Toruń opuszczony w walce o ESK, czyli gwiazda samotna
2010-04-10
, aktualizacja: 09.04.2010 17:07
Po deklaracji Bydgoszczy, która również będzie walczyła o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, Toruń jest zaskoczony. - Pojawia się pytanie o realność naszych europejskich aspiracji - mówi radny Krzysztof Makowski.
ZOBACZ TAKŻE
- ESK: Pożegnanie z Kołakowskim, powitanie Lisowskiego (23-04-10, 23:00)
- Nadolski: Wyszliśmy na naiwnych głupków (23-04-10, 10:00)
Bydgoszczanie podjęli decyzję o starcie w czwartek po spotkaniu lokalnych władz z przedstawicielami środowisk twórczych. Do tej pory nasi sąsiedzi wspierali Toruń w walce o ESK. W 2006 roku prezydenci obu miast podpisali nawet porozumienie o wzajemnej współpracy. - Bydgoszcz podjęła suwerenną decyzję i my to szanujemy - komentuje Jarosław Jaworski, rzecznik prasowy Toruń 2016, instytucji koordynującej nasze starania o europejski tytuł. - Z naszych ocen wynika, że to może osłabić kandydaturę Torunia, ale nie wzmocni szans Bydgoszczy, gdyż kandydowanie dwóch miast z jednego regionu, do tego silnie ze sobą powiązanych, europejscy eksperci mogą ocenić jako mało sensowne.
Sprawie smaczku dodaje to, że Toruń w swoich staraniach podpiera się programem Romana Kołakowskiego, którego tonem zasadniczym jest współpraca stolic regionu.
- Czy decyzja Bydgoszczy ostatecznie kompromituje program "Gwiazdy podwójnej"? - pytam Jaworskiego.
- Nie chcę zabierać głosu w tej sprawie. Najlepiej gdyby wypowiedział się dyrektor programowy, bo to jego autorski projekt i to do niego należą ewentualne jego modyfikacje - odpowiada rzecznik Toruń 2016.
Roman Kołakowski był wczoraj nieosiągalny. Dowiedzieliśmy się, że zachorował.
Start Bydgoszczy w europejskim konkursie zaskoczył i bydgoszczan, i torunian. Krzysztof Makowski nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Radny Lewicy i Demokratów nie kwestionuje prawa naszych sąsiadów do podejmowania samodzielnych decyzji; zaznacza, że ostatnie wydarzenia wpływają jednak na wiarygodność naszych partnerów w prowadzeniu wspólnych inicjatyw i mogą utrudnić przyszłą współpracę na innych polach. - Pojawia się pytanie o realność naszych europejskich aspiracji: Bydgoszcz przygotuje wniosek w cztery miesiące, my na to jak dotąd potrzebowaliśmy sztabu urzędników, którzy pracowali nad całym przedsięwzięciem kilka lat - dodaje. - Albo napisanie tego wniosku wymaga rzeczywiście solidnego przygotowania, albo byliśmy mamieni, że na projekt należy wydać wiele pieniędzy.
Daniel Muzyczuk, kurator z Centrum Sztuki Współczesnej, również jest zdania, że rywalizacja o ESK może zaognić konflikt między miastami: - Teraz nasz sąsiad zostanie przez wiele osób obwiniony o wszelkie klęski Torunia.
Tomasz Cebo, szef klubu eNeRDe, twierdzi zaś, że winą za całe zamieszanie należy obarczyć wyłącznie torunian. - Zasłużyliśmy na odrzucenie, bo nie zaproponowaliśmy bydgoszczanom żadnych konkretów. I teraz pewnie znów pięknie ożyją nam lokalne animozje - mówi.
Podkreśla, że wiadomość o starcie Bydgoszczy ma swoje dobre strony. - To będzie wyścig: Bydgoszcz i Toruń rzucą do walki coraz większe środki, zyskają na tym artyści w obu miastach. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba przykręcić śrubę i pracować, tak abyśmy wygrali.
