ENeRDe to nie wyspa, ale perła w koronie

Rozmawiała Natalia Waloch
2010-03-20 , aktualizacja: 19.03.2010 10:17
A A A Drukuj
Jestem pod wrażeniem poparcia, jakie klub dostaje od środowiska twórców. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest tak kultowy. Nie jest przez nas finansowany, urzędnicy nie mówią, jaki ma być program, nie wtrącają się politycy - o klubie awangardowym, któremu miasto chce odebrać lokal, mówi wiceprezydent Zbigniew Fiderewicz
Zbigniew Fiderewicz
Fot. Wojciech Kardas / AG
Zbigniew Fiderewicz
Natalia Waloch: Był pan kiedyś w klubie eNeRDe?

Zbigniew Fiderewicz, wiceprezydent Torunia: - Nie byłem. Natomiast oglądałem we wtorek zdjęcia, które pracownicy Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej zrobili podczas wizji lokalnej. Jestem pod wrażeniem.

Dobrym czy złym?

- Złym. Ale też obejrzałem stronę internetową klubu i tu jestem pod bardzo pozytywnym wrażeniem i strony, i programu artystycznego. Ktoś, kto nie był w samym lokalu, a wyrabia sobie opinię na podstawie witryny i śledzenia bogatego programu, w zderzeniu z rzeczywistością doznałby szoku. A pani była w eNeRDe?

Byłam.

- I co pani uważa?

Mam bardzo dobre wrażenia. Świetna oferta artystyczna.

- A ja patrzę na te fotografie... Oczywiście, inaczej to wygląda, kiedy są ludzie, a nie puste wnętrza.

Jest taki trend, co widzę w całej Polsce, że wiele klubów energię wkłada raczej w program, a nie we wnętrza.

- Może rzeczywiście ludzie nie przychodzą do eNeRDe, żeby oglądać ściany czy siedzieć w wygodnych fotelach, tylko słuchać muzyki i może nie jest dla nich istotne, żeby usiąść w fotelu sali widowiskowej czy na eleganckim krześle.

A może najlepiej by było, gdyby pan się po prostu wybrał do klubu na jakąś imprezę i wtedy miałby pan pełny obraz.

- Może. Może wzbudziłbym jakąś sensację. Dużo osób zabiera głos w sprawie tego klubu, chociaż nigdy tam nie byli. Ale to chyba nasza polska specjalność.

Pan też tam nie był.

- Nie, ale znam sprawę. I proszę zauważyć, że nie oceniam oferty kulturalnej. Na to bym sobie nie pozwolił.

Na ostatniej komisji kultury rady miasta powiedział pan, że wrzawa wokół eNeRDe pana zaskoczyła. Dlaczego? Nie zdawał pan sobie sprawy, że to tak ważne miejsce dla Torunia?

- Nie zdawałem sobie sprawy, że to tak kultowy klub. Jest wiele innych miejsc bardziej kultowych, w których sam bywałem. Na pewno jest to Od Nowa. Legendarna z różnych powodów: i Republika, i obecna ciekawa oferta kulturalna. I to jedyny dziś klub studencki działający w strukturze uczelni. Kiedyś był w Dworze Artusa, a dziś świetnie radzi sobie na Bielanach. Sądziłem, że kultowym miejscem jest klub Pod Aniołem. Tam bywałem. Teraz nową gwiazdą na kulturalnym firmamencie Torunia jest Lizard King. Tam również byłem. I nie ukrywam, że w tych miejscach działalność jest prowadzona w zupełnie innych warunkach estetycznych.

Skoro warunki w eNeRDe nie przeszkadzają jego bywalcom, to w czym problem?

- Oczywiście, widocznie młodzi ludzie dobrze się tam czują, bo to nie jest dla nich tak ważne, jak możliwość spotkania artystów i swobodnego nieskrępowanego wypowiadania się, wyrażania swoich emocji. Może w innym miejscu nie wypadałoby w tak entuzjastyczny i niekontrolowany sposób ich pokazywać.

