski. - Nikt przeciw temu nie zaprotestował. Nikt też nie protestował, kiedy postanowiłem wyjść z sali.
Kołakowski mówi, że do decyzji o rezygnacji przyczynił się też upadek jego koncepcji programowej, mówiącej o "Gwieździe podwójnej", czyli o kulturowym porozumieniu toruńsko-bydgoskim. - Pomysł stał się nieaktualny po wycofaniu się Bydgoszczy ze współpracy i ogłoszeniu samodzielnego startu w walce o tytuł ESK - mówi były dyrektor programowy.
Jego zdaniem w Toruniu nie da się konstruktywnie działać. - Przedstawiłem ekspertyzę, pomysł. Jeśli miasto chce go realizować, nadal ma do tego prawo - mówi Kołakowski. - Sytuacja w Toruniu jest doprowadzona do absurdu. Jedno środowisko związane z jednym klubem dyktuje miastu, jak ma wyglądać kultura. W demokracji to demokratycznie wybrani prezydenci, radni decydują o najważniejszych sprawach miasta, również o kulturze. Jeśli przedstawiciele środowisk offowych uważają, że zrobią to lepiej, niech wystartują w wyborach. Z pewnością zajmą poczesne miejsca we władzach.
- Roman Kołakowski odchodzi, bo wykazał się brakami w przygotowaniu, nie porozumiał się ani ze środowiskiem toruńskim, ani bydgoskim - komentuje Cebo. - W tym tygodniu w eNeRDe odbyły się dwa koncerty artystów z Bydgoszczy. Żaden z nich nie słyszał o dyrektorze programowym, on pozostał zupełnie nieznany twórcom. Co do barCampu, to jako człowiek, który od trzech lat dzień w dzień zajmuję się kulturą, mam prawo stawiać trudne pytania. I dyrektor programowy powinien na nie odpowiedzieć, dyskutować, a nie obrażać się i wychodzić. Opuszczenie sali dowodzi, że pytania były trafne.
Podobnie uważa animator kultury i wykładowca na wydziale sztuk pięknych UMK prof. Witold Chmielewski: - Wyjście z sali było aroganckie wobec wszystkich tam zgromadzonych. Cebo wystąpił w sposób uprawniony dla osoby z kręgu kultury alternatywnej. Zresztą pytania, które padły, były zadane w imieniu wielu twórców i torunian. Podobne kwestie przewijały się w prywatnych rozmowach. Jeśli Kołakowski byłby otwarty, przyjąłby je z godnością i argument po argumencie dyskutował. Jego środowe wystąpienie zdyskredytowało go.
Profesor wskazuje też na podział, jaki podczas barCampu zarysował Kołakowski: na kulturę amatorską i profesjonalną. - W XXI w. to anachronizm. Amatorami są zatem wszyscy poeci, bo nie mają studiów poetyckich. Amatorem był Grzegorz Ciechowski i Republika. Jeśli tego rodzaju sądy wygłasza osoba mająca integrować środowiska, to jest to nieporozumienie.
- Koncepcja "Gwiazdy podwójnej" była mi bliska, bo jestem za metropolią toruńsko-bydgoską - komentuje odejście Kołakowskiego Kafka Jaworska, szefowa Festiwalu Tofifest. - Oczywiście przy samodzielnym kandydowaniu Bydgoszczy sytuacja się zmienia. Zgodnie z moją dewizą, że nie ma rzeczy niemożliwych, Toruń nadal ma o co walczyć.
Jak na nagłe odejście Kołakowskiego zareagowało miasto? - Prezydent przyjął decyzję pana Kołakowskiego z żalem i zaskoczeniem - mówi Janusz Milanowski z biura prasowego magistratu i dodaje, że obecni na barCampie szef wydziału kultury Zbigniew Derkowski oraz wiceprezydent Zbigniew Fiderewicz uznali wystąpienie Cebo jako "agresywne i niestosowne ataki".
Jak teraz będzie pracowało Biuro Toruń 2016? - W piątek przedstawimy koordynatora programowego, który zajmie się wybieraniem projektów - mówi Jarosław Jaworski, rzecznik biura. - Niewykluczone, że w przyszłym tygodniu zorganizujemy nasz barCamp. Pokażemy też prezentację programu.
Jakiego wobec nagłego upadku "Gwiazdy podwójnej"? Jaworski: - Ta koncepcja oraz wcześniejsza "Tradycja rewolucji" już nie obowiązują. Mamy nową, która jest pewnym podsumowaniem. Została pozytywnie zaopiniowana przez radę programową.
natalia.waloch@torun.agora.pl
To właśnie tego dnia w Centrum Sztuki Współczesnej odbył się barCamp, czyli kolejna zorganizowana przez klub eNeRDe dyskusja o tym, jaką drogą powinna pójść toruńska kultura oraz walka miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. I to właśnie w CSW doszło do spięcia między szefem klubu i artystą Tomaszem Cebo a Kołakowskim, które skończyło się demonstracyjnym opuszczeniem sali przez tego drugiego (o przebiegu barCampu piszemy na s. 6). - Zostałem wobec grona urzędników miejskich, artystów i profesorów kilkakrotnie obrażony przez właściciela marnej piwiarni - mówi Kołakowski. - Nikt przeciw temu nie zaprotestował. Nikt też nie protestował, kiedy postanowiłem wyjść z sali.
