Giedrys: Zrobieni w konia wysłali konia
2010-04-22
, aktualizacja: 21.04.2010 18:53
"Niemiecki osioł jest koniem w Holandii" - stwierdził niegdyś pisarz Rolf Hochhuth. Ten nieco szowinistyczny cytat definiuje relacje Torunia i Bydgoszczy, jeśli chodzi o walkę o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku
ZOBACZ TAKŻE
- ESK: Pożegnanie z Kołakowskim, powitanie Lisowskiego (23-04-10, 23:00)
Torunianie chcieli współpracować z sąsiadem, postawili jednak na złego konia - nasza propozycja partnerstwa, zamknięta w dość kuriozalnej formule "Gwiazdy podwójnej", nie zdołała przekonać bydgoszczan, którzy nie szczędzili krytyki pod adresem tego programu. I tak - trzymając się logiki cytatu Hochhutha - nasz osioł pozostał osłem: Bydgoszcz zadecydowała, że samodzielnie powalczy o europejskie splendory.
Ale Toruń tak łatwo się nie poddaje. Zacni mężowie, co władają naszym miastem, znając zasady politycznej etykiety, która podpowiada mi, że wybory są tuż, nie potraktowali sąsiedzkich deklaracji poważnie. Przysłali umyślnych, aby gminowi miejskiemu Bydgoszczy ogłosili, że jeszcze jest nadzieja, nie wszystko skończone, i oto wkrótce torunianie znów zasiądą z bydgoszczanami do stołu. W środę pod ratuszem pojawił się herold z rycerzem zakonnym na koniu.
Bydgoscy urzędnicy i artyści z tego przedziwnego apelu mieli się dowiedzieć, że włodarze Torunia zapraszają ich w czwartek na spotkanie w hotelu Pod Orłem, gdzie podejmie się ich dobrym słowem i ciepłą strawą, a - jak wiadomo - to rozwiązuje języki. W międzyczasie torunianie powróciliby do rozmów w sprawie ESK, licząc na zmianę decyzji naszych sąsiadów. Nasyciwszy bydgoskie gardła i brzuchy, usłyszeliby na deser krótkie "nie!"
Za późno na tego rodzaju gesty i podpieranie się bufetem. Toruń miał swoją szansę ponad trzy lata temu, gdy narodziła się myśl o starcie w europejskiej rywalizacji. Przez ten czas prezydenci obu miast zdążyli sygnować listy intencyjne w sprawie wzajemnej współpracy, w międzyczasie z obu stron padło wiele kurtuazyjnych banałów o partnerstwie. W zasadzie na tym symbolicznym akcie wszystko się skończyło. Odpowiedzialni za ESK w Toruniu nie przedstawili oferty, która przekonałaby region o konieczności wsparcia naszego miasta.
"Przygotowujemy nasz start od trzech i pół roku. Jesteśmy solidnym partnerem. Razem możemy zrobić zdecydowanie więcej niż osobno" - czytamy w biuletynie prasowym biura Toruń 2016. To zaklęcie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Rozpaczliwy krzyżacki happening dowodzi, w jaki sposób traktujemy swoich partnerów: o europejskich aspiracjach Bydgoszczy nie myślimy poważnie. Nasi urzędnicy uważają bydgoską deklarację za nieostateczną i w pełni negocjowalną. Moim zdaniem nasz sąsiad po tym, jak zadeklarował walkę o ESK, automatycznie stał się takim samym konkurentem jak Gdańsk, Lublin i Łódź. I nie wytłumaczyłby się przed swoją publiką, dlaczego ustąpił akurat na widok toruńskiego krzyżaka na koniu.
Decyzja Bydgoszczy budziła różne, skrajne reakcje, torunian: wbili nam nóż w plecy, osłabili nasze szanse, nie zasługują na to miano, ale też: nie mamy z nimi szans, popierajmy ich. Gdyby nasi urzędnicy z bydgoskiej odmowy chcieli wyjść z twarzą, wysłaliby krzyżackiego rycerza do Bydgoszczy nie z zaproszeniem do dalszych negocjacji, ale z dwoma nagimi mieczami. Bydgoszcz wówczas doceniłaby zdolność honorową swojego adwersarza, ale zapewne odprawiłaby go od drzwi, mówiąc, że mieczy u nich dostatek.