Nie wiem, co ma pan na myśli, ale nigdy nie widziałam, żeby tam ktoś skakał, krzyczał czy rwał włosy z głowy. Zabawa wygląda tam jak w innych klubach. Jest jeszcze jedna rzecz, podnoszona przez toruńskie środowisko: eNeRDe to rodzaj przytuliska dla początkujących artystów, którzy często nie mają miejsca na swoją działalność.

- Oczywiście, ale nie można stawiać tezy, że eNeRDe to jedyna gwiazda w Toruniu i że bez niego kultura się zawali.

Jest pan w stanie wskazać drugie miejsce kultury alternatywnej?

- Kiedyś był to Teatr Wiczy w Ratuszu.

Ale Wiczy już nie ma.

- Nie ma, ale to nie jest wina magistratu.

Nie mówię teraz o niczyjej winie, tylko o tym, że wskazanie eNeRDe jako jedynej ostoi alternatywy w Toruniu jest chyba słuszne.

- Może w Toruniu jest miejsce tylko na jeden taki klub. Gdyby było większe zapotrzebowanie, inni też poszliby tą drogą.

Ale na ten jeden klub zapotrzebowanie najwyraźniej jest.

- Tak. Zawsze w życiu jest tak, że coś odmiennego budzi ciekawość i zainteresowanie.

Jest szansa na miejsce dla alternatywy na Starówce?

- Myślę, że tak. Jesteśmy otwarci na rozmowę. Jestem pod wrażeniem poparcia, jakie klub dostaje od środowiska twórców.

eNeRDe zostanie na Browarnej?

- W przyszłym tygodniu będziemy rozmawiać z obydwoma właścicielami klubu, a właściwie spółki, bo to jest normalny podmiot gospodarczy, o czym trzeba pamiętać. Sądzę, że niektórzy zabierając głos, mają wrażenie, że to stowarzyszenie czy fundacja.

To jakoś piętnuje eNeRDe, że jest spółką? Chyba dobrze, że ktoś za prywatne pieniądze robi rzeczy ważne dla kulturalnego życia miasta.

- Nie, to nie piętnuje. Ale w przypadku fundacji też mamy do czynienia z prywatnymi pieniędzmi.

To źle, że eNeRDe nie jest organizacją pozarządową?

- Dobrze. Tylko inaczej traktujemy podmioty gospodarcze, a inaczej pozarządówkę. Te kwestie reguluje polskie prawo. Dla nas nie ma znaczenia, w jakiej formie klub prowadzi działalność. To jest istotne tylko w przypadku rozliczeń finansowych.

Mówił pan, że klub ma zaległości. Tomasz Cebo, współwłaściciel eNeRDe, twierdzi, że odkąd spółką kieruje on i jego wspólnik Marek Lipiński, zaległości nie ma. Jedyną jest czynsz za styczeń, który deklarują zapłacić.

- Panowie są właścicielami spółki od 2007 r. I od tego czasu zaległości były w 2007 r., w 2008 upominani byli dwukrotnie. Teraz mają zaległość za styczeń i luty.

Jakiej wysokości?

- Rzędu 4-5 tys. zł.

Tylko z nimi ZGM ma taki kłopot?

- Nie. Nie mówię, że są jedyni. Oczywiście mniejsze czy większe zaległości mają też inne podmioty. Dlatego ZGM musi wszystkich traktować jednakowo.

I wszystkim wymawia lokale?

- Też. Potem często dochodzi do ugód, rozłożenia zaległości na raty, wypowiedzenie jest cofane lub spisywana nowa umowa.

W przypadku lokalu przy ul. Browarnej mamy sytuację, w której z jednej strony jest klub, ośrodek alternatywy za prywatne pieniądze robiący sporo dla miasta, rozsławiający Toruń wśród tych, którzy nie przyjeżdżają dla Kopernika i piernika. Z drugiej strony jest fundacja wspierająca samotne matki i dzieci ze Starówki. Czy jest szansa, że w centrum będzie miejsce dla obu tych instytucji?

