Czytelnicy: Ręce precz od eNeRDe

red
2010-03-17 , aktualizacja: 16.03.2010 20:01
A A A Drukuj
Nie słabnie burza, jaką rozpętała zapowiedź władz Torunia o przeniesieniu klubu eNeRDe poza Starówkę. Dziś publikujemy kolejne opinie na ten temat
Warsztaty filmowe w eNeRDe
Fot. Robert Górecki / Agencja Gazeta
Warsztaty filmowe w eNeRDe
ZOBACZ TAKŻE
Niech żyje NRD!

Próba zamknięcia NRD jest bezmyślnością, krótkowzrocznością oraz kompletnym brakiem obycia we współczesnym świecie. Po tym zamknięciu różnorodność Torunia, i tak od dawna moherowa, stanie się jeszcze bardziej jednorodna.

Cóż po artyście w mieście marnym, powiedział Prezydent Torunia i zamknął NRD.

Dlatego protestujemy! Nie pozwolimy! A jak będzie trzeba, staniemy w obronie!

NRD - NIECH ŻYJE!

Pracownia Kultury Współczesnej: Karol Zamojski, Lidia Chmielewska, Olga Szczechowska, Agata Koczan, Anna Michalak, Monika Kochowicz, Radosław Nojak, Natalia Zielińka, Emilia Walczak

Kultura to nie "piernik i Kopernik"

Redakcja zapytuje czy Roman Kołakowski, dyrektor programowy biura Toruń 2016 powinien stać się arbitrem w sporze między klubem NRD a miastem. Oczywiście, że powinien, jednak po przeczytaniu wywiadu, który przeprowadził z nim Grzegorz Giedrys [Artysto, ubierz się w krawat!, Gazeta Wyborcza 13-14 marca 2010 r. - dop. red.], widzę, że nie jest w stanie tego zrobić. Z jednego prostego powodu: nie potrafi i nie chce zająć miejsca obrońcy kultury, wykazując się typowo urzędniczą mentalnością. Świadczy o niej właściwie cały ten wywiad, a przede wszystkim wypowiedź pod adresem Tomasza Cebo o krawacie, jako elemencie koniecznym do przeprowadzenia dyskusji z magistratem (...).

Czy ktoś taki może bronić kultury? Nie, ponieważ nie widzi, że kultura to nie wizerunkowa fasada "piernik i Kopernik", te symulacje kultury, którymi mami się ludzi spoza Torunia, ale działania takich ludzi jak choćby dyrektor artystyczny NRD. Notabene, wypowiedzi Kołakowskiego na temat nazwy klubu również obnażają, mówiąc najdelikatniej, nieadekwatność tej postaci wobec pełnionej przez niego funkcji. Czy nie widzi on, że ktoś, kto jej używa, nie musi koniecznie aprobować zbrodni komunistycznego systemu? Że jest to - jak zauważył prowadzący z nim rozmowę - żart? Żart, który z samej swojej natury ma oswajać to, co straszne? Nie, nie widzi, i to właśnie jest straszne.

Nie znamy prawdziwych przyczyn wypowiedzenia właścicielom NRD przez miasto umowy o najem lokalu. Kołakowski sugeruje kilka. Mówi na przykład o przyczynach merytorycznych, co by to jednak miało znaczyć, nie wiem. Wspomina też o niezadowolonych sąsiadach - naprawdę jednak wątpię, żeby niszowa, alternatywna publiczność słuchająca grających inteligentną elektronikę dj-ów, awangardowy hip-hop raperów i jeszcze bardziej hermetyczny noise rockowców robiła tyle hałasu. A jeśli tak, to są służby porządkowe, które mogą rozwiązać problem bez odwoływania się do zamykania lokalu raz na zawsze! Zresztą szczerze mówiąc, przyczyny wypowiedzenia tej umowy nie obchodzą mnie. Wszystkie będą nieproporcjonalne do straty, którą poniesie kultura Torunia, jeśli NRD zostanie zamknięte. Te straty już zresztą ponosimy: zamknięto Krzywą Wieżę, a dzisiaj na forum GW czytam o zamknięciu Teatru Wiczy. Czy kiedy w Piwnicy pod Aniołem ktoś będzie chciał zrobić biuro podatkowe, miasto również nie kiwnie palcem? Co nam zostanie? Pięćdziesiąt dyskotek na krzyż, dwieście banków na ul. Szerokiej, pierniki i przekonanie, że Mikołaj Kopernik wielki był?

Pozdrawiam,

dr Paweł Bohuszewicz, adiunkt na Wydziale Filologicznym UM w Toruniu

Wyobraźmy sobie Norwida w krawacie

Jako poeta, który blisko 30 lat przeżył w dobie PRL-u rozumiem Romana Kołakowskiego w jego niechęci do nazwy klubu "eNeRDe". Nazwa i użycie flagi sugerują sympatię do nieistniejącego reżimu - obiecują dobrą zabawę w komunistycznych dekoracjach. Granice dobrego smaku i przyzwoitości zostały przekroczone.

