Kłopoty z darami - Caritas pod lupą policji
2010-03-03
, aktualizacja: 03.03.2010 18:11
Co stało się z tonami mąki i cukru, jakie toruński Caritas dostał od Agencji Rynku Rolnego i miał rozdać najuboższym? Bada to sama ARR oraz policja
ZOBACZ TAKŻE
- Agencja Rynku Rolnego i policja sprawdzają Caritas (05-03-10, 11:00)
- Droga TV Trwam - trzeba wydać ponad 300 zł (04-03-10, 10:05)
Rozdawanie żywności - m.in. mąki, cukru, dżemów - to unijny program pomocowy powstały z myślą o najuboższych. Realizuje go Agencja Rynku Rolnego, skąd jedzenie trafia do czterech polskich instytucji: Caritas, Polskiego Czerwonego Krzyża, Banków Żywności oraz Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie. Te z kolei mają za zadanie rozdać produkty swoim podopiecznym będącym w największej potrzebie. Żywność trafiała też do toruńskiego oddziału Caritas. Ten jednak nie przekazał jej dalej. Mąka, cukier i dżemy miały trafić do piekarni w podbydgoskim Czarżu, gdzie były przerabiane na chleb i słodkości dla ubogich studentów mieszkających w prowadzonej przez Caritas bursie. I to właśnie budzi kontrowersje, bo jedzenie z darów nie powinno być w ten sposób wprowadzane w obieg. - Niedobrze, że zaangażowano zewnętrzną firmę - mówi Henryk Igliński, dyrektor ARR w Bydgoszczy. - Inaczej sprawa wyglądałaby, gdyby produkty trafiły do kuchni w samej bursie.
Co na to ks. Daniel Adamowicz, szef Caritas? Wczoraj duchowny był nieuchwytny, jednak wcześniej przyznawał w mediach, że przekazywał jedzenie piekarni. Wyjaśniał, że dostarczenie mąki studentom nie miałoby sensu, bo nic nie byliby w stanie z nią zrobić.
Na tym jednak nie koniec wątpliwości wokół działalności toruńskiej instytucji dobroczynnej. Bydgoska ARR - oprócz badania zasadności zlecenia wypieku piekarni z Czarża - sprawdza też, jak Caritas rozliczał się z otrzymywanych towarów. - Oczywiście musimy poczekać na wyniki kontroli, ale mamy sygnały, że są poważne rozbieżności - mówi dyrektor Igliński. - Krótko mówiąc, ze wstępnych danych wynika, że ubogim wydano zaledwie połowę chleba, jaki można by upiec z tej ilości mąki, którą przekazaliśmy Caritas.
Jak donoszą lokalne media, mieszkańcy Czarża twierdzą, że właściciel piekarni - mający być krewnym ks. Adamowicza - część produktów otrzymanych od Caritas po prostu sprzedawał.
Sprawę bada bydgoska policja. - Na tym etapie postępowania niewiele mogę o nim powiedzieć, żeby mu nie zaszkodzić - mówi oficer prasowa Monika Chlebicz. - Obecnie badamy, czy jedna z instytucji charytatywnych naruszyła tylko regulamin Agencji Rynku Rolnego, czy też dodatkowo złamała prawo. Postępowanie na pewno szybko się nie skończy, na ogół czynności związane z przestępstwami gospodarczymi trwają po kilka miesięcy, bo wymagają analizy wielu dokumentów.
Stanowiska w tej sprawie nie chce na razie zajmować toruńska kuria, której podlega Caritas. - Zaczekamy z tym na wyniki kontroli policji i Agencji, wtedy będziemy mogli mówić o konkretach - mówi rzecznik ks. Andrzej Nowicki. - Dotąd nie wezwaliśmy też do wyjaśnień ks. Adamowicza, bo na tym etapie w sumie nawet nie wiadomo, o co należało by go pytać.
Co na to ks. Daniel Adamowicz, szef Caritas? Wczoraj duchowny był nieuchwytny, jednak wcześniej przyznawał w mediach, że przekazywał jedzenie piekarni. Wyjaśniał, że dostarczenie mąki studentom nie miałoby sensu, bo nic nie byliby w stanie z nią zrobić.
Na tym jednak nie koniec wątpliwości wokół działalności toruńskiej instytucji dobroczynnej. Bydgoska ARR - oprócz badania zasadności zlecenia wypieku piekarni z Czarża - sprawdza też, jak Caritas rozliczał się z otrzymywanych towarów. - Oczywiście musimy poczekać na wyniki kontroli, ale mamy sygnały, że są poważne rozbieżności - mówi dyrektor Igliński. - Krótko mówiąc, ze wstępnych danych wynika, że ubogim wydano zaledwie połowę chleba, jaki można by upiec z tej ilości mąki, którą przekazaliśmy Caritas.
Jak donoszą lokalne media, mieszkańcy Czarża twierdzą, że właściciel piekarni - mający być krewnym ks. Adamowicza - część produktów otrzymanych od Caritas po prostu sprzedawał.
Sprawę bada bydgoska policja. - Na tym etapie postępowania niewiele mogę o nim powiedzieć, żeby mu nie zaszkodzić - mówi oficer prasowa Monika Chlebicz. - Obecnie badamy, czy jedna z instytucji charytatywnych naruszyła tylko regulamin Agencji Rynku Rolnego, czy też dodatkowo złamała prawo. Postępowanie na pewno szybko się nie skończy, na ogół czynności związane z przestępstwami gospodarczymi trwają po kilka miesięcy, bo wymagają analizy wielu dokumentów.
Stanowiska w tej sprawie nie chce na razie zajmować toruńska kuria, której podlega Caritas. - Zaczekamy z tym na wyniki kontroli policji i Agencji, wtedy będziemy mogli mówić o konkretach - mówi rzecznik ks. Andrzej Nowicki. - Dotąd nie wezwaliśmy też do wyjaśnień ks. Adamowicza, bo na tym etapie w sumie nawet nie wiadomo, o co należało by go pytać.
- 47 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
31 głosów
-
Dary Boze
bajubongo
03.03.10, 22:59
Przeciez tylko niedorozwiniete umyslowo dziecko moze przypuszczac, ze krkcokolwiek wypusci ze swoich lap. A przeciez Caritas to tez kosciol.Zrobcie kontrole w jakimkolwiek przybytku tej »
-
Nasz Caritas pod lupą policji
jszmelc
04.03.10, 06:51
Pierwsza część zarzutu jest z serii tych, które kłócą się ze zdrową logiką. Natomiast druga część, jeśli jest prawdziwa to budzi moje mocne zażenowanie. Zawsze oceniałem bardzo pozytywnie »
-
Podpowiedź.
fo.ka.zkro.ka
04.03.10, 15:27
Służę pomocą rzecznikowi kurii ks. Andrzejowi Nowickiemu z pytaniem do ks.Daniela Adamowicza : jak mogłeś kretynie dopuścić do przecieku do prasy!? A tak na marginesie,niech ktoś spyta »
Najczęściej czytane24 htydzień



