Kołakowski: Artysto, ubierz się w krawat!
2010-03-13
, aktualizacja: 12.03.2010 18:39
Jeśli chodzi o eNeRDe, muszę przyznać, że taka dekoracja starego miasta zupełnie mnie nie zachwyca. Wie pan, jestem człowiekiem starszego pokolenia i oburza mnie prowokacyjne powoływanie na nazwę klubu jednego z najbardziej wrednych komunistycznych reżimów - mówi Roman Kołakowski, dyrektor programowy Toruń 2016
ZOBACZ TAKŻE
- ENeRDe to nie wyspa, ale perła w koronie (20-03-10, 14:00)
- Toruńskie eNeRDe podzieli los NRD (11-03-10, 08:00)
Grzegorz Giedrys: Na wtorkowej debacie w CSW, na której przedstawił pan zarys programu naszych starań o tytuł ESK, zadeklarował pan dialog ze środowiskiem artystycznym i nową filozofię współpracy z twórcami. Miasto wypowiedziało teraz umowę klubowi eNeRDe z ul. Browarnej 6. Jak się mają pana deklaracje do rzeczywistych działań?
Roman Kołakowski: Po pierwsze, nie znam przyczyn tego wypowiedzenia, więc trudno mi to skomentować. Nie wiem, czy przemówiły za tym względy merytoryczne, obiektywne czy finansowe. Mam jednak nadzieję, że uda mi się przekonać władze miasta i regionu do współpracy z artystami, zwłaszcza z tymi młodymi. Chcę namawiać twórców do aktywności i uczenia się zwyczajów urzędniczych. Mówiłem o tym zresztą na wtorkowej dyskusji. Warto, aby artyści nauczyli się współpracować z urzędnikami, bo do dialogu potrzebne są dwie strony.
Szefowi klubu eNeRDe Tomaszowi Cebo powiedział pan na spotkaniu: „Może rozmowa z magistratem wyglądałaby inaczej, gdyby ubrał się pan w krawat?”.
- To oczywiście była taka przenośnia. Chodziło mi bowiem o to, że artyści powinni znać reguły rozmowy z urzędami, żeby potrafili poruszać się w kręgach, w których zabiega się o pieniądze. Często niestety jest tak, że twórcy nie starają się o dotacje lub przedstawiają nieinteresujące projekty, a później mają pretensje, że pieniądze dostają ci, którzy składają wnioski. Tego po prostu trzeba się nauczyć. Ten krawat był więc metaforą postępowania według zasad czytelnych dla urzędników.
A tymczasem magistrat, uzasadniając wypowiedzenie eNeRDe, stwierdził jedynie, że lokal należał do gminy i że urzędnicy po prostu mieli prawo wypowiedzieć umowę najmu. Żadnego uzasadnienia, merytorycznej oceny. W tym kontekście ta wypowiedź świadczy o urzędniczej arogancji. Czy zamierza pan tak mediować, aby artyści nie postrzegali urzędów jako strony aroganckiej i opresyjnej?
- Zmiana nastawienia nie będzie możliwa bez rozmowy. Ale proszę pamiętać: ja nie mam żadnych możliwości decyzyjnych, pracuję w instytucji kultury na zasadzie umowy o dzieło. Niewygodnie jest mi komentować sprawę, o której dowiaduję się z trzeciej ręki. Nikt do mnie nie zadzwonił, choć przekazałem panu Cebo wizytówkę z prywatnym numerem telefonu.
Od kilku dni artyści związani z eNeRDe i bywalcy tego klubu mobilizują siły, aby zaprotestować przeciwko przenosinom lokalu z ul. Browarnej. Przygotowują protest.
- I dobrze. Mają absolutnie do tego prawo. Protest jest formą demokratycznego działania. Paradoksalnie ta sytuacja może zbliżyć do siebie różne środowiska, zintegrować je.
Jak widzi pan swoją rolę w tym konflikcie?
