ESK: Dyrektor nie boi się Bydgoszczy
2010-04-03
, aktualizacja: 02.04.2010 17:05
- Decyzja Bydgoszczy była gwałtowna i zapadła w ostatnim momencie. Mnie wydaje się przesadzona. Możliwe, że to sygnał dla Torunia, że powinniśmy wykazać większą aktywność - o starcie Bydgoszczy w walce o Europejską Stolicę Kultury mówi Roman Kołakowski*
ZOBACZ TAKŻE
- Nadolski: Wyszliśmy na naiwnych głupków (23-04-10, 10:00)
Grzegorz Giedrys: Decyzja Bydgoszczy o udziale w walce o tytuł ESK była wielkim zaskoczeniem. Toruń podpisał z sąsiadem porozumienie o współpracy, były zapewnienia i obietnice. To cios w plecy?
Roman Kołakowski: Nie. Podchodzę do tego z wielkim spokojem. W rozmowie z prezydentami Bydgoszczy - Konstantym Dombrowiczem i Maciejem Grześkowiakiem - pojawiła się sugestia, że istnieją naciski różnych środowisk artystycznych i politycznych, by Bydgoszcz samodzielnie startowała w europejskim konkursie. Podkreślali, że ich miasto ma odpowiedni potencjał, osiągnięcia i aspiracje. I trudno nie odmówić im racji.
Z czego więc wynika pański spokój?
- Słuszność mojej strategii ubiegania się Torunia o europejskie miano w pewien sposób potwierdziła decyzja Bydgoszczy. Zaproponowałem współpracę między tymi ośrodkami jako cel, do którego należy zmierzać. Jest niepisany konflikt między Toruniem i Bydgoszczą w różnych sferach - są między nami różnice w aspiracjach politycznych i regionalnych. To sytuacja pokrewna sytuacji współczesnej Europy. Jesteśmy zjednoczeni, ale tak naprawdę dalej dzielimy się na nowych i starych, biednych i bogatych. I te dychotomie idealnie wpisują się w moją koncepcję "Gwiazdy podwójnej", bo opisują podobne podziały między Bydgoszczą a Toruniem. Celem mojego projektu jest zażegnanie tych animozji poprzez współpracę kulturalną.
Imisława Górska, zastępca wydziału kultury i współpracy z zagranicą w bydgoskim Urzędzie Miasta, stwierdziła w TVP Bydgoszcz, że nie dostała od Torunia żadnej propozycji.
- Muszę zaprzeczyć. Bo co to znaczy?
Nie usłyszała żadnych konkretów.
- Dwa spotkania w Bydgoszczy zostały odwołane nie z naszej winy. Przyjechałem tam nawet, zdążyłem udzielić dużego wywiadu radiowego. W radzie programowej Toruń 2016 zasiadają prominentni przedstawiciele bydgoskiej kultury, którzy dokładnie wiedzą, na czym polega moja koncepcja. W końcu oddali na mnie głos.
Bydgoszczanie z rady odmawiają komentarzy dla mediów w związku z obecną sytuacją.
- Są w poważnym kłopocie. Myślę, że w znacznie większym niż ja.
Bydgoska prasa z wielką rezerwą komentowała pański program. Złośliwi twierdzą, że pańskie wypowiedzi przyspieszyły decyzję o starcie naszych sąsiadów.
- Jeśli ją przyspieszyły, to może dobrze, jeśli miała zapaść zbyt późno? Współpraca Bydgoszczy i Torunia jest niezbędna nie tylko ze względu na ESK. Bez tego w przyszłości przegra cały region.
Samodzielny start Bydgoszczy kompromituje główne hasło pańskiej strategii.
- Naszego hasła nikt z zewnątrz nie będzie w stanie skompromitować, o ile sami go nie skompromitujemy. Ta idea nie może się skompromitować. Nikt - nawet w czasie ostrej kampanii politycznej - nie zaneguje przecież konieczności współpracy naszych miast.
