Pyskówki, pretensje i problemy na debacie w CSW

pisze Grzegorz Giedrys, "Gazeta Wyborcza"
2010-04-23 , aktualizacja: 22.04.2010 19:04
A A A Drukuj
"Z ogromnym żalem żegnamy tytuł ESK 2016. Niech spoczywa w pokoju. Toruniowi składamy najszczersze wyrazy współczucia" - turkusowy nekrolog o tej treści pojawił się w czasie dyskusji o toruńskiej kultury w CSW. Były pyskówki, demonstracyjne opuszczanie debaty, wzajemne pretensje. Efekty? Brak
Logo ESK
Fot. Archiwum
Logo ESK
ZOBACZ TAKŻE
Środowa dyskusja zaczęła się od trzęsienia ziemi. Obrażony Roman Kołakowski, dyrektor programowy Toruń 2016, opuścił CSW. Twórca programu "Gwiazda podwójna", zakładającego ścisłą współpracę Torunia i Bydgoszczy, usłyszał od Tomasza Cebo, że powinien zrezygnować ze stanowiska, bo jego koncepcję ostatecznie pogrążyła deklaracja naszych sąsiadów o samodzielnym starcie w europejskiej rywalizacji. Szef klubu eNeRDe krytykował poza tym złą komunikację między urzędnikami a środowiskiem kulturalnym - zaznaczył, że ESK powinno być oddolną inicjatywą, a tymczasem przedstawiciele toruńskich animatorów kultury nadal mają problemy ze skontaktowaniem się z osobami odpowiedzialnymi za europejską inicjatywę w naszym mieście. Cebo te zarzuty ułożył w formie kategorycznych i w gruncie rzeczy retorycznych pytań, które wyrażały obawy większości toruńskich animatorów kultury - co dalej z "Gwiazdą podwójną" w sytuacji, gdy Bydgoszcz staje się naszym konkurentem? Od dyrektora programowego dowiedział się zaś, że eNeRDe gromadzi i promuje artystyczną amatorszczyznę, że w złym stylu zdominował dyskurs kulturalny w mieście, że uzurpuje sobie prawo do wypowiadania się za całą toruńską kulturę. Po 20 minutach po demonstracyjnym opuszczeniu sali Kołakowski spokojnie wrócił na swoje miejsce.

Oprócz niego w CSW toruńskich urzędników reprezentowali: wiceprezydent Torunia Zbigniew Fiderewicz, dyrektor wydziału kultury Zbigniew Derkowski i rzeczniczka prezydenta Aleksandra Iżycka. Formuła barCampu mogła ich zszokować - dotychczas spotykali się z organizatorami życia kulturalnego na własnych warunkach. Na tego rodzaju dyskusjach nie ma na ogół odgórnie narzuconego programu, podziału na prelegentów i komentatorów, ekspertów i słuchaczy. Ta forma publicznej debaty nie spotkała się też ze zrozumieniem części gości, którzy żądali m.in. powołania przewodniczącego obrad. Marcowe spotkanie, które przebiegło pod znakiem ratowania klubu eNeRDe przed eksmisją ze Starówki, przebiegło w bardziej gorącej atmosferze: przyszło znacznie więcej osób, nie tylko związanych ze środowiskami alternatywnymi, a dyskutanci stworzyli katalog błędów w zarządzaniu lokalną kulturą i przedstawili w zarysie program naprawczy. Tym razem konfrontacje przebiegały znacznie gwałtowniej. I o ile marcowe spotkanie przyniosło listę postulatów niezależnego środowiska, tym razem barCamp pokazał, że ogromna jest przestrzeń braku porozumienia między urzędnikami a artystami.

Spotkanie niestety obnażyło brak podstawowej wiedzy na temat funkcjonowania samorządu lokalnego. Okazało się ponadto, że część dyskutantów zupełnie nie miała pojęcia, na czym w istocie polega Europejska Stolica Kultury. Niektórzy swoje zarzuty wobec władz miasta opierali na informacjach niepełnych bądź niesprawdzonych. Inni bez powoływania się na ścisłe dane i statystyki sięgali po argumenty, że w innych ośrodkach w kraju nie występuje aż tak rażąca dysproporcja między dotowaniem miejskich placówek a mecenatem publicznym dla organizacji pozarządowych. A tymczasem jest to nieprawda. Nikt tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy, że z raportu Jerzego Hausnera na temat sytuacji polskiej kultury wynika jedno: Toruń i Bydgoszcz łącznie wydaje więcej pieniędzy na kulturę niż Kraków, Łódź, Wrocław i Gdańsk. Lektura dokumentu ogłoszonego przed zeszłorocznym Kongresem Kultury Polskiej w Krakowie powinna być obowiązkowa.

barCamp nie przyniósł żadnego rezultatu: urzędnicy nie zadeklarowali zmiany postawy wobec niezależnych artystów, nie przedstawili żadnego planu, jak naprawić kulturę, a ich wypowiedzi o programie ESK ograniczyły się do doskonale znanych haseł. Toruńska alternatywa tymczasem artykułowała przede wszystkim własne potrzeby i pretensje, okopując się w problemach dotyczących swojej niszy. Rozmowę o ESK toczyły wątpliwości, niewiedza, nieufność wobec władzy. Sytuacja była patowa: animatorzy zarzucali urzędnikom, że nie przedstawili spójnej wizji ubiegania się naszego miasta o europejski tytuł; urzędnicy zaś sygnalizowali, że nie otrzymali od pozarządówki żadnej konkretnej propozycji programowej; twórcy w odpowiedzi zaznaczali, że boją się kradzieży zgłoszonych przez siebie pomysłów.

Spotkanie przede wszystkim miało wyłonić siedmiu przedstawicieli lokalnego środowiska, którzy stworzyliby grupy robocze do pracy w różnych dziedzinach sztuki oraz reprezentowaliby różne środowiska twórcze w rozmowach z władzami miasta na temat wdrożenia ich postulatów. Do głosowania ostatecznie nie doszło. Zamykający dyskusję Piotr Wielgus, przedstawiciel toruńskiej Inicjatywy Kulturalnej i Pracowni Zrównoważonego Rozwoju, zaprosił gości spotkania na zgłaszanie kandydatur pod adresem e-mail: kulturadlatoruniagmail.com. Następny wyborczy barCamp szykowany jest na przyszły tydzień.

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

  • Pyskówki, pretensje i problemy na debacie w CSW slimakslimakow 23.04.10, 11:40

    Bar Camp Jako niepoprawny optymista jestem bardzo zadowolony z przebiegu ostatniego spotkania. Pojawili sie na nim ludzie odpowiedzialni za wydawanie decyzji (Roman Kołakowski, »

  • Pyskówki, pretensje i problemy na debacie w CSW p.wielgus_pzr 23.04.10, 15:20

    Mając ambicje Europejskiej Stolicy Kultury nie musimy oglądać się na inne miasta i porównywać jak daleko jesteśmy w szeregu w wydatkowaniu pieniędzy na kulturę. Podczas spotkania zostało »