Sprawa ma bez wątpienia wymiar regionalny - w starania Torunia o tytuł ESK zaangażował się marszałek województwa Piotr Całbecki. Gdy pracował jeszcze w toruńskim magistracie, to w jego wydziale narodził się pomysł startu naszego miasta w europejskiej rywalizacji. Marszałek wielokrotnie obiecywał mocne finansowe wsparcie toruńskich ambicji. Decyzja Bydgoszczy skomplikowała sprawę. - Marszałek nie będzie się wypowiadał na ten temat, dopóki prezydenci obu kandydackich miast nie spotkają się i nie porozmawiają ze sobą. Dopiero wtedy oceni sytuację - opowiada Beata Krzemińska, rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego.
A tymczasem w radzie programowej Toruń 2016 zasiada troje bydgoszczan: dyrektor Teatru Polskiego Paweł Łysak, Marzena Matowska z Wojewódzkiego Ośrodka Kultury i Sztuki oraz Aleksander Jankowski z UKW. Szef bydgoskiej sceny dramatycznej podjął decyzję, czy chce dalej zasiadać w toruńskim zespole. - Nie ujawnię jej do najbliższego spotkania rady. To byłoby bardzo nieeleganckie, abym najpierw ogłosił ją w prasie - opowiada Łysak.
Matowska, wyznaczona do rady przez marszałka województwa, nie ma wątpliwości. Zostaje. - Dla mnie nie istniał żaden dylemat, bo jako dyrektor wojewódzkiej instytucji kultury tak naprawdę powinnam angażować się w działania całego regionu, a to przecież nie wyklucza pracy w Bydgoszczy i w radzie Toruń 2016 - tłumaczy. - Deklaracja Bydgoszczy to nie jest dramat dla regionu. Może właśnie teraz koncepcja "Gwiazdy podwójnej" nabierze sensu? W element walki o ESK wpisana jest bowiem zmiana mentalności mieszkańców, mówi się o wyzwoleniu poczucia dumy z własnego miasta i regionu. Byłoby pięknie, gdyby ze zwycięstwa jednego z kujawsko-pomorskich miast, byłby dumny cały region, bo to buduje siłę województwa. Może w końcu zaczniemy na siebie patrzeć jak na wartościowe ośrodki?
Rada programowa Toruń 2016 zbierze się w poniedziałek.
grzegorz.giedrys@torun.agora.pl
Sprawie smaczku dodaje to, że Toruń w swoich staraniach podpiera się programem Romana Kołakowskiego, którego tonem zasadniczym jest współpraca stolic regionu.
- Czy decyzja Bydgoszczy ostatecznie kompromituje program "Gwiazdy podwójnej"? - pytam Jaworskiego.
- Nie chcę zabierać głosu w tej sprawie. Najlepiej gdyby wypowiedział się dyrektor programowy, bo to jego autorski projekt i to do niego należą ewentualne jego modyfikacje - odpowiada rzecznik Toruń 2016.
Roman Kołakowski był wczoraj nieosiągalny. Dowiedzieliśmy się, że zachorował.
Start Bydgoszczy w europejskim konkursie zaskoczył i bydgoszczan, i torunian. Krzysztof Makowski nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Radny Lewicy i Demokratów nie kwestionuje prawa naszych sąsiadów do podejmowania samodzielnych decyzji; zaznacza, że ostatnie wydarzenia wpływają jednak na wiarygodność naszych partnerów w prowadzeniu wspólnych inicjatyw i mogą utrudnić przyszłą współpracę na innych polach. - Pojawia się pytanie o realność naszych europejskich aspiracji: Bydgoszcz przygotuje wniosek w cztery miesiące, my na to jak dotąd potrzebowaliśmy sztabu urzędników, którzy pracowali nad całym przedsięwzięciem kilka lat - dodaje. - Albo napisanie tego wniosku wymaga rzeczywiście solidnego przygotowania, albo byliśmy mamieni, że na projekt należy wydać wiele pieniędzy.
Daniel Muzyczuk, kurator z Centrum Sztuki Współczesnej, również jest zdania, że rywalizacja o ESK może zaognić konflikt między miastami: - Teraz nasz sąsiad zostanie przez wiele osób obwiniony o wszelkie klęski Torunia.