Ale Toruń tak łatwo się nie poddaje. Zacni mężowie, co władają naszym miastem, znając zasady politycznej etykiety, która podpowiada mi, że wybory są tuż, nie potraktowali sąsiedzkich deklaracji poważnie. Przysłali umyślnych, aby gminowi miejskiemu Bydgoszczy ogłosili, że jeszcze jest nadzieja, nie wszystko skończone, i oto wkrótce torunianie znów zasiądą z bydgoszczanami do stołu. W środę pod ratuszem pojawił się herold z rycerzem zakonnym na koniu.
Bydgoscy urzędnicy i artyści z tego przedziwnego apelu mieli się dowiedzieć, że włodarze Torunia zapraszają ich w czwartek na spotkanie w hotelu Pod Orłem, gdzie podejmie się ich dobrym słowem i ciepłą strawą, a - jak wiadomo - to rozwiązuje języki. W międzyczasie torunianie powróciliby do rozmów w sprawie ESK, licząc na zmianę decyzji naszych sąsiadów. Nasyciwszy bydgoskie gardła i brzuchy, usłyszeliby na deser krótkie "nie!"
Za późno na tego rodzaju gesty i podpieranie się bufetem. Toruń miał swoją szansę ponad trzy lata temu, gdy narodziła się myśl o starcie w europejskiej rywalizacji. Przez ten czas prezydenci obu miast zdążyli sygnować listy intencyjne w sprawie wzajemnej współpracy, w międzyczasie z obu stron padło wiele kurtuazyjnych banałów o partnerstwie. W zasadzie na tym symbolicznym akcie wszystko się skończyło. Odpowiedzialni za ESK w Toruniu nie przedstawili oferty, która przekonałaby region o konieczności wsparcia naszego miasta.
"Przygotowujemy nasz start od trzech i pół roku. Jesteśmy solidnym partnerem. Razem możemy zrobić zdecydowanie więcej niż osobno" - czytamy w biuletynie prasowym biura Toruń 2016. To zaklęcie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Rozpaczliwy krzyżacki happening dowodzi, w jaki sposób traktujemy swoich partnerów: o europejskich aspiracjach Bydgoszczy nie myślimy poważnie. Nasi urzędnicy uważają bydgoską deklarację za nieostateczną i w pełni negocjowalną. Moim zdaniem nasz sąsiad po tym, jak zadeklarował walkę o ESK, automatycznie stał się takim samym konkurentem jak Gdańsk, Lublin i Łódź. I nie wytłumaczyłby się przed swoją publiką, dlaczego ustąpił akurat na widok toruńskiego krzyżaka na koniu.
Decyzja Bydgoszczy budziła różne, skrajne reakcje, torunian: wbili nam nóż w plecy, osłabili nasze szanse, nie zasługują na to miano, ale też: nie mamy z nimi szans, popierajmy ich. Gdyby nasi urzędnicy z bydgoskiej odmowy chcieli wyjść z twarzą, wysłaliby krzyżackiego rycerza do Bydgoszczy nie z zaproszeniem do dalszych negocjacji, ale z dwoma nagimi mieczami. Bydgoszcz wówczas doceniłaby zdolność honorową swojego adwersarza, ale zapewne odprawiłaby go od drzwi, mówiąc, że mieczy u nich dostatek.
- 10 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Giedrys: Zrobieni w konia wysłali konia
bartolini-bartuomiej
22.04.10, 13:56
WSTYD na całej linii!Pomysłowi, kreatywni i przede wszystkim kompetentni urzędnicy wymyślili szoł i teraz w żałosnej rozpaczy płaszczą się, żebrzą przed Bydgoszczą. Bez honoru, bez ambicji, »
-
Re: Giedrys: Zrobieni w konia wysłali konia
thornwald
23.04.10, 00:31
No nie!!! toruniaki przeszli samych siebie. Zero honoru, zero poczucia własnej wartości (prezentowali to w 95%, teraz w 100%) Wszystko przez to, że "obudzili się z ręką w nocniku" Mieli »
-
Giedrys: Zrobieni w konia wysłali konia
gilbert.grape
23.04.10, 08:48
Czy ten rycerz, z zakutym blachą łbem, to miała być jakaś alegoria?Jak zobaczyłem tę szopkę w telewizji, to prawie ze śmiechu spadłem z fotela.Wyglądało mi to na rozpaczliwe szukanie »
Najczęściej czytane24 htydzień