- Teren Starówki jest ograniczony, ale myślę, że jest tu miejsce i dla klubu eNeRDe, i dla fundacji oraz prowadzonej przez nią świetlicy środowiskowej. Jest nadzieja, że rezygnując z innych planów, znajdziemy lokalizacje dla obu tych podmiotów. Wracając do tego, co pani powiedziała, na pewno jest grupa młodzieży, która przyjeżdża do Torunia dla eNeRDe, ale miasto ma wiele innych zalet.

Chyba zachodzi pewne nieporozumienie. Pan prezydent cały czas mówi „młodzież”. eNeRDe to nie jest klub stricte młodzieżowy. Na komisji kultury mówił pan, że Od Nowa świetnie działa poza Starówką. Ale to jest klub studencki, podczas gdy do eNeRDe chodzi masa ludzi dorosłych, pracujących zawodowo.

- Nie znam przekroju gości klubu, nie wiem, z jakich środowisk się wywodzą. Ale mam sygnały od znajomych, których dzieci tam chodzą, i tu jest mowa o nasto - i 20-latkach. Ale może się zdarzyć, że w grupie fanów są starsze osoby.

W grupie fanów jest Dorota Stalińska i Jan Nowicki, którzy bywali w eNeRDe podczas ostatniego festiwalu Tofifest i byli pod wielkim wrażeniem.

- Byli tam dlatego, że to był lokal festiwalowy.

Komplementów mówić nie musieli.

- Wie pani, jak się jest gościem, to się chwali. Ludzie lubią słuchać komplementów. Każdy z nas pod adresem gospodarzy nie powie złego słowa, nawet jeśli coś nam się nie podoba.

To ja też powiem komplement: ma pan piękny krawat.

- Tak? Dziękuję bardzo.

Co pan myśli o wypowiedzi Romana Kołakowskiego, dyrektora programowego biura Toruń 2016, który stwierdził, że artysta, rozmawiając z urzędnikiem, powinien włożyć krawat?

- Ja tego nie wymagam. To sprawa osobista. Niektórzy, szczególnie artyści, źle się czują w krawacie. Jedni wolą muszkę, inni apaszkę, a jeszcze inni T-shirt. Ja nie wyobrażam sobie chodzenia do pracy bez krawata, chociaż w weekendy ubieram się na sportowo. Zakładamy takie stroje, w jakich dobrze się czujemy.

Czyli jeśli szefowie eNeRDe przyjdą na spotkanie z panem bez krawatów, rozmowy się nie posypią?

- Oczywiście, że nie. Pan Roman Kołakowski użył metafory. W jego wypowiedziach było ich więcej, na przykład ta dotycząca nazwy klubu i flagi. Ja zdziwiłbym się, gdyby w eNeRDe zabrakło jakiegoś reliktu minionej epoki.

Nazwa klubu pana drażni?

- Nie.

Pojawiły się głosy, że zawirowanie wokół eNeRDe jest dla Torunia - w kontekście naszych starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury - wartościowe. Dzięki niemu przewala się masa krytyczna, co może być pewnym katharsis, zintegrowało się środowisko artystyczne. Widać, że twórcy chcą rozmawiać z miastem.

- Na pewno to, co się stało, będzie korzystne dla miasta i dla środowiska kultury. Była szefowa biura Toruń 2016 Barbara Sroka prowadziła spotkania z twórcami i wówczas padały stwierdzenia, że środowisko jest podzielone, mówi różnymi językami. I teraz nagle za sprawą eNeRDe zaczynają mówić jednym głosem. Wcześniej każdy widział tylko czubek własnego nosa, a dziś się okazuje, że w imię dobrze pojętego solidaryzmu popiera klub i apeluje do władz miasta o weryfikację decyzji.

Artyści deklarują, że chcą rozmawiać z miastem o strategii kulturalnej. Miasto jest na to gotowe?

