Kłopoty z darami - Caritas pod lupą policji

Natalia Waloch
2010-03-03 , aktualizacja: 03.03.2010 18:11
A A A Drukuj
ks. Daniel Adamowicz Fot. Robert Górecki / Agencja Gazeta ks. Daniel Adamowicz
Co stało się z tonami mąki i cukru, jakie toruński Caritas dostał od Agencji Rynku Rolnego i miał rozdać najuboższym? Bada to sama ARR oraz policja
Rozdawanie żywności - m.in. mąki, cukru, dżemów - to unijny program pomocowy powstały z myślą o najuboższych. Realizuje go Agencja Rynku Rolnego, skąd jedzenie trafia do czterech polskich instytucji: Caritas, Polskiego Czerwonego Krzyża, Banków Żywności oraz Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie. Te z kolei mają za zadanie rozdać produkty swoim podopiecznym będącym w największej potrzebie. Żywność trafiała też do toruńskiego oddziału Caritas. Ten jednak nie przekazał jej dalej. Mąka, cukier i dżemy miały trafić do piekarni w podbydgoskim Czarżu, gdzie były przerabiane na chleb i słodkości dla ubogich studentów mieszkających w prowadzonej przez Caritas bursie. I to właśnie budzi kontrowersje, bo jedzenie z darów nie powinno być w ten sposób wprowadzane w obieg. - Niedobrze, że zaangażowano zewnętrzną firmę - mówi Henryk Igliński, dyrektor ARR w Bydgoszczy. - Inaczej sprawa wyglądałaby, gdyby produkty trafiły do kuchni w samej bursie.

Co na to ks. Daniel Adamowicz, szef Caritas? Wczoraj duchowny był nieuchwytny, jednak wcześniej przyznawał w mediach, że przekazywał jedzenie piekarni. Wyjaśniał, że dostarczenie mąki studentom nie miałoby sensu, bo nic nie byliby w stanie z nią zrobić.

Na tym jednak nie koniec wątpliwości wokół działalności toruńskiej instytucji dobroczynnej. Bydgoska ARR - oprócz badania zasadności zlecenia wypieku piekarni z Czarża - sprawdza też, jak Caritas rozliczał się z otrzymywanych towarów. - Oczywiście musimy poczekać na wyniki kontroli, ale mamy sygnały, że są poważne rozbieżności - mówi dyrektor Igliński. - Krótko mówiąc, ze wstępnych danych wynika, że ubogim wydano zaledwie połowę chleba, jaki można by upiec z tej ilości mąki, którą przekazaliśmy Caritas.

Jak donoszą lokalne media, mieszkańcy Czarża twierdzą, że właściciel piekarni - mający być krewnym ks. Adamowicza - część produktów otrzymanych od Caritas po prostu sprzedawał.

Sprawę bada bydgoska policja. - Na tym etapie postępowania niewiele mogę o nim powiedzieć, żeby mu nie zaszkodzić - mówi oficer prasowa Monika Chlebicz. - Obecnie badamy, czy jedna z instytucji charytatywnych naruszyła tylko regulamin Agencji Rynku Rolnego, czy też dodatkowo złamała prawo. Postępowanie na pewno szybko się nie skończy, na ogół czynności związane z przestępstwami gospodarczymi trwają po kilka miesięcy, bo wymagają analizy wielu dokumentów.

Stanowiska w tej sprawie nie chce na razie zajmować toruńska kuria, której podlega Caritas. - Zaczekamy z tym na wyniki kontroli policji i Agencji, wtedy będziemy mogli mówić o konkretach - mówi rzecznik ks. Andrzej Nowicki. - Dotąd nie wezwaliśmy też do wyjaśnień ks. Adamowicza, bo na tym etapie w sumie nawet nie wiadomo, o co należało by go pytać.

Podziel się

  • 47 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

  • Dary Boze bajubongo 03.03.10, 22:59

    Przeciez tylko niedorozwiniete umyslowo dziecko moze przypuszczac, ze krkcokolwiek wypusci ze swoich lap. A przeciez Caritas to tez kosciol.Zrobcie kontrole w jakimkolwiek przybytku tej »

  • Nasz Caritas pod lupą policji jszmelc 04.03.10, 06:51

    Pierwsza część zarzutu jest z serii tych, które kłócą się ze zdrową logiką. Natomiast druga część, jeśli jest prawdziwa to budzi moje mocne zażenowanie. Zawsze oceniałem bardzo pozytywnie »

  • Podpowiedź. fo.ka.zkro.ka 04.03.10, 15:27

    Służę pomocą rzecznikowi kurii ks. Andrzejowi Nowickiemu z pytaniem do ks.Daniela Adamowicza : jak mogłeś kretynie dopuścić do przecieku do prasy!? A tak na marginesie,niech ktoś spyta »