Ale czy to nie jest śmieszne, że nasz program odwołuje się do współpracy z bezpośrednim konkurentem?
- Być może przez to nasza propozycja wyda się bardziej interesująca.
Może trzeba zmienić tę koncepcję?
- Ja wyszedłem z tą inicjatywą i trudno w tym momencie zmienić zdanie. Jeśli rada programowa będzie dalej ją wspierała, to pozostaniemy przy tej propozycji.
Po doniesieniach prasowych z Bydgoszczy można się dowiedzieć, że sąsiedni zupełnie nie poczuli tej koncepcji.
- Nie, nie. Poczuli. Część bydgoszczan zapewne chciałaby, abyśmy walczyli o Europę wspólnie jako Toruń i Bydgoszcz, ale to niemożliwe ze względów formalnych. Proszę pamiętać, że jestem dyrektorem programowym dopiero od miesiąca, ale codziennie odbywam kilkanaście rozmów w sprawie ESK. Proszę dać mi chwilę i zacznę rozmowy z Bydgoszczą.
Bydgoszcz stawia bardzo dramatyczne ultimatum - daje nam tydzień na zmianę postawy.
- Ja chętnie ją zmienię, jeśli wreszcie dojdzie do spotkania. Trudno bowiem z miejscowym środowiskiem rozmawiać poprzez prasę. Decyzja Bydgoszczy była gwałtowna i zapadła w ostatnim momencie. Mnie wydaje się przesadzona. Możliwe, że to sygnał dla Torunia, że powinniśmy wykazać większą aktywność. Toruń 2016 intensywnie pracuje nad tym, aby odbyło się spotkanie z bydgoszczanami, aby żadna decyzja nie zapadła w tej sprawie zaocznie.
*Dyrektor programowy Toruń 2016, instytucji koordynującej starania naszego miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku
Roman Kołakowski: Nie. Podchodzę do tego z wielkim spokojem. W rozmowie z prezydentami Bydgoszczy - Konstantym Dombrowiczem i Maciejem Grześkowiakiem - pojawiła się sugestia, że istnieją naciski różnych środowisk artystycznych i politycznych, by Bydgoszcz samodzielnie startowała w europejskim konkursie. Podkreślali, że ich miasto ma odpowiedni potencjał, osiągnięcia i aspiracje. I trudno nie odmówić im racji.
Z czego więc wynika pański spokój?
- Słuszność mojej strategii ubiegania się Torunia o europejskie miano w pewien sposób potwierdziła decyzja Bydgoszczy. Zaproponowałem współpracę między tymi ośrodkami jako cel, do którego należy zmierzać. Jest niepisany konflikt między Toruniem i Bydgoszczą w różnych sferach - są między nami różnice w aspiracjach politycznych i regionalnych. To sytuacja pokrewna sytuacji współczesnej Europy. Jesteśmy zjednoczeni, ale tak naprawdę dalej dzielimy się na nowych i starych, biednych i bogatych. I te dychotomie idealnie wpisują się w moją koncepcję "Gwiazdy podwójnej", bo opisują podobne podziały między Bydgoszczą a Toruniem. Celem mojego projektu jest zażegnanie tych animozji poprzez współpracę kulturalną.
Imisława Górska, zastępca wydziału kultury i współpracy z zagranicą w bydgoskim Urzędzie Miasta, stwierdziła w TVP Bydgoszcz, że nie dostała od Torunia żadnej propozycji.
- Muszę zaprzeczyć. Bo co to znaczy?
Nie usłyszała żadnych konkretów.
- Dwa spotkania w Bydgoszczy zostały odwołane nie z naszej winy. Przyjechałem tam nawet, zdążyłem udzielić dużego wywiadu radiowego. W radzie programowej Toruń 2016 zasiadają prominentni przedstawiciele bydgoskiej kultury, którzy dokładnie wiedzą, na czym polega moja koncepcja. W końcu oddali na mnie głos.