Kołakowski mówi, że do decyzji o rezygnacji przyczynił się też upadek jego koncepcji programowej, mówiącej o "Gwieździe podwójnej", czyli o kulturowym porozumieniu toruńsko-bydgoskim. - Pomysł stał się nieaktualny po wycofaniu się Bydgoszczy ze współpracy i ogłoszeniu samodzielnego startu w walce o tytuł ESK - mówi były dyrektor programowy.
Jego zdaniem w Toruniu nie da się konstruktywnie działać. - Przedstawiłem ekspertyzę, pomysł. Jeśli miasto chce go realizować, nadal ma do tego prawo - mówi Kołakowski. - Sytuacja w Toruniu jest doprowadzona do absurdu. Jedno środowisko związane z jednym klubem dyktuje miastu, jak ma wyglądać kultura. W demokracji to demokratycznie wybrani prezydenci, radni decydują o najważniejszych sprawach miasta, również o kulturze. Jeśli przedstawiciele środowisk offowych uważają, że zrobią to lepiej, niech wystartują w wyborach. Z pewnością zajmą poczesne miejsca we władzach.
- Roman Kołakowski odchodzi, bo wykazał się brakami w przygotowaniu, nie porozumiał się ani ze środowiskiem toruńskim, ani bydgoskim - komentuje Cebo. - W tym tygodniu w eNeRDe odbyły się dwa koncerty artystów z Bydgoszczy. Żaden z nich nie słyszał o dyrektorze programowym, on pozostał zupełnie nieznany twórcom. Co do barCampu, to jako człowiek, który od trzech lat dzień w dzień zajmuję się kulturą, mam prawo stawiać trudne pytania. I dyrektor programowy powinien na nie odpowiedzieć, dyskutować, a nie obrażać się i wychodzić. Opuszczenie sali dowodzi, że pytania były trafne.
Podobnie uważa animator kultury i wykładowca na wydziale sztuk pięknych UMK prof. Witold Chmielewski: - Wyjście z sali było aroganckie wobec wszystkich tam zgromadzonych. Cebo wystąpił w sposób uprawniony dla osoby z kręgu kultury alternatywnej. Zresztą pytania, które padły, były zadane w imieniu wielu twórców i torunian. Podobne kwestie przewijały się w prywatnych rozmowach. Jeśli Kołakowski byłby otwarty, przyjąłby je z godnością i argument po argumencie dyskutował. Jego środowe wystąpienie zdyskredytowało go.
Profesor wskazuje też na podział, jaki podczas barCampu zarysował Kołakowski: na kulturę amatorską i profesjonalną. - W XXI w. to anachronizm. Amatorami są zatem wszyscy poeci, bo nie mają studiów poetyckich. Amatorem był Grzegorz Ciechowski i Republika. Jeśli tego rodzaju sądy wygłasza osoba mająca integrować środowiska, to jest to nieporozumienie.
- Koncepcja "Gwiazdy podwójnej" była mi bliska, bo jestem za metropolią toruńsko-bydgoską - komentuje odejście Kołakowskiego Kafka Jaworska, szefowa Festiwalu Tofifest. - Oczywiście przy samodzielnym kandydowaniu Bydgoszczy sytuacja się zmienia. Zgodnie z moją dewizą, że nie ma rzeczy niemożliwych, Toruń nadal ma o co walczyć.
Jak na nagłe odejście Kołakowskiego zareagowało miasto? - Prezydent przyjął decyzję pana Kołakowskiego z żalem i zaskoczeniem - mówi Janusz Milanowski z biura prasowego magistratu i dodaje, że obecni na barCampie szef wydziału kultury Zbigniew Derkowski oraz wiceprezydent Zbigniew Fiderewicz uznali wystąpienie Cebo jako "agresywne i niestosowne ataki".
Jak teraz będzie pracowało Biuro Toruń 2016? - W piątek przedstawimy koordynatora programowego, który zajmie się wybieraniem projektów - mówi Jarosław Jaworski, rzecznik biura. - Niewykluczone, że w przyszłym tygodniu zorganizujemy nasz barCamp. Pokażemy też prezentację programu.
Jakiego wobec nagłego upadku "Gwiazdy podwójnej"? Jaworski: - Ta koncepcja oraz wcześniejsza "Tradycja rewolucji" już nie obowiązują. Mamy nową, która jest pewnym podsumowaniem. Została pozytywnie zaopiniowana przez radę programową.
natalia.waloch@torun.agora.pl
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Roman Kołakowski rezygnuje z ESK
nslaw
23.04.10, 09:39
Ani jednej złotówki więcej na ESK - to są wyrzucone pieniądze.»
-
Roman Kołakowski rezygnuje z ESK
spooll
23.04.10, 10:23
jaka europejska stolica kultury, mieszkam na Rubinkowie i jedynym miejscem,gdzie coś się dzieje jest paluszek (sklep 24h), poza tym nic pustynia, anikina, ani teatru (sali gdzie można »
-
Roman Kołakowski rezygnuje z ESK
rysbar
23.04.10, 11:11
No tak, są jeszcze dwa sklepy Tesco, Billa, Biedronka,dwa kościoły...»
Najczęściej czytane24 htydzień