- Trudno mi powiedzieć. Może artyści przekonaliby mnie do swoich racji, ale ja nie wiem, czy nie mieli problemów z czynszem, czy sąsiedzi się na nich zbyt często nie skarżyli. Wie pan, są dziesiątki rzeczy, które mogłyby wpłynąć na decyzję urzędników w tej sprawie. Jeśli chodzi o eNeRDe, muszę przyznać, że taka dekoracja starego miasta zupełnie mnie nie zachwyca. Do tego jeszcze dochodzi nazwa klubu. Wie pan, jestem człowiekiem starszego pokolenia i oburza mnie prowokacyjne powoływanie na nazwę klubu jednego z najbardziej wrednych komunistycznych reżimów.
Nie poznaje pan, że to żart?
- Rozumiem, że jest to rodzaj prowokacji, ale wolałbym, aby artyści szukali innych wzorców. Istnieją miejsca we Wrocławiu nawiązujące do PRL-u. Czasami mim wystąpi na ulicy ucharakteryzowany na Stalina albo Lenina, a to przecież byli zbrodniarze. Pewnie zareagowalibyśmy dopiero, gdyby przebrał się za Hitlera.
Wystrój eNeRDe ani jego działalność nie nawiązują do totalitaryzmów.
- Ja to doskonale rozumiem. Nie byłem jeszcze wewnątrz klubu, ale w witrynie widziałem flagę enerdowską. I ta flaga staje się w jakimś sensie symbolem Torunia. Chętnie porozmawiam z tymi młodych ludźmi, czy tak naprawdę muszą nazywać swoje miejsce w ten sposób.
Nie wydaje się panu, że w tej sytuacji nazwa jest sprawą zupełnie drugorzędną?
- A to dlaczego? W aplikacji europejskiej trudno byłoby się na nią powoływać. Osobną kwestią jest to, dlaczego dostali wypowiedzenie. Może nawet ta nazwa jest jedną z przyczyn?
Tego nie wiemy, bo miasto nie uzasadniło swojej decyzji. W różnych wypowiedziach na forach internetowych i portalach społecznościowych pojawiają się teraz głosy powątpiewania w ideę ESK. Mogą być problemy z przywróceniem wiarygodności naszych starań.
- To jest bardzo możliwe. Proszę pamiętać, że przyszedłem tu w bardzo konkretnej sytuacji, a budowanie porozumienia między artystami i urzędnikami to jest długotrwały proces. Mamy niewiele czasu na rozmowy i złożenie aplikacji. I jeśli - daj Panie Boże - Toruń przeszedłby do następnego etapu starań o ESK, to w mieście pojawi się nowa energia i zaczną się konkretyzować poważne plany. Jestem tu dwa tygodnie i po dwóch spotkaniach z torunianami widzę, że obdarzono mnie dużym kredytem zaufania. Media również.
A nie chciałby pan budować swojego autorytetu wokół pomocy młodym twórcom?
- Takiej deklaracji nie mogę złożyć. Proszę pamiętać, że nie dostałem żadnej oficjalnej informacji na temat tego klubu. Nie rozmawiałem też o tym z urzędnikami. Tak naprawdę rozmowa z panem to jest dla mnie okazja do zapoznania się z tym problemem. I teraz rozumiem jedno: często drobne sprawy przybierają taki wymiar, że mogą decydować o ważniejszych zjawiskach.
Czekamy na opinie
Czy dyrektor programowy Toruń 2016 powinien stać się arbitrem w sporze między klubem eNeRDe a miastem? Czekamy na państwa opinie: redakcja@torun.agora.pl
Roman Kołakowski: Po pierwsze, nie znam przyczyn tego wypowiedzenia, więc trudno mi to skomentować. Nie wiem, czy przemówiły za tym względy merytoryczne, obiektywne czy finansowe. Mam jednak nadzieję, że uda mi się przekonać władze miasta i regionu do współpracy z artystami, zwłaszcza z tymi młodymi. Chcę namawiać twórców do aktywności i uczenia się zwyczajów urzędniczych. Mówiłem o tym zresztą na wtorkowej dyskusji. Warto, aby artyści nauczyli się współpracować z urzędnikami, bo do dialogu potrzebne są dwie strony.