Bydgoszczanie z rady odmawiają komentarzy dla mediów w związku z obecną sytuacją.
- Są w poważnym kłopocie. Myślę, że w znacznie większym niż ja.
Bydgoska prasa z wielką rezerwą komentowała pański program. Złośliwi twierdzą, że pańskie wypowiedzi przyspieszyły decyzję o starcie naszych sąsiadów.
- Jeśli ją przyspieszyły, to może dobrze, jeśli miała zapaść zbyt późno? Współpraca Bydgoszczy i Torunia jest niezbędna nie tylko ze względu na ESK. Bez tego w przyszłości przegra cały region.
Samodzielny start Bydgoszczy kompromituje główne hasło pańskiej strategii.
- Naszego hasła nikt z zewnątrz nie będzie w stanie skompromitować, o ile sami go nie skompromitujemy. Ta idea nie może się skompromitować. Nikt - nawet w czasie ostrej kampanii politycznej - nie zaneguje przecież konieczności współpracy naszych miast.
Ale czy to nie jest śmieszne, że nasz program odwołuje się do współpracy z bezpośrednim konkurentem?
- Być może przez to nasza propozycja wyda się bardziej interesująca.
Może trzeba zmienić tę koncepcję?
- Ja wyszedłem z tą inicjatywą i trudno w tym momencie zmienić zdanie. Jeśli rada programowa będzie dalej ją wspierała, to pozostaniemy przy tej propozycji.
Po doniesieniach prasowych z Bydgoszczy można się dowiedzieć, że sąsiedni zupełnie nie poczuli tej koncepcji.
- Nie, nie. Poczuli. Część bydgoszczan zapewne chciałaby, abyśmy walczyli o Europę wspólnie jako Toruń i Bydgoszcz, ale to niemożliwe ze względów formalnych. Proszę pamiętać, że jestem dyrektorem programowym dopiero od miesiąca, ale codziennie odbywam kilkanaście rozmów w sprawie ESK. Proszę dać mi chwilę i zacznę rozmowy z Bydgoszczą.
Bydgoszcz stawia bardzo dramatyczne ultimatum - daje nam tydzień na zmianę postawy.
- Ja chętnie ją zmienię, jeśli wreszcie dojdzie do spotkania. Trudno bowiem z miejscowym środowiskiem rozmawiać poprzez prasę. Decyzja Bydgoszczy była gwałtowna i zapadła w ostatnim momencie. Mnie wydaje się przesadzona. Możliwe, że to sygnał dla Torunia, że powinniśmy wykazać większą aktywność. Toruń 2016 intensywnie pracuje nad tym, aby odbyło się spotkanie z bydgoszczanami, aby żadna decyzja nie zapadła w tej sprawie zaocznie.
*Dyrektor programowy Toruń 2016, instytucji koordynującej starania naszego miasta o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
-
Re: ESK: Dyrektor nie boi się Bydgoszczy
czarny-ptak
03.04.10, 14:50
Zgadzam się. Stracone 3 lata i sporo kasy. Co do wywiadu pozwolę się z tobą jednak nie zgodzić. To hasło, bo przecierz nie żaden program, właśnie straciło swój sens i znaczenie. Zgadzam się,»
-
ESK: Dyrektor nie boi się Bydgoszczy
antoniorulez
03.04.10, 23:50
Uważam, że jedyną słuszną decyzją jest startowanie razem, nie ma się co oszukiwać tylko tak jestesmy w stanie walczyc z najwiekszymi miastami. Tym bardziej, ze bylby to unikalny projekt »
-
ESK to urzedniczy konkurs
aksum78
07.04.10, 13:04
dla mnie to taka zachcianka torunskich urzednikow. dopiero teraz powowli przekonali do tego artystow. o mieszkancach nie wspomne. start Bydgoszczy znowu potwierdza, ze elity obu miast nie »
Najczęściej czytane24 htydzień