Tomasz Cebo, szef klubu eNeRDe, twierdzi zaś, że winą za całe zamieszanie należy obarczyć wyłącznie torunian. - Zasłużyliśmy na odrzucenie, bo nie zaproponowaliśmy bydgoszczanom żadnych konkretów. I teraz pewnie znów pięknie ożyją nam lokalne animozje - mówi.
Podkreśla, że wiadomość o starcie Bydgoszczy ma swoje dobre strony. - To będzie wyścig: Bydgoszcz i Toruń rzucą do walki coraz większe środki, zyskają na tym artyści w obu miastach. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba przykręcić śrubę i pracować, tak abyśmy wygrali.
Sprawa ma bez wątpienia wymiar regionalny - w starania Torunia o tytuł ESK zaangażował się marszałek województwa Piotr Całbecki. Gdy pracował jeszcze w toruńskim magistracie, to w jego wydziale narodził się pomysł startu naszego miasta w europejskiej rywalizacji. Marszałek wielokrotnie obiecywał mocne finansowe wsparcie toruńskich ambicji. Decyzja Bydgoszczy skomplikowała sprawę. - Marszałek nie będzie się wypowiadał na ten temat, dopóki prezydenci obu kandydackich miast nie spotkają się i nie porozmawiają ze sobą. Dopiero wtedy oceni sytuację - opowiada Beata Krzemińska, rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego.
A tymczasem w radzie programowej Toruń 2016 zasiada troje bydgoszczan: dyrektor Teatru Polskiego Paweł Łysak, Marzena Matowska z Wojewódzkiego Ośrodka Kultury i Sztuki oraz Aleksander Jankowski z UKW. Szef bydgoskiej sceny dramatycznej podjął decyzję, czy chce dalej zasiadać w toruńskim zespole. - Nie ujawnię jej do najbliższego spotkania rady. To byłoby bardzo nieeleganckie, abym najpierw ogłosił ją w prasie - opowiada Łysak.
Matowska, wyznaczona do rady przez marszałka województwa, nie ma wątpliwości. Zostaje. - Dla mnie nie istniał żaden dylemat, bo jako dyrektor wojewódzkiej instytucji kultury tak naprawdę powinnam angażować się w działania całego regionu, a to przecież nie wyklucza pracy w Bydgoszczy i w radzie Toruń 2016 - tłumaczy. - Deklaracja Bydgoszczy to nie jest dramat dla regionu. Może właśnie teraz koncepcja "Gwiazdy podwójnej" nabierze sensu? W element walki o ESK wpisana jest bowiem zmiana mentalności mieszkańców, mówi się o wyzwoleniu poczucia dumy z własnego miasta i regionu. Byłoby pięknie, gdyby ze zwycięstwa jednego z kujawsko-pomorskich miast, byłby dumny cały region, bo to buduje siłę województwa. Może w końcu zaczniemy na siebie patrzeć jak na wartościowe ośrodki?
Rada programowa Toruń 2016 zbierze się w poniedziałek.
grzegorz.giedrys@torun.agora.pl
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Re: Toruń opuszczony w walce o ESK, czyli gwiazda
monixxxxx
12.04.10, 17:14
jakimi numerami autobusow dojade na ul grudziadzka????»
-
Re: Toruń opuszczony w walce o ESK, czyli gwiazda
szlachcic
12.04.10, 18:18
mysle ze oszolomy bydgoskie nie beda sie ubiegac o kase od marszalka bo tak pieknie mowia ze nie nalezy dublowac np lotniskaale moze sie myle, wszak to milionowa metropolia ktora ma swoje »
-
Re: Toruń opuszczony w walce o ESK, czyli gwiazda
borba_1
12.04.10, 20:59
martens właśnie tacy jak ty są dowodem na megalomanie Torunian. Mieszkasz w mieścinie której nie stać jest na wybudowanie chociażby przystanku autobusowego bez pomocy z zewnątrz a ty chcesz »
Najczęściej czytane24 htydzień