- Po raz pierwszy słyszę o tym od pani. Drzwi magistratu są otwarte. Jeśli środowisko chce działać na rzecz Torunia, jesteśmy gotowi. W sferze kultury mamy kilka pomysłów, które będziemy środowisku prezentować. Jeden będzie realizowany w ramach projektu rewitalizacji. Dwa kultowe obiekty - Brama Klasztorna i Baszta Gołębnik - będą przeznaczone na cele kulturalne. Kto złoży lepszą ciekawszą ofertę, ten będzie gospodarzem.

Pracownia Kultury Współczesnej zapowiada zorganizowanie debaty o eNeRDe, o wydarzeniach ostatnich dni, o dialogu między artystami i magistratem. Przyjdzie pan?

- Oczywiście. Nie unikam takich spotkań. Jeśli tylko mam czas, zawsze na nich jestem. Chcemy się wsłuchać w głosy środowiska.

Na wspomnianej już komisji kultury mówił pan, że sprawa eNeRDe nie ma nic wspólnego z walką o ESK.

- Tak. To jest teraz wygodne, zresztą nie tylko w Toruniu, podpiąć wszystko pod ESK. Jeśli jest jakiś problem, zaraz słychać: miasto aspirujące do ESK wypowiada umowę klubowi, miasto aspirujące do ESK ma autobusy, które się spóźniają, albo dziury w drodze itd.

Ale chyba jeśli chodzi o klub, nie jest to bezpodstawne.

- Zgadzałbym się, gdyby eNeRDe było jedyną inicjatywą kulturalną w mieście i od niego zależałoby być albo nie być naszego ESK. Ale w Toruniu dzieje się o wiele więcej.

Zawsze chyba jednak warto mieć jak najwięcej pereł w koronie.

- Tak, ale żeby być perłą, to wymaga lat.

eNeRDe działa kilka lat.

- Trzy.

Siedem.

- Tak, ale klub ewoluował, zmieniał się. Pan Tomasz Cebo, główny animator, działa od 2007 r. Sądzę, że w kulturalnej koronie Torunia pereł jest sporo.

Czy w naszej walce o ESK obok pereł jak Teatr Horzycy czy Dwór Artusa, gdzie prezentuje się sztukę klasyczną, widzi pan miejsce dla kultury awangardowej, niszowej? Ona może dziś państwa drażni, ale impresjoniści też drażnili, jak zaczynali.

- Oczywiście, że widzę takie miejsce. Cieszymy się z różnorodności. Każdy gatunek sztuki ma swojego odbiorcę. Są tacy, którzy uważają, że sztuka to tylko muzyka symfoniczna i wernisaże, i tacy, którzy wolą kulturę tworzoną przez twórców niezależnych od polityków, urzędników i publicznych pieniędzy. Przykładem jest klub eNeRDe, który działa niezależnie od Urzędu Miasta. Nie jest przez nas finansowany, urzędnicy nie mówią, jaki ma być program, nie wtrącają się politycy.

To wada czy zaleta tego miejsca.

- Myślę, że zaleta. Prowadzący klub sami stanowią o sobie, tworzą eNeRDe na własne ryzyko i odpowiedzialność. Ale nie są wyspą na oceanie kulturalnym Torunia, muszą brać pod uwagę zobowiązania, jakie podjęli.

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • beton qbba77 20.03.10, 20:39

    stary pieprzony beton... na osła go!»

  • ENeRDe to nie wyspa, ale perła w koronie expierniczka 20.03.10, 21:46

    tylko proszę nie porównywać eNeRDe z byłą speluną teatru Wiczy. To jestzupełnie inna strategia działania. Wicza żył i żerował na dotacjach z kasymiasta, za które realizował swoje-nie -swoje »

  • ENeRDe to nie wyspa, ale perła w koronie gumka7 20.03.10, 22:35

    Pan Fiderewicz to mógłby reklamować podpaski z Torunia a jest wiceprezydentemodpowiedzialnym za kulturę w naszym mieście, no cóż jaki gospodarz takie podpaski!»