Szefowi klubu eNeRDe Tomaszowi Cebo powiedział pan na spotkaniu: „Może rozmowa z magistratem wyglądałaby inaczej, gdyby ubrał się pan w krawat?”.
- To oczywiście była taka przenośnia. Chodziło mi bowiem o to, że artyści powinni znać reguły rozmowy z urzędami, żeby potrafili poruszać się w kręgach, w których zabiega się o pieniądze. Często niestety jest tak, że twórcy nie starają się o dotacje lub przedstawiają nieinteresujące projekty, a później mają pretensje, że pieniądze dostają ci, którzy składają wnioski. Tego po prostu trzeba się nauczyć. Ten krawat był więc metaforą postępowania według zasad czytelnych dla urzędników.
A tymczasem magistrat, uzasadniając wypowiedzenie eNeRDe, stwierdził jedynie, że lokal należał do gminy i że urzędnicy po prostu mieli prawo wypowiedzieć umowę najmu. Żadnego uzasadnienia, merytorycznej oceny. W tym kontekście ta wypowiedź świadczy o urzędniczej arogancji. Czy zamierza pan tak mediować, aby artyści nie postrzegali urzędów jako strony aroganckiej i opresyjnej?
- Zmiana nastawienia nie będzie możliwa bez rozmowy. Ale proszę pamiętać: ja nie mam żadnych możliwości decyzyjnych, pracuję w instytucji kultury na zasadzie umowy o dzieło. Niewygodnie jest mi komentować sprawę, o której dowiaduję się z trzeciej ręki. Nikt do mnie nie zadzwonił, choć przekazałem panu Cebo wizytówkę z prywatnym numerem telefonu.
Od kilku dni artyści związani z eNeRDe i bywalcy tego klubu mobilizują siły, aby zaprotestować przeciwko przenosinom lokalu z ul. Browarnej. Przygotowują protest.
- I dobrze. Mają absolutnie do tego prawo. Protest jest formą demokratycznego działania. Paradoksalnie ta sytuacja może zbliżyć do siebie różne środowiska, zintegrować je.
Jak widzi pan swoją rolę w tym konflikcie?
- Trudno mi powiedzieć. Może artyści przekonaliby mnie do swoich racji, ale ja nie wiem, czy nie mieli problemów z czynszem, czy sąsiedzi się na nich zbyt często nie skarżyli. Wie pan, są dziesiątki rzeczy, które mogłyby wpłynąć na decyzję urzędników w tej sprawie. Jeśli chodzi o eNeRDe, muszę przyznać, że taka dekoracja starego miasta zupełnie mnie nie zachwyca. Do tego jeszcze dochodzi nazwa klubu. Wie pan, jestem człowiekiem starszego pokolenia i oburza mnie prowokacyjne powoływanie na nazwę klubu jednego z najbardziej wrednych komunistycznych reżimów.
Nie poznaje pan, że to żart?
- Rozumiem, że jest to rodzaj prowokacji, ale wolałbym, aby artyści szukali innych wzorców. Istnieją miejsca we Wrocławiu nawiązujące do PRL-u. Czasami mim wystąpi na ulicy ucharakteryzowany na Stalina albo Lenina, a to przecież byli zbrodniarze. Pewnie zareagowalibyśmy dopiero, gdyby przebrał się za Hitlera.
Wystrój eNeRDe ani jego działalność nie nawiązują do totalitaryzmów.
- Ja to doskonale rozumiem. Nie byłem jeszcze wewnątrz klubu, ale w witrynie widziałem flagę enerdowską. I ta flaga staje się w jakimś sensie symbolem Torunia. Chętnie porozmawiam z tymi młodych ludźmi, czy tak naprawdę muszą nazywać swoje miejsce w ten sposób.