Prawie dziesięć lat temu obawiałem się podobnych pomysłów, pisząc w eseju "Zbawienny postmodernizm": "Odnowiony i odmalowany KL AUSCHWITZ spuści trapy, weźmie na wycieczkę pasażerów i popłynie pełną parą z nami na pokładzie, dymiąc efektownie kominami wybłyszczonych krematoriów. W wirtualnym świecie spełnionych marzeń przecież wszystko jest możliwe".

Wirtualny świat stał się rzeczywistością, straszącą ponurymi dekoracjami.

Jako poeta słuchający pieśni Romana Kołakowskiego, pamiętający czasy PRL-u i służalstwa artystów, nie rozumiem tych postulatów uniżoności artystów wobec urzędników i tolerowania niekompetencji tych ostatnich. Artysta ma założyć krawat, nauczyć się pisać wnioski i rozmawiać z urzędnikami...

Artysta ma tworzyć, a nie pisać wnioski, kłaniać się i uczyć urzędniczych manier! Nie potrafię sobie wyobrazić Romana Kołakowskiego biegającego za sekretarzem wydziału kultury w garniturze, przekonującego że jego projekt zasługuje na dofinansowanie, gdyż nie ma w nim treści antysocjalistycznych, a nawet chwali Związek Radziecki.

Z drugiej strony, to od urzędników zarządzających kulturą powinniśmy oczekiwać kompetencji, świadomości artystycznej, aktywności w poszukiwaniu ciekawych zjawisk i osobowości, a nie tylko oceniania wniosków pod względem poprawności.

A może Panie Romanie wyobraźmy sobie Norwida w krawacie, zapewniającego, że on spełnia wszystkie kryteria, by dostać dotację. Myślę, że stracilibyśmy dla niego wiele szacunku.

Pracownik wydziału opieki społecznej nie wymaga od "beneficjantów" garnituru; i sam rzadko go nosi. Pan też tłumaczył, śpiewał i bardziej szanuje - jako artysta - twórców, którzy raczej nie umieli pięknie wiązać krawata i rozmawiać z urzędnikami: Toma Waitsa, Bertolda Brechta, czy Nicka Cave'a.

Sławomir Matusz

eNeRDe jak Mózg

Uważam, ze Roman Kołakowski (...) praktycznie nic wie o kulturze w Toruniu. Wprawdzie nie do końca zgadzam się z całością odrzuconego programu Środka Świata zaproponowanego przez mojego ojca, ale po odrzuceniu tego programu spodziewałem się wyboru kogoś naprawdę wyjątkowego. Gdy Kołakowski stanął przed gośćmi debaty w Pokoju z Kuchnią, odniósł totalną porażkę. Wywiad dotyczący klubu eNeRDe jeszcze bardziej utwierdził mnie w tym, że nowy dyrektor meandruje (...) przed opowiedzeniem się za lub przeciw. Jest w oczach urzędników gwiazdorem, magikiem i supermanem, który uratuje miasto. Nic bardziej mylnego. Roman Kołakowski uważa klub jedynie za "dekorację Starego Miasta". Pomijam już, że NRD znajduje się na Nowym Mieście. Klub jest tym, czym od wielu lat jest "Mózg" w Bydgoszczy. Jest studio nagrań, jest galeria sztuki a właściwie dwie, bo wraz z M. Szczepańskim prowadzę tam Galerię Jednego Zdjęcia. Są debaty, warsztaty. O tym wszystkim Roman Kołakowski nie wiedział, a został mianowany dyrektorem programowym ESK? Jakim cudem.

Jacek Chmielewski

Podziel się

  • 30 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Czytelnicy: Ręce precz od eNeRDe co_bedzie_dalej 17.03.10, 22:17

    Przeczytałem blog (adres zamieszczony powyżej) dużo tekstu ale też dużo racji.Przyszła mi taka refleksja: Władza się wystraszy - Cebo dostanie co chce - a co z całą resztą? jeżeli wszystko »

  • Czytelnicy: Ręce precz od eNeRDe sheevey 17.03.10, 23:50

    Przykro mi, że musimy rozmawiać o takich sytuacjach, w niezrumiale przykry sposób. Dzięki takim sytuacjom przypominamy sobie i zapominamy, że jesteśmy podmiotami i obywatelami, a nie »

  • Czytelnicy: Ręce precz od eNeRDe pereubu 20.03.10, 20:45

    tez macie co przezywacmiasto wypowiada umowe klubowi, i co z tego?jakies umowy byly sporzadzone, jakies tam teminy wypowiedzenia zachowanojakby to sklepowi wypowiedzieli to byscie nie »