Czytelnik: Miejsce w przedszkolu jest jak Lotto
2010-03-09
, aktualizacja: 09.03.2010 16:51
Po tym, jak prezydent Torunia Michał Zaleski stwierdził, że miasto nie wybuduje nowych przedszkoli, zawrzało.- Moje dziecko nie ma szans na publiczną placówkę, bo jego mama nie będzie nikomu "ściemniała - pisze czytelnik "Gazety" Igor.
ZOBACZ TAKŻE
- CKU - dziecko się bawi, gdy mama się uczy. Za 5 zł (18-03-10, 12:00)
- Zaleski: Miasto nie zbuduje nowych przedszkoli (08-03-10, 18:12)
- Przedszkola czekają na dzieci także w wakacje (04-03-10, 00:00)
- Dostatek jest, ale braku miejsc. W przedszkolach (03-03-10, 10:00)
- Miasto: Przedszkoli ci u nas dostatek. A może być nadmiar. Za dwa lata (25-02-10, 11:00)
- Radni uznali, że przedszkoli w Toruniu jest pod dostatkiem (22-02-10, 12:00)
SONDAŻ
Wczoraj Zaleski stwierdził: "Z racjonalnych względów miasto w latach 2010-2012 nie zdecyduje się na budowę nowych placówek poza już przygotowanymi inwestycjami lub modernizacjami własnymi". Co na to torunianie?
List czytelnika „Gazety”
Czytam dyskusję jaka toczy się w gazecie w sprawie toruńskich przedszkoli i nie wiem czy się śmiać czy już płakać.
Mam wrażenie, że ktoś chce mi udowodnić że jestem wielbłądem. Właśnie przeczytałem kilka słów od prezydenta Zaleskiego, który twierdzi że przecież wszystko jest w najlepszym porządku, bo przecież większość dzieci gdzieś tam upchnie się w tych kilku przedszkolach. Nie wiem, może ja żyję w jakimś innym mieście? Niby ten sam Toruń, a moje wrażenia zupełnie inne.
Ja rozumiem że dla Zaleskiego (i radnych) jako miejskiego urzędnika zatrudnionego za nasze pieniądze (tak, tak panie prezydencie, za nasze - i proszę o tym pamiętać) liczą się suche liczby. Ale skoro dla niego liczą się suche liczby, ja przedstawię suche fakty.
Moje dziecko nie ma szans na publiczną placówkę, bo niestety jego mama nie będzie nikomu ściemniała, że jest samotna, biedna i nie radzi sobie w życiu. Oboje pracujemy, oboje uiszczamy podatki, oboje teoretycznie powinniśmy liczyć na to, że możemy zająć się spokojnym życiem, bo miasto zapewni nam odpowiednie warunki. Bzdura. Dziecko - jak i naszych sąsiadów - zostaje z zatrudnioną przez nas opiekunką, bo żeby trafiło do przedszkola trzeba mieć albo znajomości, albo łut szczęścia mniej więcej na poziomie trafienia w Lotto.
Patrzę na innych naszych znajomych. Jedni - sporo po trzydziestce - już nie planują mieć dzieci, bo to za duże utrapienie i zbyt wiele problemów organizacyjnych. Nic dziwnego jak się tak naczytają i nasłuchają o naszych przygodach z przedszkolami. Inni mają czwórkę dzieci. Jedno chodzi do przedszkola tylko dlatego, że jeden z rodziców ich matki to dobry kolega osoby kierującej placówką. Nie było miejsc, ale się jedno w drodze wyjątku znalazło - cóż za zbieg okoliczności. Problem jest z następnymi maluchami, bo tu nawet możliwości tejże osoby się kończą. Co mają zrobić? Równie serdecznie pozdrawiają i pana prezydenta i radnych, którzy niezwykle chętnie pomagają im w dbaniu o to, by za 30 lat miał kto pracować na nasze emeryturki. Również na emeryturkę pana prezydenta.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bardzo mnie intryguje - może warto to sprawdzić - ilu radnych ma dzieci w wieku przedszkolnym?