Nie wydaje się panu, że w tej sytuacji nazwa jest sprawą zupełnie drugorzędną?
- A to dlaczego? W aplikacji europejskiej trudno byłoby się na nią powoływać. Osobną kwestią jest to, dlaczego dostali wypowiedzenie. Może nawet ta nazwa jest jedną z przyczyn?
Tego nie wiemy, bo miasto nie uzasadniło swojej decyzji. W różnych wypowiedziach na forach internetowych i portalach społecznościowych pojawiają się teraz głosy powątpiewania w ideę ESK. Mogą być problemy z przywróceniem wiarygodności naszych starań.
- To jest bardzo możliwe. Proszę pamiętać, że przyszedłem tu w bardzo konkretnej sytuacji, a budowanie porozumienia między artystami i urzędnikami to jest długotrwały proces. Mamy niewiele czasu na rozmowy i złożenie aplikacji. I jeśli - daj Panie Boże - Toruń przeszedłby do następnego etapu starań o ESK, to w mieście pojawi się nowa energia i zaczną się konkretyzować poważne plany. Jestem tu dwa tygodnie i po dwóch spotkaniach z torunianami widzę, że obdarzono mnie dużym kredytem zaufania. Media również.
A nie chciałby pan budować swojego autorytetu wokół pomocy młodym twórcom?
- Takiej deklaracji nie mogę złożyć. Proszę pamiętać, że nie dostałem żadnej oficjalnej informacji na temat tego klubu. Nie rozmawiałem też o tym z urzędnikami. Tak naprawdę rozmowa z panem to jest dla mnie okazja do zapoznania się z tym problemem. I teraz rozumiem jedno: często drobne sprawy przybierają taki wymiar, że mogą decydować o ważniejszych zjawiskach.
Czekamy na opinie
Czy dyrektor programowy Toruń 2016 powinien stać się arbitrem w sporze między klubem eNeRDe a miastem? Czekamy na państwa opinie: redakcja@torun.agora.pl
- 83 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
-
Kołakowski: Artysto, ubierz się w krawat!
aksum78
13.03.10, 12:27
duch misia wiecznie zywy. ja chyba nie doczekam normalnosci w tym kraju. rece opadaja. »
-
Kołakowski: Artysto, ubierz się w krawat!
olgicz
13.03.10, 13:27
ha, ha, ha! Gdzie ja mieszkam???? W NRD???? A ten Pan ma okropną brodę ibrzuch, chyba nie miałby szans na rozmowie ze mną! »
-
propozycja dla pana Cebo
zweglony_pazur
13.03.10, 19:47
... a właściwie wyjaśnienie o co chodzi z tym krawatem.jak powszechnie wiadomo, nie ma nic za darmo i każdy chce zarobić (i nie musi wcale chodzić o pieniądze, bo nie tylko pieniądze mają »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wypadek na Gniewkowskiej. Jedna osoba nie ...
- Apteka Królewska zamknięta po 622 latach
- Utrudnienia na jednej z głównych arterii ...
- TOP-lista ściganych przestępców z Torunia ...
- Miasto chce pożyczyć kurii ponad milion zł
- Gwiazda You Can Dance tańczy ku chwale ...
- Fabryka kultowego keczupu Włocławek na ...
- Tor F1 i Chinatown nad Wisłą. Nasze ...
- Kuria sprzedaje pałac za 8 mln zł, bo ma ...
- TOP-lista ściganych przestępców z Torunia ...
- Rekiny toruńskiego biznesu wysoko w rankingach
- Zobacz unikalne, przedwojenne zdjęcia ...
- To dopiero były żużlowe derby! Oto lata ...
- Wypadek na Gniewkowskiej. Jedna osoba nie ...




więcej zdjęć