Czas się przeprowadzać. W Toruniu mam tylko korki, nieudolnie robione remonty ulic, szefów miasta, którzy nie są w stanie szybko zająć się budową mostu. Strażników chętnie zakładających blokadę na Starówce, ale nie reagujących na to, że obok pies robi co chce na chodnik a właścicielka się tym nie interesuje. I jeszcze do tego słyszę, że przecież problemu przedszkoli nie ma. Wolne żarty.
Igor
List czytelnika „Gazety”
Czytam dyskusję jaka toczy się w gazecie w sprawie toruńskich przedszkoli i nie wiem czy się śmiać czy już płakać.
Mam wrażenie, że ktoś chce mi udowodnić że jestem wielbłądem. Właśnie przeczytałem kilka słów od prezydenta Zaleskiego, który twierdzi że przecież wszystko jest w najlepszym porządku, bo przecież większość dzieci gdzieś tam upchnie się w tych kilku przedszkolach. Nie wiem, może ja żyję w jakimś innym mieście? Niby ten sam Toruń, a moje wrażenia zupełnie inne.
Ja rozumiem że dla Zaleskiego (i radnych) jako miejskiego urzędnika zatrudnionego za nasze pieniądze (tak, tak panie prezydencie, za nasze - i proszę o tym pamiętać) liczą się suche liczby. Ale skoro dla niego liczą się suche liczby, ja przedstawię suche fakty.
Moje dziecko nie ma szans na publiczną placówkę, bo niestety jego mama nie będzie nikomu ściemniała, że jest samotna, biedna i nie radzi sobie w życiu. Oboje pracujemy, oboje uiszczamy podatki, oboje teoretycznie powinniśmy liczyć na to, że możemy zająć się spokojnym życiem, bo miasto zapewni nam odpowiednie warunki. Bzdura. Dziecko - jak i naszych sąsiadów - zostaje z zatrudnioną przez nas opiekunką, bo żeby trafiło do przedszkola trzeba mieć albo znajomości, albo łut szczęścia mniej więcej na poziomie trafienia w Lotto.
Patrzę na innych naszych znajomych. Jedni - sporo po trzydziestce - już nie planują mieć dzieci, bo to za duże utrapienie i zbyt wiele problemów organizacyjnych. Nic dziwnego jak się tak naczytają i nasłuchają o naszych przygodach z przedszkolami. Inni mają czwórkę dzieci. Jedno chodzi do przedszkola tylko dlatego, że jeden z rodziców ich matki to dobry kolega osoby kierującej placówką. Nie było miejsc, ale się jedno w drodze wyjątku znalazło - cóż za zbieg okoliczności. Problem jest z następnymi maluchami, bo tu nawet możliwości tejże osoby się kończą. Co mają zrobić? Równie serdecznie pozdrawiają i pana prezydenta i radnych, którzy niezwykle chętnie pomagają im w dbaniu o to, by za 30 lat miał kto pracować na nasze emeryturki. Również na emeryturkę pana prezydenta.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Bardzo mnie intryguje - może warto to sprawdzić - ilu radnych ma dzieci w wieku przedszkolnym?
Czas się przeprowadzać. W Toruniu mam tylko korki, nieudolnie robione remonty ulic, szefów miasta, którzy nie są w stanie szybko zająć się budową mostu. Strażników chętnie zakładających blokadę na Starówce, ale nie reagujących na to, że obok pies robi co chce na chodnik a właścicielka się tym nie interesuje. I jeszcze do tego słyszę, że przecież problemu przedszkoli nie ma. Wolne żarty.
Igor
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Miejsce w toruńskim przedszkolu jest jak Lotto
tryg.sk11
09.03.10, 22:05
Ja Zaleskiemu nie wierzę ani na milimetr w jakiejkolwiek sprawie.»
-
Miejsce w toruńskim przedszkolu jest jak Lotto
kar1234
10.03.10, 07:34
Ja postanowiłam, że rozwiodę się z mężem, bo w ten sposób będzie jakaś szansa na przyznanie miejsca w przedszkolu dla mojego dziecka. Jako samotna matka będę miała szansę. W naszym kraju »
-
pomysl na akcje
malepiffko
10.03.10, 08:50
wszystkie dzieci, ktore nie dostaly sie do przedszkola lub zlobka przyprowadzamy rano przez tydzien (lub dluzej jesli bedzie trzeba) do biura tego lysego pana. »
Najczęściej czytane24 htydzień




